Zakłady pracy chronionej wcale nie chronią pracowników tylko?!
Zakłady Pracy Chronionej - temat tabu! Na jakich zasadach działają i przed czym "chronią" swoich pracowników? Postaram się to wyjaśnić z punktu widzenia jako mnie byłego pracownika takiego "tworu". Aby umożliwić osobom niepełnosprawnym aktywizację zawodową, powstało mnóstwo firm, które korzystają z funduszów PEFRON dofinansowujących zatrudnienie takich osób, ale kontroli nad działaniem tych zakładów praktycznie nie ma. Cóż z tego, że istnieją przepisy? Wszystkim znane jest powiedzenie "Przepisy są po to, by je łamać" - i na takich właśnie zasadach udaje się przetrwać firmie z roku na rok. Pracownicy naszej firmy już nawet nie próbują zgłaszać takich nadużyć do odpowiednich instytucji, bo z praktyki wiadomo, że te i tak nic w tym kierunku nie zrobią. Zgłaszanie nieprawidłowości nie ma sensu, gdyż w razie kontroli zakład zostanie wcześniej o niej poinformowany i wszystko w dniu wizyty inspektora będzie w najlepszym porządku. Tydzień wystarczy, aby na pozór wszystko wyglądało jak należy. Pracownicy otrzymają w tym czasie mydło, ręcznik, nowe obuwie do pracy itp., a to wszystko z odpowiednią datą wydania, by zamydlić oczy inspektorowi. W tym czasie kierownicy potrafią przemówić do pracowników ludzkim głosem, zapytać czy mają jakieś problemy, potrzeby, pytania? Jednym zdaniem - do rany ich przyłóż. Wtedy już wiadomo, że coś jest na rzeczy - ktoś musiał donieść. Wszystko przygotowane, czas na kontrolę! Pracownicy czekają i liczą na to, że pojawi się "wybawca", który odmieni coś na lepsze, ale na marzeniach się zaczyna i na marzeniach kończy. Nigdy nie dochodzi do rozmowy inspektora kontrolującego z pracownikiem. W końcu pan inspektor nie będzie się zniżał do poziomu zwykłego pracownika, na dodatek niepełnosprawnego! I tak po następnej kontroli, wszystko wraca do porządku dziennego. Kończą się środki czystości, ludzka twarz szefa i wszelkie prawa pracownika. Zacznie się poszukiwanie "winnego", który ośmielił się napisać skargę i zakłócić święty spokój kierownictwa. Winnego trzeba znaleźć za wszelką cenę i należycie ukarać. Jad, który toczy się w firmie przez najbliższe tygodnie, starczyłby na sporządzenie kilku tysięcy szczepionek. Nie wiadomo jakich kanałów używają, ale zwykle dochodzą do sedna sprawy. W firmie aż huczy, znaczy, że znalazł się winny! A skoro się znalazł - trzeba go ukarać. I tak następny odważny traci pracę. Reszta biega w popłochu pracując za troje, a wszystko po to, żeby w najbliższym czasie nie dostać rykoszetem. Zawsze można bowiem znaleźć jakiś pretekst do zwolnienia następnego, niesubordynowanego pracownika. Strach przed utratą "pracy" jest tu na porządku dziennym.
Ktoś, kto nie ma do czynienia z tymi "tworami", jakim są zakłady pracy chronionej, myśli że państwo stanęło na wysokości zadania, a problem aktywizacji zawodowej osób niepełnosprawnych jest rozwiązany. Niestety rzeczywistość wygląda nieco inaczej. Wielu z nas ma wyższe ambicje, ale co nam z tych ambicji, jeżeli "normalne" firmy wolą odprowadzać kary za nie zatrudnianie pracowników niepełnosprawnych, niż wydawać pieniądze na dostosowanie stanowiska pracy do potrzeb takiego pracownika. Po co komuś w firmie ktoś, kto porusza się na wózku inwalidzkim, potrzebuje dodatkowej przerwy na zażycie leków - przecież psuje wizytówkę zakładu. I tak pozostają nam ZPCH-y! Cieszcie się "durnie", że macie pracę, my za to mamy za was kasę! - to motto przewodnie naszych pracodawców. Im więcej w firmie pracowników z umiarkowanym czy znacznym stopniem niepełnosprawności, tym lepiej dla pracodawcy. I tak w bezczelny sposób zmusza się pracowników do starania się o orzeczenie z wyższym stopniem niepełnosprawności, sugeruje się wizyty u psychiatry czy psychologa. Czy nie jest to upodlenie człowieka przez człowieka?! Za 1200 zł netto, ludzie z poważnymi schorzeniami, z wpisem na orzeczeniu - "praca lekka - dzienna" pracują jak woły robocze oraz wolne soboty. Nie ważne co lekarz orzecznik napisał i tak pracownik podpisze prośbę o wyrażenie zgody na pracę w nocy czy w godzinach nadliczbowych, jeżeli chce zachować etat. Dobrze, że muszą zapłacić minimalną pensję, bo jeżeli mieliby inną możliwość, na pewno by z niej skorzystali. Podsumowując stwierdzam, że zakłady pracy chronionej chronią pracownika niepełnosprawnego przed uzyskaniem wysokiego dochodu. A Ty Boże chroń wszystkich, którzy marzą o pracy w takich zakładach!