W czasie rozmowy kwalifikacyjnej prowadzonej przez samego prezesa oraz kierownika działu, do którego aplikowałem, odbyliśmy szczegółową wymianę zdań dotyczącą mojego doświadczenia, umiejętności oraz oczekiwań pracodawcy. Firma zapewniała że ma masę klientów i ilości zleceń, której nie da się obrobić, więc nie ma co się martwić o premię. Wszystko bardzo jasno wybrzmiało, zasady współpracy i oczekiwania obu stron były ustalone, umowa spisana, działamy...
Realia na „polu walki” okazały się jednak zupełnie inne, mail na którego wpadały zapytania ofertowe od klientów, porównałbym do kosza na śmieci... z którego oczywiście można wygrzebać jakiś ogryzek, ale premii na klientach zapewnianych przez firmę tam nie zrobisz. Nie radze wprowadzać do firmy swoich klientów, gdyż już po chwili pracy w widać co się dzieje z klientami przejętymi po pracownikach, których zwolniono. Ale to nie największy problem, bo wiadomo że regularną pracą wszystko można rozkręcić, i firma zatrudniła bardzo fajnego handlowca do działu, który przynosił klientów i były widoki że włożona praca, zacznie oddawać...
Problemem był model pracy w którym należy tam pracować, który w praktyce jest po prostu „jedyny w swoim rodzaju” i dokładnie odzwierciedla charakter kadry zarządzającej firmą. W skrócie – rób wszystko za resztę, nie pytaj, zarabiaj minimalną podstawę. Do obowiązków pracownika spedycyjnego należy fakturowanie usług, wysyłanie faktur i pilnowanie żeby trafiły do właściwej osoby, pilnowanie poprawności wystawianej faktury, co wiąże się z wiedzą wykraczającą poza obszar zawodu, w którym jesteś tam zatrudniony. Firma nie ma swojego działu księgowości, jest to zewnętrzna firma, za którą robisz robotę za free, zamiast działać w swoim obszarze żeby wyrobić wynik. Dodatkowo jesteś odpowiedzialny za windykację należności przez pierwsze 14 dni, jeśli klient nie zapłacił faktury na czas... Obieg dokumentów jest oczywiście na Twojej głowie, jednak po przesłaniu poszczególnych dokumentów do systemu, musisz zmieniać statusy zlecenia i jest z tym bałagan. Nawet po ustaleniu jakie statusy mamy ustawiać, kadra zarządzająca sama już nie wiedziała jak ma być. Ale jak zwykle winny był pracownik, a źle zaznaczone statusy, są solą w oku prezesa. Tak samo jak obrót i zysk w zleceniach, pokazywany w systemie. Jeśli popełniłeś jakiś błąd mogłeś się spodziewać że zaraz wleci prezes i ze wzrokiem bazyliszka zakomunikuje ci, w którym dokładnie zleceniu masz zły obrót albo zysk, bo on co godzinę sprawdzał wyniki finansowe spółki... co godzinę... A ty jako pracownik masz wrzucone na barki masę obowiązków na które tracisz czas, zamiast poświęcać go na swoją prace, która wyrabia wynik i daje Ci premię.
Co tydzień musisz zrobić raport „sejls” bo to jest korpa normalna, prowadzona przez zwykłego korpo ludzika, który nie zaśnie w nocy, jeśli masz w raporcie inny kolor czcionki, niż ten który podał w PROCEDURACH !!! Sytuacja z ostatniego tygodnia mojej pracy w tym kamieniołomie. Miłałem kolor średniociemny granatowy, a miał być ciemnogranatowy, bo tak jest poprawnie według PROCEDUR !!! Wesoło tam :)))
Styl komunikacji prezesa to presja, krzyki lub zastraszanie, typu „nie chcecie mieć ze mną do czynienia”, co z psychologicznego punktu widzenia, jest ostateczną oznaką totalnej słabości, braku umiejętności komunikacji, oraz braku pomysłu jak rozwiązać problem. Ma racje, nie chcecie mieć z nim do czynienia, tak samo jak z jego żoną, która zarządza działem finansowym (???), i będzie na Ciebie krzyczała jeśli pewnego dnia przyjdziesz wcześniej do biura, a nie odbierzesz kluczy z recepcji, nie wiedząc że biuro jest zamknięte. Zawsze ona bierze klucze, ale tego dnia nie ogarnęła tematu, więc postanawia najzwyczajniej w świecie przelać swoja życiową frustrację i wydrzeć się na Ciebie, bo to oczywiście znowu Twoja wina. Znów nie zachowałeś się według PROCEDUR !!! To samo jeśli zostawisz włączoną listwę zasilającą od komputera. Wszechobecne żyłowanie pieniędzy na podstawowe aspekty funkcjonowania firmy, zniszczone sprzęty, skrzypiące krzesła etc. Jak na prawdziwą korpę przystało, są za to owocowe czwartki :)))
Kończąc ten lakoniczny opis PROCEDUR :)))))) w oddziale firmy CF&S w Poznaniu.
Genaralnie masz wszystko wiedzieć i o nic nie pytać, przyjść z portfelem klientów, który od Ciebie wyssiemy, a jak już nie będziesz potrzebny to korpo ludek nie wyjdzie do Ciebie ze swojej korpo norki, spojrzeć Ci w oczy, podać rękę i zakończyć współpracę jak człowiek z godnością, bo jej po prostu nie ma. Z racji mojej przenikliwości, doskonale sobie zdawałem sprawę w jakim położeniu jestem, i nie byłem tez zdziwiony, że o zakończeniu współpracy zostałem poinformowany drogą mailową, niecałą godzinę po tym jak kierownik mojego działu zapewniał mnie o przedłużeniu umowy współpracy (tak na prawdę zapewniał mnie przez ostatnie 2 tygodnie okresu pracy że dostanę nową umowę), oczekując ode mnie że pojawię się następnego dnia w pracy, nie mając podstawy do wynagrodzenia, czyli umowy. CD w kom