Byłam na rozmowie kwalifikacyjnej na stanowisko rejestratorki medycznej. Pani doktor przeprowadzała ze mną "wywiad", inaczej tego nazwać nie mogę. Rozmowa rekrutacyjna to nie była, zero pytań o doświadczenie czy umiejętności. Jedno z pierwszych pytań jakie mi Pani doktor zadała (rozmowa przeprowadzana w gabinecie, na korytarzu byli pacjenci) było to, gdzie i z kim mieszkam oraz czy planuje mieć dzieci. I była "kłótnia" o to, gdzie konkretnie mieszkam, jedynie co się przekonałam to, że Pani nie odróżnia dzielnicy od osiedla. To była moja najkrótsza rozmowa o pracę, nie trwała nawet 5 minut. Na moje pytanie, po co te pytania odnośnie mojego zdrowia reprodukcyjnego, odrzekła, że oni, jako przyszli pracodawcy potrzebują wiedzieć wszystko o swoich pracownikach. Piszę "Pani" ponieważ nawet nie wiem z kim rozmawiałam, na ogłoszeniu z jednych wymagań było profesjonalna obsługa klienta, no cóż, szkoda, że od samej właścicielki wymagać tego nie można.