Założeniem głównym jest to, że "każde sakramentalne małżeństwo można uratować..." i sednem tego zdania jest słowo "uratować". W większości przypadków chodzi o uratowanie dla statystyk a nie o naprawienie. I tu jest główny problem tej wspólnoty. Nie chodzi Wspólnocie o jakość małżeństw ale o statystyki. Żeby co roku było jakieś uratowane małżeństwo w ognisku. Takie podejście do tematu prowadzi do wypaczenia wizerunku "katolickiego małżeństwa". Nie jest nastawione na pracę u podstaw /rozwój indywidualny psychiczny i duchowy taki sam dla obu płci/. Jakość tego małżeństwa pozostawia wiele do życzenia. Ciężar transformacji jest przesuwany na małżonka a splendor na małżonkę.
Spotkania mają charakter często informacyjny i rekonesansowy. Informacje są tak kierowane, że nielicznie uczęszczający na spotkania panowie nie mają z nich pożytku a panie dostają informacje, jak poradzić sobie... w sądzie przy rozwodzie...
Kiedy wypowiadają się kobiety, ich wypowiedzi często oceniające małżonków, są dopilnowane do końca, by nie zostały w jakikolwiek sposób przerwane, zaniepokojone, czy wybite z rytmu. Kiedy do wypowiedzi dochodzi pan, wypowiedź jest korygowana albo cos do tej wypowiedzi jest dodane, tak, by w jakiejś części wypowiedź zdyskredytować albo zmienić sens i jej cel.
Sychar nie radzi sobie z nauką. Nie przyjmuje do wiadomości wiedzy z badań naukowych, zwłaszcza najnowszych. Zapraszani na spotkania są specjaliści, którzy tylko się przydadzą finalnie kobietom w łatwiejszym wygraniu sprawy rozwodowej. Udzielane są porady, "co trzeba zrobić, żeby...".
Cytowane są dane sprzed epoki, kiedy były wygodne dla... liderek i kobiet. Ponieważ Wspólnota działa pod skrzydłami ośrodków i centrów kościelnych, to władze kościoła nie zdają sobie z tego sprawy, że chrystusowe "prawda was wyzwoli" jest mocno pomijane w takich formach prowadzenia "ratowania" małżeństw, albo zdają sobie z tego sprawę ale z ambon często padają z ust kapłanów słowa "małżeństwa się rozpadają" zupełnie hipokrytycznie, bo przyzwalając na takie prowadzenie takiej instytucji, przekonuje do tego, by następnemu pokoleniu oszczędzić mąk sądowych i życiowych i odradzić religii (to co innego niż wiara w Chrystusa) i/lub sakramentalnego a tym bardziej prawnego małżeństwa.
Wspólnota wybiórczo traktuje wiedzę i naukę. Najnowsze badania wskazują na nadopiekuńczość jako przemoc nad dziećmi i główny czynnik deformujący psychikę dzieci po tego rodzaju przemocy. Pomagając w nieprzemyślany sposób kobietom, Sychar działając świadomie w kierunku pomocy okołorozwodowej, nieświadomie przykłada rękę do różnych form przemocy rękami matek poczynionymi na dzieciach. Dodatkowo przemilcza wszelkie formy przeredagowywania rzeczywistości , w których nikt nie zna położenia drugiej strony często konfliktu między małżonkami, realizowanego grą dziećmi. Usprawiedliwia w ten sposób zachowania alienacyjne matek. Pojęcie alienacji, jakie jest już w prawodawstwie zachodnim i samo w sobie takie zachowanie jest karane, w polskim systemie sądowniczym jest przynajmniej lekceważone, z czego Sychar w udzielaniu pomocy matkom skrzętnie korzysta.
Przy trudnych i niewygodnych tematach, odwołuje się do wiary, nadziei i miłości jako antidotum na wszystko. W nazwie wspólnota ma zwrot „małżeństw w kryzysie”, kiedy tak naprawdę do wspólnoty przychodzi albo żona, która tak naprawdę nie chce wprost powiedzieć, że chce się sprawnie i zwycięsko rozwieść, i ona najczęściej ma problem kryzysowy z porannym makeupem i stanięciem w prawdzie, albo mąż, który nie umie sobie poradzić w sytuacji nierzadko uwikłania w fałszywe zarzuty spreparowane z pomocą instytucji i prawników. Działania wspólnoty idą z duchem czasów świeckich i wspólnota pomaga kobietom wyjść z niewygodnej /nie kryzysowej/ sytuacji, a mężczyznom ugrzęznąć życiowo, napiętnować ich publicznie tak naprawdę w imię zasady odpowiedzialności zbiorowej a nawet na zasadzie przerzucenia winy i odpowiedzialności na nich.