Co do Fundacji oraz pracy w niej mam zdanie powiedziałabym...niejednoznaczne.
Moja "opowieść" zaczyna się mniej więcej w wakacje 2022 roku, kiedy to po raz pierwszy złożyłam kandydaturę do pracy w FIRR na stanowisko pracownika sekretariatu.
Testy, nie ukrywam wymagające, których nie powsydziłaby się niejedna korporacja, według słów rekruteki przeszłam z wynikiem ponadprzeciętnie dobrym. Po rozmowie na temat wynagrodzenia moje wyobrażenie na temat FIRR po praz pierwszy zostało poddane testowi, gdyż usłyszałam stawkę wynagrodzenia na poziomie najniższej pensji krajowej. Tak. Po testach informatycznych, ze znajomości języka obcego, umiejętności wysławiania się w języku polskim oraz obcym, znajomości ustawy o instytucjach pożytku publicznego oraz praktycznego jej zastosowania...tak. Nagrodą było usłyszenie, że o ile w ogóle się dostanę do pracy, będę zarabiała tyle co bez urazy dla pracowników tej branży - portier bądź sprzątaczka, którym znajomość tego rodzaju tematów raczej nie jest do niczgo potrzebna. Tak czy inaczej, wtedy z powodu rzekomego bądż też prawdziwego urlopu kierownictwa, odpowiedź dostałam odmowną. Po przeszło miesiącu oczekiwania, raczono przesłać mi smsa, że nie są zainteresowani moją kandydaturą.
Drugie podejście do pracy w firr przyszło pod koniec 2022 roku, na podone stanowisko - asystent(ka) sekretariatu czy jakkolwiek podobnie to brzmiało. Oczywiście ta sama procedura testów, te same nie mniej chwalebne opinie n.t. moich rzekomo bądź też prawdziwie ponadprzeciętnych wyników testów - tym razem, jak się później okazało, z ust samej dyrekcji, ponieważ jak się również później okazało, pani która wcześniej mnie rekutowała, już tam nie pracowała. Podobnie, jak przynajmniej kilka osób, które odeszły z pracy w firr w różnych ololicznościach, z własnej bądź nie, woli. Ma to o tyle istotne znaczenie, że jak na wielkość tego miejsca te kilka/kilkanaście osób to kilkadziesiąt procent obsady tej fundacji - czyli dosyć sporo.
Po długich rozmowach, zostałam zatrudniona do pracy wymagającej szczegółowej wiedzy informatycznej, włacznie ze znajomością podstaw programowania. Tak, dobrze czytacie. Osoba kandydująca na stanowisko asystentki biurowej i mająca skile w tym kierunku, dostaje pracę o której ma nikłe pojęcie. Tak, z mojego cv wynikało, że mam znikome doświadczenie w kwestii dostępności a kierownictwo zapewniało mnie że przejdę szczegółówe szkolenie (co ciekawe, rzeczywiście tak się później stało), ale...przy rozmowie kwalifikacyjnej usilnie przekonywałam szefostwo, że moja wiedza daleka jest od eksperta w dziedzinie informatyki. Dziwne, nie?
Tak czy inaczej, za drugim podejściem do pracy w firr otrzymałam pracę na stanowisku o wymaganiach specjalisty dostępnosciowego. Pensja nieco wyższa od najniższej krajowej, ale nadal daleka od ideału.
Z początkiem pracy wyczuwalna była nieufność ze strony koleżanek i kolegów z biura, chociaż taktowano mnie jak najbardziej poprawnie - nie dochodziły do mnie żadne sygnały, które mogłyby świadczyć o tym, że jestem traktowana gorzej, niż inni nowi pracownicy w tym biurze. Z drugiej jednak strony miałam nieodparte wrażenie traktowania mnie jak szpiega - nie chciano ze mną rozmawiać dlaczego odeszła poprzeniczka - podobno było o tym głośno. Ale w sumie darowałam sobie drążenie tematu. Istotne było, że mam pracę.
Uczyłam się nowej pracy, wszystko szło w porządku za wyjakiem może specjalistycznych temtów, o których wspominałam przy rozmowie kwalifikacyjnej, że sie na nich nie znam. Nie dochodziły do mnie słuchy że się z czymś spaźniam czy robię coś nie tak, poza wspomnianym zakresem.
NIestety, z nowym rokiem nie przedłużono mi dalszej umowy o pracę, agumentując to właśnie nieznajomością tematów, na kóre kładziono tam największy nacisk.
Podsumowując.
Z jednej strony cieszę się, że mogłam pracować w firr - zdobyć nowe doświadczenia, poznać pozytywnych ludzi, którzy z czasem okazali się być przyjaźnie nastawieni do mnie.
Z drugiej jednak strony, plusy pozytywne z pracy tam przysłaniaja plusy negatywne - niezrozumiała, dziwna postawa kierownictwa, które decyduje się wcisnąć na siłę kogoś na stanowisko, do którego ten pracownik zdecydowanie nie ma predyspozycji, o czym wyraźnie wspominałam na rozmowie kwalifikacyjnej.
Ta sprawa hm..zatrudnienienia mnie dopiero za drugim razem, tak jakby cokolwiek zmieniło się od mojego pierwszego podejścia? Też dziwne zachowanie ze strony firr.
Te jakieś tajemnice, odejścia pracowników w niejednoznacznych okolicznościach... Z jdenej strony chiałabym napisać, że fajnie mi sie tam pracowało bo w rzeczy samej tak własnie było, z drugiej jednak strony odnoszę wrażenie, że Fundacja ma dziwne podejście do zarządzania swoimi pracownikami, co powoduje niejasne odczucia od kogoś, kto chciałby tam pracować.