Mogę zdecydowanie podpisać się pod poprzednimi opiniami. To co wyprawia szef woła o pomstę do nieba. Pomijając poprzednio przytoczone przykłady oto kilka kolejnych, które uzmysłowią jaki to typ człowieka, i oby też ostrzegły potencjalnych przyszłych pracowników. W grudniu(!!!) szef oznajmia, iż plan sprzedaży został źle policzony przez dyrektora handlowego (!!!) wobec czego czego cele na pracownika nie są osiągnięte. I jest to wina PRACOWNIKA (!!!) bo nie przeliczył wszystkiego i nie zauważył błędu. Program premii za nowych klientów, który został ustalony przez dyrektora handlowego, a do którego zakwalifikowało się kilku handlowców w 3 kwartale został zignorowany w 4 a gdy wreszcie pracownicy zaczęli się domagać rozliczenia i wypłacenia premii, w grudniu pan Albinowski stwierdził, że źle zrozumieliśmy warunki co się kwalifikuje, i retro-aktywnie zmienił warunki tak, iż ani jedna osoba nie była w stanie ich spełnić. Pracownicy to "rasowi handlowcy" i "specjaliści" gdy pojawiają się kolejne obowiązki i zobowiązania, ale tylko do momentu gdy ktoś ma czelność zgłosić wniosek, że może powinna za tym iść jakaś gratyfikacja, albo po paru latach pracy ktoś by chciał podwyżkę. Wtedy nasza praca to back office i po prostu BOK, która nie wymaga żadnych dodatkowych umiejętności. Podważa wszystkie osiągnięcia handlowca, nawiązane znajomości i kontakty, wykonane telefony, spotkania, wysłane wiadomości. To co jest owocem jego pracy. Lubi umawiać się na gębę, kocha zwrot gentleman's agreement, jest w stanie wiele obiecać i nawijać makaron na uszy. Ale w momencie gdy chce się by dotrzymał tej umowy stwierdza. że nic takiego nie było ustalane, że w takim razie pokazać maila/dokument, gdzie coś takiego stwierdza. I choć zespół jest naprawdę zgrany i przyjemnie się pracuje to nie jestem w stanie nikomu polecić pracy w Terra jeżeli absolutnie nie musi.Osobiście bardzo się zawiodłem na tym człowieku a myśląc o nim cisną mi się na usta słowa kapitana Wagnera z C.K. Dezerterów "Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić pańskie postępowanie.". Dyrektor handlowy to żart co tez widać w przykładzie wyżej. Całe dnie siedzi w biurze nic nie robiąc. Nie ma absolutnie żadnej władzy. Zdarzają się sytuację gdy zezwala na jakąś promocję lub warunki sprzedaży, które są następnie anulowane przez szefa. W ciągu roku jego pracy nie zrobił nic by poprawić sprzedaż, poprawić warunki pracy handlowców, lub tez stworzyć plan i politykę rozwoju firmy. Dla handlowca nie jest pomocą, a raczej natrętną muchą nad uchem, która jedyne co robi to po 5 razy dziennie pyta się jaki jest status realizacji zlecenia, czy faktura wystawiona itd. Ani nie stoi w obronie pracownika, ani nie jest buforem miedzy szefem a pracownikiem. Ba, gdyby chociaż zajmował role szefa jako osoba decyzyjna i kontrolująca to jego pozycja miała by sens, gdyż jest codziennie w biurze, jest dostępny i można by załatwić wszelkie sprawy lub pytania szybko. Ale nie może nic zrobić na własną rękę. Decyduje szef co sprawia, iż jego pozycja jest wydmuszką, profituje z pracy handlowców nie mając na nich absolutnie wpływu ani nie robiąc nic by im pomóc. Płaca nie porywa, a jak się okazuje, prowizja też jak się okazuje nie jest niczym pewnym. Morale wśród pracowników jest niskie, mało kto ma jeszcze w sobie serce do pracy i wysiłku by rozwijać firmę gdy praktycznie każde spotkanie z szefostwem to cios z innej strony.