Zaczynając: drużyna pracowników dzieli się na dwa zespoły, jeden obsługuje sklep, drugi zaplecze i szklarnie. Każda ma osobnych managerów. Szklarnią zarządza dawna szefowa sklepu, starsza pani dla której codzienne przechadzanie się wśród pracowników stanowi sens życia. To jakie zrobi wrażenie zależy od dnia, czasami sobie z tobą pogada, innym razem powie ci że "nie masz mózgu". Ogólnie jest mało lubiana wśród załogi, jednak nie martw się, pracując na sklepie masz z nią mało kontaktu. Sklepem zarządza z kolei aktualna szefowa, która sprawia wrażenie jakby uzyskała specjalizacje z rzygania tęczą. Kontakt zwykłych pracowników z nią jest nikły, często ogranicza się do "dzień dobry". Jeżeli zamierzacie tam pracować podczas nielicznych spotkań z nią będzie mówiła o rzeczach dość oderwanych od rzeczywistości, zapewne sto razy usłyszycie od niej słowo "inspiracja" i wszędzie zobaczycie różowy kolor. Na spotkaniach nie poruszane są żadne konkrety, zazwyczaj jest to godzinne gadanie o czymś, co albo się nie wydarzy albo szefowa sama jeszcze nie wie jak to wdrożyć. Wrażenie po takim słuchaniu jej przez godzinę to jakby słuchać początkującego coacha mówiącego o lataniu na magicznym dywanie, podczas gdy ty jesteś po prostu głodny i zjadłbyś kanapeczkę. Wszelkie teksty pisane, zarówno na socialach jaki i w sklepie napisane są nieznośnym, "poetyckim" językiem, które po przeczytaniu po pierwsze: są niezrozumiałe, po drugie: chce ci się nimi rzygać i szybko je znienawidzisz. Organizacja na sklepie i ogrodzie nie jest najgorsza, przynajmniej na papierze każdy ma przydzieloną rolę i wszystko wydaje się jasne. W praktyce zazwyczaj wygląda to inaczej i często zdarzają się "rozjazdy" z wstępnie ustalonym planem. Panuje duży nacisk na atakowanie i wciskanie klientom roślin, wykorzystując techniki manipulacji, ładnie nazwanymi "technikami sprzedaży" z których pracownicy są szkoleni. Obowiązuje również zakaz noszenia przy sobie telefonów. Czasami przed pracą kiedy przyjeżdża świeży towar pracownicy mają za zadanie powiedzieć coś "inspirującego" na temat tego towaru (przedmiotu), co ma niby być potem wykorzystane przy sprzedaży produktu, jednak klienci zazwyczaj po zobaczeniu ceny nie mają nawet ochoty na to niego patrzeć. Menagerki na sklepie i ogrodzie są dwie, jedna "główniejsza" zajmująca się wprowadzaniem i organizacją zmian, dość ciężka w obyciu. Co prawda zmiany umie wprowadzać (czego szefowa nie potrafi, przez co ta managerka jej pasuje), jednak nie potrafi później ich podtrzymywać i często to za miało być zmienione, wraca potem do punktu startowego. Ogólnie dość szybka i chaotczna osoba, raczej mało lubiana. Druga managerka, która pracowała już wcześniej przez wiele lat w innych ogrodniczych zazwyczaj wie co robi i jest to osoba na odpowiednim stanowisku. Często pracuje razem ze zwykłymi pracownikami i można liczyć na jej pomoc. Jednak podczas podejmowania ważniejszych decyzji przez szefostwo jej zdanie nie jest za bardzo brane pod uwagę, wręcz jest trochę "pomijana" w procesie decyzyjnym mimo iż wiedzę praktyczną i podejście do ludzi ma najodpowiedniejsze. Krótko mówiąc jeżeli zaczniesz tam pracować dość szybko sporo rzeczy zacznie cię frustrować, potem zaczniesz tracić motywację i na końcu albo sam się zwolnisz albo i tak cię zwolnią bo po sezonie nie potrzeba im tyle pracowników co na wiosnę (oczywiście na rozmowie rekrutacyjnej nic nie wspomną). Z feedbackiem z twojej pracy też ciężko bo zazwyczaj nikt i tak jej nie widzi, możesz ewentualnie liczyć na jakiś opieprz jak coś zrobisz "nie tak". Garstka starych pracowników którzy jakimś cudem się tam jeszcze trzymają cechuje się niebywałą wytrzymałością, nabytą jeszcze za czasów PRLu. Są nieźle wytresowani, nie do końca znają sens wykonywanych przez siebie czynności, najważniejszą ich motywacją jest to żeby "szefowa nie zobaczyła". Przypominają trochę takich zombie i raczej nie nawiążesz z nimi szybko kontaktu, bo oni i tak wiedzą że za 4 miesiące już cię nie będzie. Kończąc: wdrożenie kilku prostych rozwiązań mogłoby znacząco ułatwić i usprawnić pracę w tym przytułku, jednak szefowa musiała by zjechać po swojej tęczy na ziemię i posłuchać pracowników, którzy grzęzną w błocie jej ignorancji.
Pozdrawiam,
Najprzystojniejszy pracownik sklepu ;)