Po moim doświadczeniu z tą agencją radzę każdej osobie bardzo dokładnie uważać przed podpisaniem umowy. Nie chodzi o samą formę umowy zlecenia, bo taka forma współpracy może być legalna. Problemem są konkretne zapisy, sposób organizacji pracy oraz sposób rozliczania wynagrodzenia.
W moim przypadku podpisywana była osobna umowa na jeden dzień pracy. Taka sama sytuacja spotkała też moją koleżankę. Po podpisaniu umowy nie mogłyśmy zabrać jej ze sobą. Dokument był sporządzany w jednym egzemplarzu i zabierał go koordynator. W praktyce zostawałyśmy bez własnego egzemplarza umowy, czyli bez dokumentu potwierdzającego warunki konkretnego dnia pracy, stawkę, godziny, zasady rozliczenia i ewentualne podstawy potrąceń. Uważam to za bardzo niepokojące, zwłaszcza wobec osób młodych i nieletnich.
Kolejna sprawa to wynagrodzenie. Umowa przewiduje mechanizmy obniżania stawki, w tym nawet o 50%, oraz niewypłacania wynagrodzenia za pierwsze dwie godziny określane jako próbne. Moim zdaniem jest to bardzo problematyczne. Jeżeli ktoś faktycznie przychodzi na miejsce, wykonuje zlecenie, rozmawia z ludźmi, zbiera kontakty, działa według grafiku i raportuje, to powinien otrzymać wynagrodzenie za każdą przepracowaną godzinę co najmniej na poziomie minimalnej stawki godzinowej. To wręcz nielegalne, aby wypłacać wynagrodzenie niższe od minimalnej stawki. Na pewno wejdziemy przeciwko nim na drogę prawną.
Niepokojące jest też to, że obniżenie wynagrodzenia może zależeć od rzeczy, których zleceniobiorca nie jest w stanie samodzielnie sprawdzić. Chodzi na przykład o rzekomo błędne numery telefonów, brak odbioru telefonu, późniejszą rezygnację osób wpisanych na listę albo niespełnienie wskaźników skuteczności. Osoba zbierająca kontakty nie ma realnej kontroli nad tym, czy ktoś później odbierze telefon, czy zmieni zdanie, czy poda numer poprawnie i czy firma uzna kontakt za wartościowy. Przerzucanie takiego ryzyka na młodą osobę jest według mnie nieuczciwe.
Wątpliwości budzi też organizacja pracy. Był konkretny grafik, określone miejsce i czas wykonywania zlecenia, wymagany ubiór, identyfikator, raportowanie oraz bieżące polecenia koordynatora. Moim zdaniem taka organizacja może mieć cechy podporządkowania typowe raczej dla stosunku pracy niż zwykłej, swobodnej umowy zlecenia.
Bardzo problematyczne są również kary umowne wpisane w umowie. Pojawia się kara 100 000 zł za rzekome naruszenia związane z RODO oraz kary po 5 000 zł za wypowiedzi w internecie lub ujawnienie warunków współpracy. Dla młodej osoby takie kwoty brzmią jak straszak. W mojej ocenie takie zapisy mogą zniechęcać do mówienia o problemach, dochodzenia należnego wynagrodzenia i zgłaszania sprawy odpowiednim instytucjom.
Niepokojące jest też zbieranie danych osobowych rodziców i dzieci, w tym numerów telefonów. Osoby wykonujące zlecenie powinny mieć jasne instrukcje, upoważnienia i informacje, na jakiej podstawie te dane są zbierane i komu są przekazywane. Przy pracy z danymi dzieci i rodziców takie kwestie powinny być szczególnie starannie uregulowane.
Po tym doświadczeniu moja rada jest prosta: nie podpisujcie niczego w pośpiechu, żądajcie własnego egzemplarza umowy od razu po podpisaniu, róbcie zdjęcia dokumentów, zapisujcie godziny pracy, zachowujcie wiadomości z koordynatorami i domagajcie się pisemnego rozliczenia. Jeżeli wynagrodzenie zostanie obniżone albo kontakt po pracy będzie utrudniony, warto skontaktować się z Państwową Inspekcją Pracy.
Nie twierdzę, że każda osoba będzie miała takie samo doświadczenie, ale mnie i moją koleżankę spotkała sytuacja, w której po podpisaniu jednodniowej umowy nie otrzymałyśmy własnego egzemplarza, a zapisy dotyczące wynagrodzenia, potrąceń i kar były dla nas bardzo niekorzystne. Uważam, że każdy powinien wiedzieć o takich ryzykach przed podjęciem współpracy.