żenada14.03.2017 11:52
Inne
Było o samej pracy, to może kilka słów o rozmowie kwalifikacyjnej - stanowisko przedstawiciel techniczno-handlowy.
Przestrzegam przed tą firmą wszystkich, którzy chociaż trochę cenią swój czas i mają jakiś tam szacunek do siebie, ponieważ osoby działające pod szyldem H+K ewidentnie nie mają go w stosunku do potencjalnego kandydata.
1. Pierwsza rozmowa odbyła się z Panem Prezesem, wszystko w porządku, przedstawienie korzyści i wad wynikających z pracy, wybadanie kandydata. Kolejnym etapem w razie pozytywnej opinii ma być kontakt ze strony regionalnego i dzień spędzony z jednym z pracowników, by zobaczyć jak faktycznie wygląda praca - odpowiedź do tygodnia czasu.
2. Po dwóch tygodniach brak kontaktu, więc najwyraźniej pracodawca nie jest zainteresowany. Nagle bez żadnej zapowiedzi telefon od pracownika. Dzwoni, bo mieliśmy jeździć razem i czy jutro pasuje. W lekkim szoku (żadnej zapowiedzi i jakichkolwiek informacji wcześniej) ustawiłem spotkanie na kolejny tydzień. Sam dzień zapoznawczy w porządku. Zapowiedź, że w ciągu dwóch dni (do piątku) skontaktuje się regionalny, by mógł się zapoznać z kandydatem i ustalić szczegóły.
3. Tu zaczyna się szopka. Po kilku dniach (kolejny tydzień) brak telefonu ze strony regionalnego, więc interweniuję u osoby z którą miałem kontakt z prośbą o 'zeswatanie' z nim. Dzwoni, prosi o spotkanie, ponieważ sam musi poznać kandydata przed decyzją o zatrudnieniu - jak najbardziej prawidłowe podejście.
4. Spotkanie, rozmowa. Regionalny informuje, że potrzebuje 2 dni na podjęcie decyzji (do piątku), czy jest chętny na nawiązanie współpracy. W piątek brak odpowiedzi, więc próbuje się do niego dodzwonić, by podpytać jak wygląda sytuacja. Brak odpowiedzi. Nagle dzwoni jakaś kobita, mówi, że jest z HRu i w środę spotkanie we wtorek w takim i takim hotelu. Pomijam fakt, że nie podała adresu, ani informacji z kim spotkanie i w jakim celu. Okazało się, że to kolejne spotkanie z Panem Prezesem i regionalnym w zupełnie w innym mieście. Na pytanie, czy możliwy jest inny termin, ponieważ mam pewne zobowiązania i ciężko pogodzić jedno z drugim odpowiedź negatywna, ponieważ tak pasuje prezesowi. Trudno, trzeba się dostosować, może będzie warto.
5. Na spotkaniu (czwarte z kolei) próba jak najdokładniejszego wybadania kandydata, Panowie upewniają się kilka razy, czy kandydat zdaje sobie sprawę z powagi, rangi i zobowiązań płynących z pełnionego stanowiska. Najwyraźniej nie są przekonani, lecz po pewnym czasie zaczęło przypominać to bardziej rekrutację na misję kamikaze, niż sensowną rozmowę. Na pytanie o kwestie finansowe (czwarta z kolei styczność z firmą to chyba dobry czas, by poznać jakie warunki oferują) brak konkretnej odpowiedzi. Oczywiście, handlowiec zarabia na sprzedaży, jednak warto poznać chociażby kwotę podstawowy, bądź zasady naliczania premii. Deklaracja o ostatecznej decyzji w ciągu 2-3 dni.
6. Mija deklarowany termin - brak odpowiedzi. W piątek w godzinach późno wieczornych przychodzi wiadomość, że ze względu na procedury sprawa przedłuża się do wtorku, lecz są przekonani co do kandydatury. Ok, jak najbardziej możliwa jest taka sytuacja.
7. Faza końcowa, czyli totalna błazenada. We wtorek telefon regionalnego, że to kwestia szkolenia i że informacja będzie w piątek. Uzbrajam się w cierpliwość (po raz n-ty z kolei) i proszę jedynie o słowną deklarację, by wiedzieć na czym stoję i czy faktycznie są zainteresowani. Odpowiedź regionalnego, że jest na tak, ale jeśli chcę deklarację to mam dzwonić do prezesa. Telefon do prezesa, pada pytanie z jego strony, czcy jestem zdecydowany (sic!). Pomijam fakt, że do piątku miała być decyzja. Coś wspomina o piątku i że musi zadzwonić do regionalnego się skonsultować. Oddzwania, że decyzja ostateczna w piątek między 12, a 14.
W tym momencie totalna konsternacja - obaj mówią zupełnie co innego, przy czym jeden twierdzi, że to kwestia szkoleń i procedur, drugi mówi dopiero o decyzji.
8. Piątek godzina 18, brak jakiegokolwiek kontaktu. Nie umniejszając obowiązkom i innym zobowiązaniom prezesa - czy poświęcenie 30 minut, by za przeproszeniem usiąść na sraczu i na spokojnie zastanowić się, czy chce przyjąć pracownika i tym samym okazać mu jakikolwiek szacunek, informując go o decyzji to zbyt wiele, by wymagać od swojego potencjalnego pracodawcy? Nawet jeśli faktycznie była taka sytuacja, telefon z informacją, bądź deklaracja, iż podjęcie decyzji potrwa dwa tygodnie, a nie dwa dni wydają się opcją, którą każdy sensownie myślący człowiek by zastosował.
9. W poniedziałek kontaktuje się z firmą, odpowiedź wpierw o decyzji do dwóch godzin, po chwili do końca dnia. Mija godzina 24, brak odpowiedzi, kolejny dzień, brak odpowiedzi.
Jeśli firma nie okazuje szacunku potencjalnemu kandydatowi w podstawowych kwestiach, marnując jego czas, nerwy i pieniądze, to to samo będzie miało miejs