ZDECYDOWANIE NIE POLECAM!
Szefostwo pogardza pracownikami, "wyładowuje" na nich swoje napięcia. Ponadto pracownik musi okłamywać Klienta co do jedzenia. Rzekomo "bałtycka rybka" nie pochodzi od rybaka i nie była złowiona rano, a jest mrożona z hurtowni (z rana trzeba szybko rozładować towar, póki turyści nie widzą). Wszystkie pierogi, naleśniki, zupy, kotlety, bigos i surówki - także nie są robione na miejscu, jednak Klientowi czasami (gdy nie wierzy, że domowe) trzeba "wmówić", że przygotowane było na miejscu. Stare jedzenie musi być polecane, bo szkoda wyrzucić gdyż naraża to firmę na straty. Szefostwo nakazuje jak traktować poszczególnych Klientów. Kelner nie może traktować wszystkich jednakowo zapewniając miłą obsługę, a gdy to robi, zostaje upomniany (w sposób bardzo nieprofesjonalny). Pracodawca zakazuje wystawiania paragonów Klientom z zagranicy (dla własnego zysku) i nie interesuje go gdy Kelner wyjaśnia, że jednak Klient jednak chciałby rachunek. Wówczas Pani Aleksandra mówi, że "nie i koniec" ( z fochem) po czym wychodzi do kuchni trzaskając drzwiami. Nie interesuje ją to! Natomiast kwestia wystłumaczenia Klientowi sytuacji spada na kelnera, któremu "dostaje się" za łamanie prawa przez szefową. Już nie wspominając o kwestii komunikacji - musisz wszystko wyjaśnić po niemiecku. Ponadto gdy Klient będzie z kontroli, a Ty nie wręczysz paragonu - DOSTAJESZ MANDAT NA SIEBIE I JEST TO TWOJA SPRAWA! Musisz tak trzymać etui na paragony, żeby przypadkowy kontroler, który może być Klientem lub siedzieć w pobliżu nie zauważył zaistniałej sytuacji. W przeciwnym razie będzie to Twoja wina! (Firma nie może ponosić strat za mandaty z winy pracownika). Gdy Klient podejdzie do szefowej aby poradzić się odnośnie jedzenia - jest obsługiwany z wielką łaską, a gdy trzeba coś wyjaśnić lub Klient jest niezdecydowany, Pani Aleksandra okazuje swoje zdenerwowanie i odstrasza Klientów.
Napiwki, które powinny być dzielo