Pracowalem na magazynie.Dzien zaczyna sie tak: 2-3 tiry do zaladowania od 6 trzeba szybko zaladowac bo z tego jest kasa.Od 6 czeka rowniez samochod, ze zdjeciem kominow z puszkami, bo produkcji wlasnie sie skoczyl zapas i nie maja w co wlewac.Od 6 rowniez stoji samochod, ze zdjeciem palet, skonczyly sie palety nie ma na czym produkcja ukladac towaru.Jedna i druga produkcja zawalona towarem po nocy nie maja gdzie ukladac towaru, trzeba z bufora wywiesc, na magazynie,albo jest za duzo piwa i nie ma gdzie ustawiac, albo brakuje 1 palety z 30 i trzeba czekac az produkcja zrobi.W miedzy czasie przywiaza cukier, ktory pilnie jest potrzebny na wazelnie bo nie moga produkowac szlachetnego trunku. W polowie pracy okaze sie, ze nie ma gazu do wozka, trzeba czekac na dostawe.Przygotowac towar na sklep firmowy/male sklepiki firmowe. Kolejne 1-2 tiry do zaladowania, plus jakies dostawczaki.Filtracja stoij i czekac na piasek na filtracje, oczywiscie jak tylko przyjedzie, najwazniejsza sprawa dostarczyc.Oczywiscie o 6 dowiadujesz sie, ze jestes sam na zmianie, o 8 dostajesz 15 telefonow, co robiles od 6 ze nic z powyzszego nie jest zrobione. Zima bonus w postaci odsiezania rampy pod ktora tir podstawia sie godzine. Oczywiscie podpisujesz umowe, ze za wszystko odpowiadasz procentowo, w zaleznosci od aktualnego stanu skladu magazynu - 3 pracownikow po 33%, 4 tylko 25% co mialo mnie mocno pocieszac.Co miesiac idziesz do ksiegowosci dowiedziec sie, ze zginelo standardow 1 zgrzewka portera (smakosz :D) + jakies drobne ilosci innego piwa, za ktore oczywiscie muszisz zaplacic.