W firmie Tyrolit przepracowałem 2 lata i 2 miesiące. Jedni powiedzą, że to krótko, inni — że długo. W moim subiektywnym odczuciu zdecydowanie zbyt długo. Nigdy wcześniej, w żadnej firmie, nie spotkałem się z tak nowoczesnym podejściem do zarządzania, które mentalnie zatrzymało się wiele lat temu.
Jest to bardzo mały zespół, co teoretycznie powinno sprzyjać sprawnej komunikacji. W praktyce sprzyja jedynie koncentracji władzy. Na jego czele stoi country manager, który łączy w sobie funkcję księgowego oraz działu HR i odpowiada za sprawy administracyjne. Od ponad roku funkcję tę pełni Darek — osoba wyjątkowo hojna w składaniu obietnic i niezwykle powściągliwa w ich realizacji. Zainteresowanie realnymi potrzebami pracowników pozostaje na poziomie deklaratywnym, podobnie jak częstotliwość jego obecności w biurze.
Prokurentem firmy jest Piotr — osoba od dawna w wieku emerytalnym, sprawująca faktyczną władzę nad działem handlowym. Jego podejście do pracy można określić jako kontemplacyjne. Do biura przyjeżdżał głównie po to, aby uczyć się języka rosyjskiego, prowadzić rozmowy towarzyskie oraz celebrować picie kawy, która — jak wielokrotnie podkreślał — stanowi jeden z filarów funkcjonowania firmy.
Struktura organizacyjna jest bardzo płaska — poza dwiema wymienionymi osobami są pracownicy biurowi oraz handlowcy. Pracowałem na stanowisku wsparcia sprzedaży, czyli asystenta handlowca. Sama praca w swojej istocie nie była zła, jednak jej organizacja stanowiła interesujący eksperyment z zakresu improwizacji. Przy niewielkiej liczbie pracowników biurowych system funkcjonował wyłącznie wtedy, gdy wszyscy byli obecni. W przypadku urlopu lub choroby jednego pracownika, na drugiego przerzucane było 100% jego obowiązków. Racjonalny podział zadań najwyraźniej nie wpisywał się w obowiązujący model zarządzania.
Problem ten był wielokrotnie zgłaszany, jednak pozostawał bez reakcji. Gdy pojawiały się opóźnienia, pracownik był wzywany na rozmowę, podczas której słyszał jedynie, że „musi się wyrabiać”. Trudno mówić o dialogu, skoro w trakcie takich rozmów prokurent zajmował się przeglądaniem telefonu i oglądaniem TikToka.
Jeśli chodzi o handlowców — zdecydowana większość z nich miała trudności z podstawową obsługą komputera. Jeżeli ktoś marzy o pracy w charakterze asystenta do resetowania haseł, odbierania nieustannych telefonów i bycia „na każde wezwanie”, będzie to miejsce idealne. Telefony praktycznie nie milknęły.
Różnie bywało również z szacunkiem wobec innych osób. Warto zachować szczególną ostrożność w kontaktach z handlowcem Robertem, który podczas imprez firmowych nadużywał alkoholu i prezentował zachowania dalekie od standardów, jakie zwykle kojarzy się z profesjonalnym środowiskiem pracy. Zdarzały się także sytuacje mailowe sprawiające wrażenie komunikacji z osobą mającą trudności z logicznym formułowaniem myśli.
W firmie funkcjonowały wyraźne podwójne standardy. Jeden z handlowców, który odszedł po niespełna roku pracy, zamiast firmowego samochodu — jakim w przypadku jego kolegów były Skody Octavie w wersji kombi — otrzymał słabej klasy auto z wypożyczalni. Jednocześnie jedną z pierwszych decyzji po objęciu stanowiska przez Darka była wymiana jego samochodu służbowego na duży SUV — pojazd najwyraźniej niezbędny przy jego okazjonalnych wizytach w biurze.
Kiedyś istniała możliwość zakupu firmowych produktów w preferencyjnych cenach. Przywilej ten funkcjonował do momentu, w którym Piotr odkrył jego potencjał hurtowy i zaczął zaopatrywać na większą skalę swoich kolegów myśliwych. W efekcie rozwiązaniem problemu okazało się całkowite zlikwidowanie tej możliwości dla wszystkich pracowników.
Jeśli ktoś liczy na benefity pozapłacowe, powinien uzbroić się w realistyczne oczekiwania. Poza możliwością nauki języka angielskiego firma nie oferuje żadnych dodatkowych świadczeń. Praca zdalna nie jest mile widziana, co szczególnie dobrze komponuje się z nowoczesnym podejściem do zarządzania. Kierownictwo korzysta z najnowszych iPhone’ów w wersji Pro, natomiast pracownicy biurowi otrzymują starsze, używane telefony, które służą im dzielnie aż do momentu całkowitego wyczerpania swoich możliwości technicznych.
Premie kwartalne oraz półroczne są regularnie obiecywane ustnie, jednak próżno szukać jakiegokolwiek potwierdzenia tych ustaleń na piśmie. W moim przypadku, podczas dwutygodniowego zastępowania nieobecnej koleżanki, zakres moich obowiązków wzrósł o 100%. Zamiast podziękowania otrzymałem informację, że moja premia zostanie odebrana z powodu „niewyrabiania się z pracą” — warto dodać, że premia ta obejmowała okres trzech miesięcy.
Aby wręczyć mi wypowiedzenie, firma zdecydowała się na oprawę godną wydarzenia o szczególnym znaczeniu. Na spotkanie wezwano prawnika firmowego, a sam prokurent — Piotr — musiał osobiście przyjechać i uczestniczyć w całym procesie. Ostatecznie, po ponad dwóch latach pracy, nie usłyszałem nawet symbolicznego podziękowania. Całość stanowiła spójne i konsekwentne zwieńczenie stylu zarządzania oraz podejścia firm