(CD)Nam tego nie powiedziano, a nikt się nie domyślił, że tak będzie. Dziś jest 05.09.2017r, a ja do dziś na rękach mam blizny od okaleczeń po tych krzewach. Praca była na akord, więc kazano nam szybko pracować-było ciężko, ponieważ to nie były zbiory ogórków, tylko LIKWIDACJA SZKLARNI, a więc obcinanie wysokich krzewów i lin znajdujących się wysoko nad nimi(praca na drabinie), wycinanie tych krzewów-praca na ogół bardzo ciężka kucająca lub siedząca oraz w słońcu. Wiadomo, że w szklarni jest duszno-temp.dochodziła od 40 do 50st. Pan Holender, którego nazwiska nie znam, MŁODY, po prostu ganiał do pracy! Można było porozumieć się z nim w języku angielskim. Kiedy zapytałam o wodę, powiedział, że są od tego przerwy co 2h i wtedy można sobie pić wodę, więc przez pierwsze 2 h pracowaliśmy zupełnie bez kropli wody!!! Pani polska kontrahent powiedziała, że nie wolno wnosić tam swojej wody! A więc mieliśmy uschnąć z pragnienia? Nasz kolega zasłabł, ale oczywiście inny Pan Holender-STARY, który mówił tylko w języku holenderskim, nic sobie z tego nie robił-Macie pracować szybciej-a z jego ust bez przerwy wydobywało się zimne, holenderskie i stanowcze-SNELLER, SNELLER! (Szybciej, szybciej).. Zależało im mega na czasie.. Kiedy od tego ciągłego kucania bolały mnie nogi, plecy, ręce i wszystko...Chciałam się wyprostować-oderwałam się od pracy na dosłownie kilka sekund-Stary Holender to zauważył i podszedł do mnie mówiąc coś w języku holenderskim z podwyższonym tonem i wymachując rękami, wskazując krzewy, nóż i mnie-dawał do zrozumienia, że nie można ani chwili odpocząć... Ja załamałam się, bo nasza praca miała trwać jakieś 4-6 miesięcy tam, schowałam się pod krzakiem i ze łzami w oczach tęskniłam za domem... Inną sytuacją było to, kiedy mój chłopak wreszcie się zbuntował i wykrzyczał dosłownie, że nie będzie pracował bez wody i ma mu ktoś ją przynieść, skoro nam nie można było wyjść nawet do toalety, tylko wtedy kiedy Holendrzy pozwalali!!! Więc po upływie ponad 30 min szanowny Młody Pan Holender przyniósł mu tą wodę...z kranu i w wygniecionej butelce, jakby wyjął ją ze śmietnika.. Cóż, przerwy trwały 15 min i były organizowane co 2h, zapadała cisza jak w grobowcu na stołówce, a gdy minął czas przerwy wszyscy ludzie biegiem zrywali się i lecieli za Holendrami do pracy..
Kiedy nasz koszmarny dzień dobiegł końca-praca skończyła się tego dnia o godz.19, a my pracowaliśmy tam od godz.11-wróciliśmy do naszych domków wykąpać się, aby później spotkać się razem i zjeść kolację. Przy kolacji zadzwoniliśmy do Pani z Olsztyna, aby opowiedzieć jej całą sytuacje-była MEGA ZASKOCZONA, i nie chciała nam wierzyć, że tak jest. Kazała porozmawiać z naszą polską koordynatorką w Holandii, ale nie obierała, więc pokierowała nas do jeszcze innej, która była w Polsce, ale zajmowała się też sprawami w Holandii i kłóciliśmy się z tą Panią długo przez telefon, poprosiliśmy do przeniesienia do innej szklarni, ale nie było takiej opcji, bo nie było miejsc, a że trwała likwidacja szklarni, to i tak za jakiś tydzień zostalibyśmy bez pracy, bo 'nowych' wysyłali na urlop, a potem do domu, aby doświadczeni, którzy wypracowali sobie czas pracy, zostali i pracowali nadal. Na ogół kontakt z Paniami z Polski był BARDZO UTRUDNIONY-w większości nie odbierały naszych telefonów i się wykręcały w rozmów, nie życzę tego nikomu, bo zapewniano nas, że w razie wypadku, albo ogólnie jak będzie się coś działo kazały do siebie dzwonić o każdej porze i miały nam pomagać-TAK NIE BYŁO.
Jednogłośnie stwierdziliśmy, że następnego dnia-tj.27.06.2017r.- wracamy do Polski, bo nikt z nas nie chciał tego koszmaru znów przeżywać... i tak to wróciliśmy do naszych domów. Zostaliśmy zwolnieni dyscyplinarnie w Holandii, bo nie daliśmy znaku życia-nie zależało nam na tym, skoro tak nas traktowano i nasze zdanie nie miało żadnego znaczenia.
Kiedy przyszedł czas wypłaty-umowę rozwiązano z nami dopiero 15.07.2017r-więc wśród papierów pracowaliśmy PONAD miesiąc na 1/12 etatu i 1 dzień ca cały etat-OSZUKANO NAS Z PIENIĘDZMI, dostaliśmy łącznie jakąś 1/3 tego, co powinniśmy, a wszystko dlatego, że nie byliśmy nigdzie zarejestrowani, w żadnym holenderskim urzędzie, zapewniano nas inaczej podczas podpisania umowy. Nasze nerwy sięgały tego stopnia, że chcieliśmy skontaktować się z prawnikiem, ale odpuściliśmy-chcieliśmy już zapomnieć o tym koszmarze..
Każdy z nas jechał tam ze swoimi osobistymi perspektywami-lepszym samochodem, mieszkaniem, czy po prostu zarobić więcej niż w Polsce i wyjść na prostą-jednak ten wyjazd kosztował nas bardzo dużo pieniędzy i nerwów...Kiedy mieliśmy wrócić do Polski miało być lepiej, a było jeszcze gorzej jak przed wyjazdem... Podczas podpisywania umowy było bardzo dużo formalności-co wydawało się być wiarygodne, ale nie było do końca, bo nawet artykuł zawarty w umowie nie pasował po prostu do niej..
NIEUCZCIWI - CONTRAIN Z SIEDZIBĄ W OLSZTYNIE I DOSTANĄ OFERTĘ PRACY DOKŁADNIE W HOLANDII W MASSBREE 5993 SB- SZKLARNIA HORTUS REGIUS.-