Nie polecam pracy w Change. Bielizna jest strasznie droga, jakość bardzo średnia, towar przerzucany między sklepami, często zniszczony, brudny, a i tak trzeba go sprzedać, dając śmieszny rabat, lub "udając" że się owej wady nie zauważyło. Albo najlepiej wziąc do domu i wyprać/zeszyć... Dziewczyny muszą skakać po witrynie na drabinach jak małpy, wieszać jakieś durne pompony , haczyki, plakaty, z dokładnością do milimetrów a jest to bardzo niebezpieczne i niedozwolone. Dziewczyny muszą proponować (czyt. wciskać), ponieważ są rozliczane z wejść do sklepu, ze sztuk na paragonie, jest wyliczana jakaś durna efektywność i kilka innych wskaźnków. Trzeba latać za klienką jak pies, stać pod przymierzalnią i wkładać jej ręce w cycki i mowić zawsze że wygląda jak milion dolarów. Byle tylko kupiła. "Przyszla po biały push -up. Nie masz rozmiaru? To nic, daj jej do przymierzalni czarny full cup, powiedz że wygląda bosko, może kupi." Śmieszne. Nie wolno tam być naturalnym ani swobodnym. Liczą się tylko "standardy" Plany są śmiesznie wysokie, nie do zrobienia. Kierowniczka w Toruniu jest niezrównoważona, wykorzystuje pracownice, nie szanuje, natychmiast zwalnia nie pozwalając na rozwój i własne pomysły i inwencję. Sama jest bardzo nachalna i nienaturalnie miła dla klientek, a zaraz po wyjściu Pani z salonu, komentuje jej wygląd lub tuszę. No, chyba że klientka zostawi 5 stówek, wtedy nic już się ie liczy. Praca tylko na przeczekanie, bardzo męcząca psychicznie. Fizycznie też, bo usiąść nie można , zjeść porządnie też nie ma gdzie, eh....