Pizza za kilogram ulotek konkurencji 15.03.2015 16:12
Inne
Wspomniane powyżej stanowiska tzw. specjalisty ds. personalnych czy marketingu:
- Tak naprawdę nie są samodzielne, a jeśli ktoś ośmieli się wysunąć swoje zdanie – musi liczyć się z krzykiem, wyzwiskami tudzież przezwiskami, jak również uderzeniami pięścią w stół ze strony D.
- wiedzę na temat HR mam ze studiów, praktyk i doświadczenia, a to wszystko nauczyło mnie, że jeśli pracownik jest z pracy zadowolony, to w firmie dobrze się dzieje. Zdanie D jest inne – To firma ma być zadowolona! Pracownik się nie liczy.
- decyzje HR-owe podlegają opinii D., który ostatecznie decyduje o przyjęciu kogoś na stanowisko kierownika – i na tej rozmowie rzeczywiście zadaje pytania przytoczone wcześniej przez specj. ds. marketingu. Większość wykształconych HR-owców wie, że takich pytań się nie zadaje, gdyż nie są etyczne.
- jak pizzer ma robić dobrą pizzę, a kucharz gotować dobre obiady, jeśli rotacja na tych stanowiskach jest ogromna? Nie zdąży się dobrze wyszkolić, a już albo się zwalnia, albo zwalniają jego (bo np. skończył mu się niski zus na działalności tudzież przestał być studentem),
- trudno jest zadowolić D jeśli chodzi o rekrutację kelnerek, ponieważ chce tylko ładne i wysokie, jest bardzo wybredny, wciąż narzeka, że przyjęta została za brzydka lub za niska a to i tak, jak mówi, znaczy brzydka :-(
- chcesz pracować dla banolli a nie masz legitymacji szkolnej? Żaden problem! Zapisz się do szkoły. Skończyłeś już 26 lat? Załóż firmę.
- sposób D na świetny marketing? „PIZZA ZA KILOGRAM ULOTEK KONKURENCJI” (plus krzyk i zdenerwowanie szefa, jeśli przypadkowo zoczył na którejś klatce „niepozbierane” ulotki konkurencji)
- sposób zwracania się D do pracowników, wyzwiska, język jakim się posługuje, znerwicowane i ostentacyjne zachowanie bez grama szacunku, a także sposób w jaki wypowiada się o nich nie w ich obecności – najniższy poziom;
- fałsz – pracownik dostaje premię a zaraz zostaje zwolniony – bo tak
- na stanowiska: specjalista ds. marketingu czy spraw personalnych nie warto kandydować, bo średni staż pracy to rok, nawet w przypadku wykonania pracy ponad normę, nadmiar pracowników w trudnym rekrutacyjnie okresie, pomysły ukierunkowane na rozwój firmy – nie są nagradzane i skutkują niczym, a po wspomnianym okresie zwykle zwalniają, tak po prostu, bo nie przedłużą umowy, bo zatrudnią kogoś znów od początku, kto zarabiał będzie mniej, a przy tym ślepo zrealizuje wszystkie polecenia,
Podsumowując: smutna przeprawa na początek dla tych, co tam trafiają do hr czy do marketingu, bo zwykle są to młode, ambitne osoby, chcące dać z siebie jak najwięcej, a przy tym nie tak doświadczone jeszcze, żeby od razu stwierdzić, że rzucanie k....mi przez kierownika (mam na myśli osławionego D) wobec nich i otaczających ich osób, nie powinno być na porządku dziennym, że nie musza się na nie godzić. Czasem się godzą – wiadomo, ze znalezieniem pracy bywa trudno. Moje doświadczenia pokazują jednak, że warto poszukać dłużej, spojrzeć dalej, pominąć Banolli.
Pozdrowienia dla bardzo miłej głównej księgowej i kadrowej (o ile jeszcze tam wytrzymują).
Rozpisuję się za bardzo, ale dużo się nasuwa, przy czym mam nadzieję, że moja opinia pewnym osobom po prostu pomoże (podjąć decyzję o wyborze innego miejsca do pracy;-) a w konsekwencji uniknąć rozczarowania i tego typu doświadczeń.