Słuchaj anonim, nie wiem o co dokładnie pytasz, napiszę tu o sobie i swojej pracy. Mam liczną rodzinę i robię wszystko co mam do zrobienia, wg. zasady rób wszystko co ci każą a będziesz miał święty spokój w tej firmie. Są również pewne mankamenty tej pracy.
Wiem, bo ludzie plotkują, że zamiast rozwijać firmę tylko noszę worki i zamiatam magazyn, oczywiście nosiłem te worki, ale po to żeby zrobić wrażenie na wykształciuchach. Szydzą ze mnie , że zrobili z dziecioroba preziem, którego można gonić bo ma rodzinę na utrzymaniu i nie podskoczy. Żeby nie było za łatwo dostawili mi do pomocy "rowera", tragedia, gość zupełnie bez pomysłów, żadnej du...e nie przypuści, wcześniej nie dawał sobie rady w pracy (ustawiał stoły do ping-ponga w fabryce, która nie tylko z nazwy miała produkować autobusy) jak go wykolegowali z roboty to zatrudnili gościa z litości, zgroza. Teraz ciotki kombinują jak się tu do mnie i do moich kumpli dobrać.
Drugiego rowera mam w firmie, zdecydowanie mniej urodziwy, taki ułomek, muszę tylko uważać żeby weksli klientów w karty nie przerżnął. Jestem w bezpośrednim kontakcie z kolegami w całej Polsce często rozmawiamy. Czy się coś zmieni w tej firmie? chyba już nie, za daleko to wszystko poszło.
Na razie jeszcze nie karzą mi wysyłać analiz do trzeciego miejsca po przecinku, ale ten przepocony knur, któremu muszę składać meldunki i zasuwać na drugi koniec świata, to tragedia no i jeszcze ten rower :(
Z zewnątrz a raczej ze strony internetowej firma wydaje się "solidna" lecz to co się dzieje w środku to tragedia. Podwładnych mam oczywiście cieniasów, którzy nie mogą mi zagrozić, wiedzę o rynku mają hi, hi z wikipedii, ale lepszy taki gamoń niż cwaniak który mógłby mi podskakiwać.
Cóż poza tym, w głowie się mi nie mieści żeby osoba na stanowisku kierowniczym w tej firmie na ogólnopolskich targach obgadywała swoich pracowników i kpiła z jakości wyrobów swojego głównego dostawcy. Sam się nieraz zastanawiam czy jak taki (usunięte przez administratora) i nieuk po zawodówce, który naubliża pracownikowi to myśli , że ten będzie wysłuchiwał klientów i nawiązywał kontakty na pstryknięcie palca o każdej porze a nawet w święta.
Pracownik u mnie czuje się, jakby siedział na bombie i nie wiadomo kiedy coś wypali, co ciekawe ma to również wpływ na klientów i sprzedaż, która ciągle spada.
Ale co mnie to obchodzi, nie mogę nic zrobić jestem tylko na umowie menedżerskiej i mam liczną rodzinę do wykarmienia jak już wcześniej wspominałem :)
Na tym kończę bo żona goni mnie do roboty. Nigdy nie wiesz, co cię czeka danego dnia .
Ciężka praca, może jeszcze rok dadzą pożyć.