Pracowałam jakiś czas temu w Yves Rocher w Galerii Dominikańskiej.
Kierowniczką wtedy była pani Iwona i to chyba ona była głównym problemem – podsycała chorą atmosferę między pozostałymi dziewczynami. Praca sama w sobie jak to praca w tego typu sklepach – trochę dźwigania ciężkich kartonów z kosmetykami, trochę specyficznych klientów (ale też wielu miłych), dużo za to wciskania kitu o tym, jakie to sprzedawane kosmetyki są "eko" i cudowne, chociaż wcale nie są. Duże ciśnienie na tzw. "panel", czyli sprzedaż kosmetyków wystawionych przy kasie, ogólnie na wyniki indywidualne (co potęgowało rywalizację, nie zawsze zdrową). Z niskich wyników trzeba się było tłumaczyć albo kierowniczce, albo regionalnej. Praca oficjalnie równo w godzinach otwarcia sklepu, więc jeśli trzeba było zostać dłużej, bo 5 minut przed zamknięciem przyszedł ktoś w brudnych butach i zabrudził podłogę, albo coś nie zgadzało się w kasie, trzeba było siedzieć dłużej za darmo. Pensja około najniższej + premie indywidualne.