Dział maszynka do klepania slajdów, już nawet nie pamiętam ile lat
Niby każdy wie że jest źle, ale sporo osób się jeszcze trzyma (stała praca, a wcale nie tak łatwo znaleźć sensowną ofertę gdzie indziej).
To co się dzieje ostatnio przechodzi ludzkie pojęcie.
- Nowe narzędzie mające służyć do pracy nie funkcjonuje poprawnie. Dział przydzielania requestów sam musi ogarniać pliki, bo z jakiegoś powodu VG nie może mieć dostępu do materiałów, nad którymi i tak musi pracować. Przy okazji łamie się złotą zasadę udostępniania plików na końcu, bo chmura z plikami regularnie siada, więc pozostaje tradycyjny email i załącznik. Z kolei o niebezpieczeństwie dostania się materiałow w niepowołane ręce robi się szkolenia i przypominajki (chyba mamy pamięc złotej rybki).
Nowe narzędzie - jeśli akurat serwery i dział IT nie ma kataru i coś działa - wymaga nieporównywalnie więcej pracy obsługi adminowej (potwierdzanie, odznaczanie, sprawdzanie statusów, szukanie! plików) niż czasem sam request. Jeśli czegoś nie odznaczysz, ktoś Ci da znać, że źle wykonujesz pracę. Oczywiście wszystko należy robić szybko, dokładnie sprawdzać przynajmniej sto razy i nie narzekać. Nie znam się na pisaniu narzędzi, ale w samym froncie requesta widać sporo baboli programistów, którzy najwyraźniej są pasjonatami spaghetti.
- Panuje kultura tzw. przymusowego udziału w "projektach/inicjatywach" z których rzadko coś wynika - poza szansą na wpisanie sobie wspaniałych osiągnięć do ewaluacji na koniec roku. Jeśli odmówisz jest kwaśno, ale jak nie odmówisz to nie jest specjalnie lepiej, bo to dodatkowe obowiązki, których oficjalnie nie masz w umowie. A jeśli już się wpadnie to trudno jest coś zorganizować z uwagi na to, że jest ogromne parcie na produkcję, backlogi są cały czas, a spotkania/szkolenia są regularnie odwoływane.
- Ludzie lubią się tutaj nazywać grafikami i udawać, że prace z bazy są ich autorstwa po tym jak pozmieniali kolorki i dodali kwiatki jednocześnie podkopując twój prawdziwy wkład
- Dział jest podzielony na obraz piramidki - (usunięte przez administratora) i bożyszcze piętra (z dostępem do pakietu Adobe), których praca jest owiana legendą. W biurze można uszczknąć z rąbka tajemnicy, bo nietrudno jest usłyszeć rozmowy o pasjonujących callach, niesamowicie trudnych projektach oraz tematach osobistych (tutaj uwaga na zdrowie psychiczne).
- Nie rozumiem dlaczego firma ma parcie na wspieranie grup "wykluczonych" - nie wiem jak to się łączy z naszą pracą, ale może po prostu chodzi o tajniki PRowe, na które jeszcze ktoś się nabiera. Teoretycznie moja osoba wliczałaby się w pewną grupę, ale nie chcę żeby mnie wynoszono na piedestał, bo mam taką płeć/orientację/rasę/typ osobowości.
- Rola TL ogranicza się do prac adminowych i czasem trochę mi ich żal, ale większość z nich cierpi na zaniki pamięci (spora część pracowała w VG) i mają trochę gdzieś jakiekolwiek uwagi. Rozwiązaniem dla nich przeważnie jest "wzięcie urlopu", "wdech wydech", "skocentrujmy się na rozwiązaniach (w przypadku kiedy nie my powinniśmy go szukać, bo nawet nie mamy do tego ani kompetencji ani uprawnień adminowych)", "złote porady w formie "best practices" - czyli rób jeszcze więcej niż dotychczas, bo góra nie może wiedzieć że podstawowe narzędzia kuleją, bo jeszcze im woda z basenu wyparuje ze stresu"
- Od czasu zmiany osoby na najwyższym stanowisku w Poznaniu zauważam, że jest coraz więcej problemów:
1. Nakaz przychodzenia do biura (brak jasych instrukcji, potem zdziwienie, że excelki "źle pokazują frekwencję"- niedopracowany plan się nie sprawdza, bo nie brał pod uwagę istotnych kwestii np. urlopy, zwolnienia lekarskie) i straszenie bez sprecyzowania konsekwencji, zwalanie odpowiedzialności na TL za monitorowanie frekwencji
2. Firma szczyci się że oferuje benefity w postaci możliwości zrobienia sobie śniadania w pracy i serwowania 1 w miesiącu ciasta w ramach świętowania urodzin - tak na prawdę wygląda to tak, że jeśli uda się dobić do kolejki / zdążyć zanim wszystko zniknie - to tak, jest możliwe zjedzenie kanapki z serem, okazjonalnie z wędliną. Nie rozumiem tylko dla kogo to jest wyznacznik luksusu. Jeśli chodzi o ciasto - nie rozumiem po co to zostało wprowadzone, bo to generuje problemy w stylu "ktoś wziął za dużo, znowu ci z góry (usunięte przez administratora) ciasto, nocka się nie załapała bo zniknęło z lodówki" + jeśli w ogóle zdążysz się załapać to może zjesz tę 1cm porcję mini tortu. Najbardziej podoba mi się, że w intranecie na zdjęciach, ktoś pakuje sobie na talerz sporą porcję - tak na prawdę wygląda to tak, że ciasto jest podzielone przez panią ogarniającą kuchnię na mikro porcje i "wystawione" na stole - i podane na zasadzie "kto się załapie to się załapie". Cała ciastowa sytuacja kojarzy mi się tylko z Marią Antoniną "niech jedzą ciasto" skoro mają tak źle.
3. Komunikacja szefowej leży - maile pasywno agresywne, na żywo zabawna - ale niekoniecznie pozytywnie. Unika tematów problemów i obraca masowe zwolnienia jako sukces firmy.
Ogólnie nie polecam, ale nie mam alternatywy na ten moment