Praca dla firmy Apleona na obiekcie Man Niepołomice, była przyjemnością tylko w pierwszych miesiącach. Z perspektywy czasu widzę teraz że byłem łudzony przyszłymi szkoleniami i możliwością rozwoju swoich umiejętności jak i kariery zawodowej. Jednym zdaniem wabią ludzi, a jak nie są im już potrzebni to twierdzą że możesz się zwolnić jeśli Ci nie pasuje. Szkolenia w tym oddziale firmy to widzą tylko biurowi pracownicy i pierwsza ekipa z utrzymania ruchu która jeździła na szkolenia za czasów innej wtedy jeszcze firmy. Starzy pracownicy UR teraz też siedzą w miejscu i wegetują. Siedzą na tyłkach bo wpadnie im parę groszy z prac dodatkowych, a mają rodziny do wyżywienia, więc co się dziwić... W pracy na obiekcie Man musieliśmy utrzymać produkcję jak najmniejszym kosztem. Wyglądało to tak że firma nie płaciła dla swoich partnerów handlowych na czas pieniędzy więc każdy blokował im konta do zamówień.. Wtedy w tym okresie wiele mniejszych urządzeń było naprawiane dosłownie na opaskach zip. Jeśli chodzi o wyposażenie pracowników temat jest podobny. Starsi stażem pracownicy we wcześniejszym czasie przed i na początku kierownictwa aktualnego Pana kierownika zamawiali narzędzia w dużych ilościach. Co śmieszne narzędzi nie przybywało. W końcu proces ukrócono co uważam za dobre, lecz poszło to w drugą stronę i młodsi pracownicy z góry byli traktowani za jakichś złodziei bo uważano że po co dla automatyka zestaw śrubokrętów albo dla mechanika zestaw kluczy płaskich. Był taki okres że jedna wkrętarka była na 8 osób a w tym czasie potrzebowalo tego narzędzia dajmy na to 3 osoby. Chcę podkreślić że reszta starej załogi nie miała problemów, ponieważ mają szafki wypchane po brzegi. Przez taki czas pracy to nie jest dziwne. Poprostu chce powiedzieć że była duża nieproporcjonalność między starymi pracownikami a młodszymi stażem. Wielu z nich się już zwolniło między innymi z tego powodu. Awans w strukturze firmy to fikcja. Patrząc z boku można wywnioskować że w górę idą Ci co najwięcej nadają na innych albo są kumplami kierownika. Nie boję się powiedzieć że panuje tam kolesiostwo i układy rodzinne. Ludzi w biurze przybyło bardzo dużo natomiast załoga utrzymania nie powiększyła się, chociaż z każdej strony słychać było że jest nas za mało na zakładzie. Jaki daje to wydźwięk kiedy w biurze kierownik ma swoją sekretarkę, może nie na papierze bo tam ma wpisaną inna funkcje, ale w rzeczywistości załatwia papierkową robotę.. Odnośnie niekompetencji, w biurze uważam że z tego składu znajdującego się aktualnie swoimi kompetencjami obroniłoby się w innej firmie 4 osoby. Natomiast w biurze pracuje ok. 10 osób, może więcej. Te liczby dynamicznie wzrastają... Nie są to żadne oszczerstwa. W biurze jest osoba odpowiedzialną za system magazynowy i działań utrzymania ruchu. Teraz został przesłany do biura kolejny specjalista a wcześniejszy dostał inne obowiązki które nie zostały dobrze określone i nikt ich nie usłyszał oficjalnie. Jeżeli ktoś sobie nie radzil w danej kwestii oznacza że powinien robić to co wcześniej robił a nowa osoba przejmuje jego obowiązki i naprawia sytuację. Tutaj panuje zasada, "kto do biura wejdzie, już w nim zostaje choć by nie wiem co...". Prawdopodobnie dlatego że za dużo wie o różnych nieścisłościach które panują w biurze i na obiekcie. Jeżeli wplatało się w coś, nie da się z tego wyjść bez poniesienia konsekwencji. Dlatego kierownictwo obiektu utrzymuje tą agonię jak najdłużej by mieć z tego jak najwięcej. Jak obiekt ma być zarządzany dobrze jeśli zarządzający nie jest kompetentny i nie posiada chociażby szkoły wyższej. Tacy kierownicy są poprostu kupowani przez kogoś wyżej i są dobrze pilnującymi cyferek "niańkami". A co chwilę przyjeżdża ktoś wyżej i nadaje kierunku i swojej wizji jak co ma być wykonane. Taki kierownik bez chęci i możliwości samodzielnego zarządzania nie będzie dobrze zarządzał. Liczy się tylko tu i teraz, ile się zarobi a reszta nie ma znaczenia, bo jak nie ja to ktoś inny będzie brał kasę za to samo... A propos kasy, firma świadczy usługi napraw, zmian i ulepszeń różnych rejonów obiektu i linii produkcyjnej. Są to zlecenia dodatkowe. Nikt oprócz paru osób z biura i skumplowanych ludzi z UR nie dostanie takiego zlecenia bo pula jest podzielona z góry. Jedyna opcja żeby dostać takie zlecenie to wtedy gdy temat jest nieopłacalny bądź bardzo czasochłonny. Co więcej, wykonując zlecenia, osoby z biura biorą swoją prowizje za wkład do zlecenia którego w większości przypadków nie ma.. No i taki układzik się ciągnie miło i przyjemnie. I ze zlecenia które dla klienta przedstawiane jest w tysiącach złotych, dla osoby która często je wykonuje w 100% zostaje kilka stówek. Natomiast zlecenia opłacalne, typu przenieść stanowisko jakieś na hali trwające ok 2 godzin np. Dostają do podziału czterocyfrowe kwoty.. A to wszystko że klika opanowała ten sektor i błogo dzielą się tym. Dobrze że udało mi się zmienić pracę bo tam można tylko stracić czas i pracować charytatywnie. Mam nadzieję że ktoś zajmie się tym