Giętki i elastyczny robotnik - flexwerker
Od kilku lat rysuje się w Holandii coraz wyraźniejsza tendencja spadku stałych miejsc pracy na korzyść pracowników tymczasowych.
Tymczasowi (tzw. flexwerkers) pracują poprzez agencje pracy i z reguły zarabiają sporo mniej a w praktyce polskich pracowników tymczasowych zarabiają po prostu ustawowe minimum płacowe które w roku 2016 wynosi ok €1550,- brutto czyli ok. €1350,- na rękę.
Wyraźnie powiększa się w tym kraju przepaść zarobkowa między grupą prawie 5 milionów Holendrów na stałych nieźle płatnych posadach i 2 milionami "flexwerkers" - czyli tymczasowych pracowników z najniższymi zarobkami i bez żadnej gwarancji na stałą pracę. Jest jeszcze 1,5 miliona samozatrudnionych, w wielu przypadkach są to także ludzie bez szans na dobrą posadę wynajmujący się do każdej pracy.
Szukającym pracy w Holandii polecam przeczytać najpierw artykuł: “Szukam pracy w Holandii“
Poniżej zamieszczam artykuł napisany przez Johana - byłego pracownika holenderskiego Uitzendbureau (agencji pośrednictwa pracy) na stanowisku intercedenta czyli pośrednika między polskimi pracownikami i holenderskim pracodawcą:
List intercedenta
Jako ex-intercedent w agencji pośrednictwa pracy, w której zatrudniano Polaków chciałem zwrócić uwagę na marżę dla tych biur.
Średni Polak u nas pracował za około 8 euro na godzinę (brutto). Firmy nam płaciły średnio 17-18 euro na godzinę (marża nieraz aż do 2,25 raza!). Też znam firmy, które chciały zatrudniać Polaków tylko za 14 do 15 za godzinę.
Pracownik w takim wypadku zarobił jeszcze mniej niż 8 euro brutto na godzinę! Nieraz nawet mniej niż wynosiła pensja minimalna!
My Polakom płaciliśmy na rękę i nie przez bank, wiec fiscusowi trudno jest skontrolować, ile dokładnie zarabiają (kombinować można z (nad)godzinami, bo są pracownikami tymczasowymi, wiec bez stałych ilości godzin). Póki Polak nie zajarzy (i to zgłosi!), że za mało dostaje, to nigdy to się nie zmieni.
Wiec trzymajcie wszystkie „loonstroken" (kwitki z danymi ile zarabiacie)!
Uważajcie też, że nieraz biura na pierwszy rzut wypłacają akurat minimalną stawkę godzinową, ale tylko na papierze. Bo prawda jest taka, że powinni wypłacić Wam jeszcze pieniądze za dni urlopu i dni wolne od pracy. Ta stawka naliczana jest automatycznie. Ale, że większość Polaków zatrudnianych tutaj tego nie wie, to wychodzi z tymi dodatkowymi pieniędzmi jakby zarabiali minimalną stawkę! To są tzw. „vakantiegeld" (8% ponad stawkę podstawową)! Czasem także od razu wypłacają za dni urlopu i dni wolne. W sumie wtedy zarobicie też mniej niż jest dozwolone! Trzeba zawsze patrzeć, ile się zarabia za pracę na godzinę i to brutto!!
Jeszcze chciałem dodać, że w biurze gdzie ja pracowałem, szef wynajmował mieszkanie za około 800-1000 euro na miesiąc, i wtedy wołał od Polaków 50 euro za tydzień. Dawał im wtedy dom, więc miał dodatkowy zarobek (12 Polaków x 4 tygodni x 50 euro = 2400 euro). Za dojazd z mieszkania do firmy (w naszym biurze akurat było 50 euro dziennie) płaci także pracodawca. Opłata ta jest za cały samochód bądź bus, wiec nie jednokrotnie są przepełnione! Bo więcej się nie opłaca... W takim wypadku nie mają też prawa wołać od Polaków dodatkowych opłat za same przejazdy!!! A to wszystko po to, aby Polak dostał jak najmniej netto (tzw. na rękę) a w biurze się wszystko zgadza!
Czasami zdarzają się też sytuacje, kiedy Polacy za dużo wypiją i dochodzi wtedy do rękoczynów. A osoba z naszego biura nadzorująca tych pracowników musiała sama się nimi zajmować, zawozić do szpitali itd. Miała jednak zabronione wzywać policję, aby biuro nie miało złych opinii!
Nieraz musiałem także na polskich forach trochę przekręcić fakty i wstawiać dobre komentarze, a to tylko dlatego, żeby polepszyć prestiż firmy.
Koledzy z pracy nawet fałszowali dokumenty i certyfikaty (coś typu BHP) Polaków tu pracujących. Robili to poprzez wypełnianie za nich testów. A to wszystko dlatego, że Polacy nie znają języków.
I jeszcze jedno... Ja już tam nie pracuję, bo mi jako Holendrowi nie podobało się traktowanie Polaków! Ponieważ wielokrotnie (nie zawsze!) są traktowani jak towar i nie jak ludzie. To są moje doświadczenia wyniesione z firmy certyfikowanej ISO. Więc nie chciałbym wiedzieć, jak to wygląda w firmach z niższej półki.
Johan