W związku z rosnącym zainteresowaniem tą marką ze strony poszukujących zatrudnienia, postanowiłam i ja podzielić się odczuciami po zakończonej już pracy w tej firmie.
Zacznijmy od zalet:
- W Change bardzo łatwo o awans. Wystarczy, że zwolni się miejsce kierowniczki bądź trenera sprzedaży i jeśli jesteś dobra - masz nowe stanowisko i niewielką (ale jednak) podwyżkę.
- Kwestia zarobków. Tutaj wiele osób mogłoby też dać ją do wad, jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Byłam młodą, dorabiającą sobie dziewczyną, więc biorąc pod uwagę zarobki w moim niedużym mieście, mogłam wynieść czasem miesięcznie ponad 2 tysiące. To nie jest mało, jednak podkreślam, że dla osoby DORABIAJĄCEJ.
- Premie. Stała podstawa premii, ile wyrobisz tyle masz. Jak wyrobicie np. 120% (niestety salonem, czasami ktoś ciągnie w dół i klapa) macie 3,25% od swojego utargu. Poniekąd sprawiedliwa kwestia, ale o wadzie napiszę poniżej. Dodatkowo ciągle jakieś premie dodatkowe, np. za tajemniczego klienta, czasowe premie za wysokie paragony itd., no można było troszkę dorobić.
- Premia za sprzedaż kolekcji basic.
- Zniżki pracownicze, 65% na kwartał na dwie sztuki.
- Grafik i kwestie urlopowe bardzo na plus, do dogadania się. Nie ma znaczenia, czy masz dwie prace, czy się uczysz, czy wolisz nie pracować w poniedziałki - dogadasz się.
- Organizowanie konkursów na np. najlepszego sprzedawcę, można było trochę kasy zgarnąć.
To teraz wady:
- Brak towaru. Niestety marka wchodzi dopiero do Polski (parę lat na rynku) i trudno o płynność asortymentu. Dajmy tutaj przykład: dają na salon nowy model biustonosza, jest piękny i rozkupują go w tydzień. On już nie zostanie uzupełniony (chyba, że pracujesz w Manufakturze albo Bonarce w Krk). Mało towaru, musi być przesyłany między sklepami, brak uzupełnień. Dlatego też często trudno było wyrobić dobry plan, bo niestety nie było rozmiarów, a jak klientka wchodzi po czarny, seksowny biustonosz, to naprawdę rzadko (czasem się zdarzyło) namówisz ją na coś innego. Ty, czytająca, jak idziesz po czerwone majtki na studniówkę, to kupujesz białe na co dzień, a czerwonych nie? No właśnie tak to wyglądało. Do tego często powtarzany komunikat ze strony kadry zarządzającej - 'sprzedawajcie to, co macie'.
- Atmosferę na sklepie budują pracownicy. Nie ma odgórnie ustalonych zasad - np. z racji premii indywidualnych - że chociażby 'bierzemy klientki na przemian'. I właśnie to utrudniało pracę i wybicie się. Wystarczyło, że jakaś dziewczyna (często sama kierowniczka) zawsze chciała być najlepsza, ciągle stała obok wejścia i zgarniała 2 na 3 osoby wchodzące. A potem u Ciebie tabelki świecą na czerwono, u Niej na zielono i kierowniczka regionalna ma Cię za złą sprzedawczynię, a rzeczywistość jest zupełnie inna. Często również z racji premii indywidualnych, dziewczyny kradły sobie klientki i tutaj narastała bardzo nieprzyjemna atmosfera na salonie. Ja tego nie doświadczyłam, bo starałam pilnować swojego i nie wtykać nosa w inne, ale między moimi współpracownicami toczyły się konflikty z takich właśnie powodów.
- Zatrudnienie. Jak pracujesz na pełen etat, masz umowę o pracę, a jak na 3/4, pół lub 1/4 to masz zlecenie. I tutaj też byłam w tej drugiej grupie. Gdy prosiłam o lepszą umowę, słyszałam, że osobie uczącej się nie opłaca się to - swoją drogą, co ma się nie opłacać? Odprowadzanie składek, płatne urlopy? Po prostu brak tłumaczeń ze strony kadry wyższej. Gdy odeszłam, dowiedziałam się, że zatrudniono osobę na niepełny etat i umowę o pracę. Serio, Change? I Pani Karolino, regionalna kierowniczko, tak traktuje się stałych pracowników? Dla niewtajemniczonych, pracowałam tam rok, cały czas na zleceniówce, miałam ich chyba z 4 przez cały ten okres.
- Tabelki, zeszyty. Mowa tu o tabelkach, które z czasem każda kierowniczka musiała prowadzić o pracownicach. Mianowicie wpisywała tam nasz aktualny 'status'. Miała do wyboru np. 'wciąż się uczy', 'nauczona', 'zasługuje na awans' itp., itd. I tak, jeśli pracownica nie trzymała z kierowniczką lub co najgorzej nie miała z nią najlepszych relacji, to o awansie mogła zapomnieć. Ja po roku pracy miałam status 'uczy się', gdzie robiłam na wiosnę, będąc zatrudniona na 3/4 etatu większe utargi niż osoba zatrudniona na pełny etat - i tak ta osoba też dostała po 7-8 mies. awans na wyższe stanowisko, ja nie. Dlatego te tabelki nie są w 100% miarodajne. No cóż... Dalej, zeszyty. W wielu salonach funkcjonują zeszyty, w których pracownice wypisują żale do innych pracownic. Kierowniczka pisze absurdy, żeby sprzedawać, a nie stać... Te zeszyty powinny dostać nagrodę, może Oscara, za najlepszy scenariusz, czego to my nie robiłyśmy, że poprzedniego dnia było kiepsko.
- Kamery, liczniki. Ciągle nas podglądają, nie czułam się z tym okej. Liczniki wejść, mega niesprawdzony sposób na ocenianie umiejętności sprzedaży, rozliczali z tego.
Podsumowanie:
Praca męcząca psychicznie i fizycznie, jak nie ma ludzi, to stoisz cały dzień, nie warto za taką kasę dawać się poniżać i tak męczyć.