Pracuję w tej firmie 20 lat, dlatego chętnie podzielę się z Wami moim zdaniem. W czasie tych dwudziestu lat miałam przyjemność (i nieprzyjemność) współpracować z menedżerami, którzy preferowali różne style zarządzania oraz z pracownikami (kolegami? i koleżankami?), którym przyświecały nierzadko zgoła odmienne wartości od moich. Sympatia do firmy przeplatała się ze złością i brakiem zrozumienia wielu decyzji czy zachowań współpracowników. Złość, którą odczuwałam w sobie miała też inne podłoże… Marzyłam o ambitnych zadaniach, chciałam czuć się filarem tej firmy, czułam silną identyfikację z nią. Ale kiedy nadarzała się okazja do podjęcia trudniejszych zadań – tchórzyłam, widząc wśród swoich kolegów „lepszych” kandydatów do podjęcia wyzwania. Kiedy padały pytania „kto chciałby przejąć ten projekt?” czy „zająć się tą sprawą?” serce rwało mi się do odpowiedzi, ale głos zawieszał się w gardle. Kiedy znajdował się „ochotnik” najpierw czułam zazdrość, potem odruch oceniania na najwyższym poziomie. To jest naprawdę niebywale męczące zarówno dla tego, kto za każdym razem generuje w sobie takie uczucia, jak i dla tego, który te nasze oceny, sarkastyczne komentarze przepełnione zazdrością i zawiścią odbiera, choć w sumie często niczemu nie zawinił.
Musiałam odejść z Perschmanna, żeby docenić i zrozumieć co straciłam, na co mam wpływ, a na co nie, przed czym uciekłam, czego potrzebowałam, i czego żadna zmiana pracy nie była w stanie mi zagwarantować, dopóki nie poukładam klocków w głowie.
Dzisiaj jestem na nieco innym etapie życia. Staram się nie marnować energii na generowanie zbędnych emocji. Jasne – pojawiają się czasami skoki ciśnienia, nadal nie rozumiem pewnych decyzji, uważam je za chaotyczne i niespójne. Jestem wtedy najczęściej przekonana, że lepiej rozwiązałabym ten problem, załatwiłabym temat, zażegnałabym konflikt, lepiej pokierowałabym zmianą... Ale czy na pewno? Tego nie można przewidzieć. Łatwo się czasami ocenia sytuację zza swojego biurka. Trudniej, kiedy trzeba zrobić ruch, wziąć za niego odpowiedzialność ???? a potem zmierzyć się z konsekwencjami, bo przecież nie zawsze musi być kawior...
Dlatego – cytując mojego kolegę z działu – „zachęcam" nas gorąco do podejmowania inicjatyw, dzielenia się konstruktywnymi wnioskami, wyzbycia się kompleksów i obaw (jeśli takie macie), a także do podejmowania odważnych decyzji – w tym tych najtrudniejszych, aby uczucie złości, zazdrości, zawiści czy żalu, nie przysłaniało nam tego co naprawdę jest dla nas ważne.
Nas wszystkich – w tym Zarząd - zachęcam do aktywnego słuchania i otwartego komunikowania się.
Krytykowanie wszystkich i wszystkiego (szczególnie w kuluarach) jest naszą mocną stroną (moją niestety czasami też) i rozprzestrzenia się jak grypa i dotyczy każdego szczebla hierarchii. Zanim skoncentrujemy się na innych, skupmy się przez moment na sobie. Ktoś napisał, że „firma Perschmann schodzi na psy”… Pamiętajmy, że firma to ludzie, a ludzie to my…
Tekst jest pewnie dla niektórych nudny i zawiły, ale jestem przekonana, że przy odrobinie refleksji przeczytacie też zdania ukryte między wierszami.
Zatem może zamiast pisać na forum z ukrycia, lepiej po prostu pogadać? Temu co się zdobędzie na odwagę stawiam obiad/kawę/ciacho/piwo/czy setkę – wg preferencji ????