W firmie pracuję już od prawie roku, więc jestem w stanie napisać co nieco. Pierwszy raz spotkałem się z tym że pracodawca kłamie kandydatowi o warunkach by go przyjąć do pracy, a nie odwrotnie. Obiecywanie niestworzonych rzeczy jak wysokie premie, wyjazdy do Niemiec przez Pana Sebastiana G. czy wysokie stawki godzinowe, spowodowały, iż jest on na hali nazywany Pinokio, lub kłamca-kłamca. Dla osób które będą się tam przyjmować w przyszłości - niech nie biorą wszystkiego co ów człowiek powie do serca, bo mogą się grubo przejechać. Po przyjściu pierwszy dzień do pracy wchodząc na halę i widząc tamtejszy bałagan i syf pomyślałem że zakład ma już dobre naście lat, a firma wtedy istniała ponad pół roku. Brak szacunku do firmy przez pracowników jest efektem braku szacunku kierownictwa do swoich podwładnych, jak również nie wyciągania konsekwencji wobec tego jak "szanują" zakład.
Stawki godzinowe wahają się od 12 zł/h (nawet dla pracowników którzy pracują tam po rok, co jest absurdem) do 14 zł/h na produkcji, 16 zł/h jako kontroler jakości, 18 zł/h jako lider na jednym z 4 działów, 20 zł/h jako piecowy, lub ponad 21 zł/h jako brygadzista. Praca na produkcji jest po prostu ciężka, nie każdy jest w stanie wytrzymać. Praca 3 zmianowa.
Wsezonie jak jest sporo zamówień, zakład za sobotę i niedzielę płaci 100%, za inne nadgodziny 50%. Do tego dochodzą premie zależne od przerobu na zmianie, zależy jeszcze na którą zmianę się trafi, to szansa na premię jest większa lub mniejsza. Ma to związek z tym, iż jeden z brygadzistów jest bratem p.o. dyrektora, a synem głównego dyrektora - Józefa Buczko - także jego zmiana ma największe przywileje jeśli chodzi o premie.
Jeśli ktoś nie ma innego wyjścia to może iść do Metalcynku jednakże nie polecam póki nie zmieni się kierownictwo które będzie lepiej zarządzać firmą.