Widzę, że większość wpisów jest sprzed stara, lecz niechciałbym, aby sprawa tej firmy ucichła. Ja osobiście pracowałem nie w IQ, ale w innym oddziale w innym mieście. Jednak każdy kto był związany z tą firmą wie, że nieważne gdzie kto wylądował schemat pracy jest ten sam.
Firma Connect 2, dawniej Appco (zmienili nazwę dla niepoznaki) zajmuje się budowaniem piramidy finansowej - jest to zwykły MLM. Tzn, że wszyscy, nieważne czy jesteś na najniższym szczeblu lub czy zostałeś już "ownerem", pracujesz na to aby ktoś wyżej (czyt. Alan Telford) mógł się nachapać. Ale od początku...
Zostajesz zaproszony na rozmowę, która ma dotyczyć pracy w marketingu, reklamie itp. Pierwsze spotkanie w biurze z ownerem polega na tym, że opiszę ci on/ona dla kogo pracują, że oferują nielimitowane zarobki, wyjazdy po całym świecie, nieograniczony rozwój osobisty. Dla młodej osoby, która nie jest doświadczona na rynku pracy brzmi to jak wspaniała szansa na przyszłość. Cała twoja droga w tej firmie ma być zwieńczona właśnie zostaniem ownerem, czyli właścicielem własnego biura w ROK LUB MNIEJ. Podawane są przykłady, jak to jej/jego koleżanki po fachu otwierali swoje biura w 8 MIESIĘCY i toną w kasie (później okazywało się, że właśnie te biura zostały zamykane tak samo szybko jak i się otwierały, z niewiadomych przyczyn). Młoda osoba poczuje się jakby złapała Pana Boga za nogi.
Z początku nie ma mowy o dokładnych zarobkach, rodzaju umowy itd. Tego dowiadujemy się na drugim etapie rekrutacji. Podawane są zarobki od 5tys w górę, umowa o dzieło tłumaczona wolnością i poczuciem jakby było się swoim panem. Tylko w praktyce nie masz wpływu na godziny pracy, które skalują między 10-21, czasem i później. Bo od rana (10-12) musisz stawić się na spotkanie, na którym piorą ci mózg a Ty pierzesz innym, jeżeli jesteś już liderem. Powtarzanie formułek, systemów, wciskanie pozytywnego nastawienia itd...
W kwestii zarobków dostajesz wynagrodzenie za zaangażowanie osoby do pomocy na którąś z organizacji charytatywnych poprzez polecenie zapłaty. Za taki dokument dostajesz 105 zł netto, o ile osoba nie zrezygnuje z pomocy na telefonie powitalnym. Robisz to chodząc po klatkach schodowych od drzwi do drzwi od 12-20, 6 dni w tygodniu. Soboty ponoć są dla chętnych, ale jak już jesteś mocniej zmanipulowany to każą ci się wtedy stawiać w terenie. Finalnie chodząc cały dzień po dworze możesz zapisać 1 sobotę, 3 lub żadnej. Powtarzają że zarobek nie zależy od terenu tylko od nastawienia i stosowania ich systemu. Oczywiście jest to stek bzdur, bo wysyłając osobę na patologiczne osiedle z zapadającymi się schodami kamienicy wiadomo co może nas czekać. Mówię z własnego doświadczenia i obserwacji bo spotkało mnie milion nieprzyjemnych sytuacji w takich miejscach, które równały się z niezarobieniem ani grosza przez 10h pracy. Podsumowując kwestię pieniędzy: nieważne czy jesteś na najniższym miejscu w piramidzie, czy na najwyższym. Każdy zarabia tak samo tragiczne pieniądze. Im wyżej idziesz tym więcej obowiązków musisz wykonywać (oczywiście za darmo) dostając taką kasę jak osoba początkująca.
Oprócz sprzedawania w terenie musisz rekrutować nowe osoby do swojej drużyny, bo w taki sposób pniesz się po drabinie w piramidzie. Rekrutację prowadzisz za darmo, tak samo jak szkolenie nowych osób. Po terenie w nocy wracasz do biura aby te osoby podsumować i zmotywować jeśli miały słaby dzień (inaczej - pierzesz im mózg, że nawet jak przez trzy dni nic nie zarobiły to i tak jest to coś dobrego i jest to proces do zostania ownerem w przyszłości). Taka osoba może zrezygnować z dnia na dzień, nawet jeżeli poświęciłeś na nią kilka miesięcy swojego czasu i dużo PIENIĘDZY, bo owner nakazuje zabieranie swoich osób z zespołu na ciągłe integracje i spotkania (kolacje, piwo, atrakcje na mieście) oraz gdy nowa osoba z początku nie zarabia, bo nie zna wszystkich regułek i technik manipulacji, musisz oddawać jej SWOJE SPRZEDAŻE. Ciągle ktoś rezygnuje i znów musisz rekrutować. Błędne koło i syzyfowa praca.
Pomijając aspekty godzin pracy, lichych zarobków i ciągłych manipulacji ze strony przełożonych, zostajesz wydarty z życia prywatnego. Nic innego już się nie liczy tylko twoje biura i twoja misja zarabiania milionów w przyszłości. Znam wiele przypadków, gdzie przez tą fałszywą pogoń ludzie tracili związki, przyjaciół i jakiekolwiek poczucie własnej wartości. Po pewnym czasie zaczniesz traktować swoją rodzinę jako wroga, bo przecież oni nic nie osiągnęli. Nigdy nie zapomnę, jak chwilę przed świętami mieliśmy spotkanie z pewną znaną postacią z tej sekty. Pani A.M. (z pewnością znana wielu) wciskała nam manipulacje jak przekonać rodzinę w święta, że ta ścieżka kariery jest odpowiednia oraz jak odbijać ich obiekcje! I jak sprawić by poczuli się gorsi oraz nie mieli podejrzeń do tej działalności!!! Serio!!? To jedna z tysiąca niebezpiecznych sytuacji w tej firmie.
Podsumowując:im szybciej odejdziesz tym lepiej. Bo pod koniec zostajesz spłukany i załamany bez nikogo przy sobie. Warto?