Paweł25.06.2020 12:15
Inne
Nie tylko negatywne wpisy, hejty czy reportarze można znaleźć na temat firmy. Są także informacje tłumaczące co się stało. Zachęcam do lektury.
"Jacek trafił na świetną okazję. Zobaczył fajny produkt, który mało kto sprzedawał w Polsce... Otworzył firmę i zajął się jego produkcją i dystrybucją - zaczął budować domy drewniane, mając już pewne doświadczenie w branży budowlanej - budując domy tradycyjne. Zatrudnił specjalistów: projektantów, kierowników budów, konstruktorów, Biznes od razu "chwycił" – zapotrzebowanie rosło i firma zaczęła się rozkręcać.
Jacek widział to po wyniku na koncie. A jak wiadomo, jeśli na koncie są pieniądze, nie ma debetu, a najlepiej jeszcze, jak jest ich trochę więcej niż miesiąc wcześniej, to znaczy, że można wydawać. Jacek więc widział, że wszystko jest dobrze i biznes idzie tak, jak powinien!
Jacek szybko przekonał się, że biznes jednak wymaga co chwilę nowych wydatków. Pojawiła się potrzeba inwestycji, zatrudnienia nowych pracowników, kupienia większej partii towaru (szczególnie, że większa partia kusi często większym rabatem)... Skąd brać na to pieniądze? No proste – z konta, na którym przecież pieniądze są! A jak trzeba więcej... to bank chętnie udzieli limitu kredytowego na takie potrzeby. "A przecież to się szybko zwróci" – pomyślał Jacek...
Bardzo łatwo w takiej sytuacji uwierzyć, że od tej pory będzie tylko coraz lepiej... Bardzo łatwo uwierzyć we własną samozajebistość i w to, że odnosisz sukces w biznesie, bo jesteś takim genialnym przedsiębiorcą. Jacka też takie myślenie nie ominęło... Choć pewnie głośno by się nikomu nie przyznał... No, a przecież skoro jest tak dobry, tak skuteczny, robi taki świetny biznes, to przecież coś mu się od życia też należy... Może fajny samochód, może wakacje w tropikach? Przecież to tak niewiele kosztuje w stosunku do tego, co wpływa na konto firmy co miesiąc.
Po pewnym czasie sytuacja się trochę zmieniła, a sprzedaż przestała rosnąć. Przyczyny były różne – trochę odwróciła się koniunktura, trochę konkurencja zaczęła się dawać we znaki, sezon się skończył (a Jacek jeszcze nie nauczył się do końca rozumieć tej zmienności sezonowej)... Jak by nie było – coś z tym trzeba było zrobić.
Co zatem zrobił Jacek, gdy sprzedaż przestała rosnąć i chciał ją ponownie napędzić? Pewnie się domyślasz: sięgnął po starą i sprawdzoną metodę – obniżył ceny i udzielił klientom większych rabatów. Liczył, że w ten sposób będzie bardziej konkurencyjny i uda mu się zarówno pozyskać nowych klientów, jak i powstrzymać tych, którzy chcą odejść.
I na jakiś czas to nawet zadziałało... Ale potem nagle zaczęło dziać się coś dziwnego... Nawet jeśli sprzedaż wyglądała nienajgorzej, to Jacek zaczął czuć, że coś tu nie gra... bo na koncie pieniędzy było coraz mniej. "Zyski się skurczyły?" – zastanawiał się... Coś trzeba z tym znowu zrobić... Najpierw poszedł do swojego księgowego. Ale tam niewiele się dowiedział... Obroty są, zyski jakieś są... Czyli wszystko powinno być OK... Ale coś nie gra... Co tu zrobić?
I tutaj Jacek postanowił sięgnąć po swoje pokłady kreatywności i zaczął kombinować... Może by tak dać klientom jeszcze większe rabaty? Może wprowadzić do oferty więcej produktów? Może zainwestować więcej w marketing? Po kolei sprawdzał różne pomysły... ale efektów na razie nie było widać. I zanim cokolwiek z tego, co aktualnie testował, zdążyło zadziałać, to nagle okazało się, że sprzedaż spada już nie tylko chwilowo, ale zaczyna lecieć na łeb na szyję... Przed chwilą firma miała całkiem fajne pieniądze na koncie, a teraz nagle brakuje naprawdę niemałych kwot... Przed chwilą były niezłe wyniki, a tu nagle firma staje się niewypłacalna...
Co wtedy robi nasz przedsiębiorca? Większość przedsiębiorców w tym momencie popełnia potężny błąd i zamiast zatrzymać się, pomyśleć i naprawić sytuację... postanawia poradzić sobie, dorzucając do firmy jeszcze większą dawkę pieniędzy... Jacek zadłużył się jeszcze bardziej, własnym majątkiem próbował ratować firmę... A przez to w krótkim czasie niewypłacalna stała się nie tylko firma, ale i on sam..."
Smutna historia... Ale widziałem już takich zbyt wiele... Zresztą, równie dobrze zamiast "Jacka" mógłbym przez większość tej historii wpisać "Paweł", bo kilkanaście lat temu sam dokładnie takie błędy popełniłem. I o mały włos kompletnie nie zbankrutowałem. A potem widziałem takie działania u wielu przedsiębiorców, którzy po takiej "akcji" przychodzili po ratunek...
A zobacz – to jest tak, jakbyś miał dziurawe wiadro i ta dziura cały czas by się powiększała... I zamiast to wiadro dokładnie obejrzeć, namierzyć dziurę i porządnie ją załatać, postanawiasz nalać do niego więcej wody... To nie działa i nie ma szansy zadziałać, dopóki nie naprawisz tego wiadra, którym jest Twoja firma.
Przeanalizujmy zatem na chłodno sytuację Jacka... Bo Jacek popełnił w swoim biznesie trzy typowe śmiertelne grzechy, które zabijają mnóstwo małych firm...
Grzech nr 1: Nie znasz swoich liczb