Razem z chłopakiem postanowiliśmy wybrać się do pracy w Holandii, wybraliśmy się do biura AB Job w Lublinie. W zeszłym roku byłam w pracy przez agencję AB Midden i myślałam, że AB Job to ich lokalne biuro (logo mają takie samo). Dostaliśmy ofertę pracy na sortowaniu warzyw i owoców w Pakstation (tzw. Pakistan) ze stawką 10,19e brutto i propozycją mieszkania na w domku na Barloo, przed wyjazdem wszystko wydawało nam się w porządku, u pani z AB Job trochę trzeba było się upominać o konkretne informację dotyczące wyjazdu jednak nic nie wskazywało na to, że po przyjeździe zastaniemy coś zupełnie innego. Aby dostać klucze do domku czekaliśmy ok. 2 godzin (to i tak mało bo niektóre osoby, z którymi rozmawialiśmy czekały powyżej 5 godziny), domki przydzielane na zasadzie zgadywania bo pani w biurze nie wiedziała czy któreś są wolne czy nie. My akurat mieliśmy "szczęście" bo nasz barak (inaczej tego nazwać nie można) posiadał jakiekolwiek wyposażenie, chociaż garnki i czajnik były w takim stanie, że baliśmy się ich używać... jedyne z czego korzystaliśmy to mikrofalówka i jedna z lodówek (w drugiej na dole stała woda i okropnie śmierdziała). Prysznic w takim stanie, że mycia się w klapkach grzyb gwarantowany, do tego nie było żadnej zasłonki i woda podczas mycia często wylewała się poza wnękę prysznicową zalewając cala malutką łazienkę i nie było jak tego wytrzeć bo w wyposażeniu brak jakiegokolwiek mopa czy chociaż ścierki. Poza tym w domku podłogi i niektóre ściany aż się lepiły od brudu, a posprzątać to sobie można było jeśli ktoś ma pieniądze żeby kupić wszystkie środki czystości oraz czas i chęci na wielogodzinne sprzątanie. Ogólnie rzecz biorąc stan i wyposażenie tych baraków znacznie odbiegał od informacji, które przesłał nam pośrednik AB Job za co AB Werkt wcale nie poczuwa się odpowiedzialne. Jeśli chodzi o samą organizację biura to jest zerowa... Panie w biurze na miejscu nic nie wiedzą i odsyłają ze skargami do pośrednika w polsce, a pośrednik w polsce do biura na miejscu i tak w kółko. A jeśli dalej coś nie pasuje to mówią, że nic nie stoi na drodze aby się wyprowadzić. Koordynatorzy w pracy wcale nie są lepsi, na początku pytają czy chce się chodzić na zmiany 12 czy 6 godzin, a później wcale nie uwzględniają tego układając grafik. Auto agencyjne przydzielane jest do jednej osoby zamiast po kilka osób do auta i trzeba chodzić po domkach i pytać czy ktoś może ma wolne miejsce w samochodzie żeby zabrać cię do pracy. Na grafiku były 5-6 osobowe grupy dobierane z (usunięte przez administratora) przez co ja byłam w jednej a mój chłopak razem z koleżanką, która była wybrana na kierowce, w drugiej i zdarzało się, że mi wypadła zmiana 6h a im 12h i musiałam po pracy stać na parkingu i prosić się kogoś z wychodzących żeby zabrał mnie do domu. Tak jak już niektórzy tutaj pisali cena, którą trzeba płacić za domek totalnie nie ma odniesienia do jego standardu. W informacji przesłanej przez AB Job była mowa o tym, że na terenie ośrodka jest basen, snack bar i mały sklepik (do większego sklepu jest 2km w jedną stronę i nie wolno tam pojechać autem agencyjnym ani nie udostępniają rowerów) i owszem jest to prawda, ale takie atrakcje są tylko na odgrodzonej drutem kolczastym części holenderskiej, na którą ludzie z agencji nie mają wstępu. Pralnia znajduje się w oddzielnym baraku i jest na żetony (1 żeton na osobę tygodniowo, a pralki maja z 50 lat i część oczywiście nie działa). Na umowie jest napisane, że w domku mogą mieszkać maksymalnie 3 osoby, a do naszego domku po kilku dniach wprowadzono jeszcze dwie osoby i mieszkaliśmy we czwórkę po tym jak poinformowałam panią z biura, że jest to niezgodne z umową usłyszałam tylko, że aktualnie przyjeżdża dużo osób i nie mają ich gdzie ulokować (jakby to był mój problem, że ściągają więcej ludzi niż są w stanie pomieścić). Po 2 dniu tam zaczęliśmy szukać nowej agencji i po tygodniu wreszcie udało nam się przenieść, po drodze na przystanek spotkaliśmy dwie Panie, które już po zobaczeniu domku uznały, że trzeba stamtąd uciekać jak najszybciej i żałowaliśmy, że również tak szybko się nie wynieśliśmy. Mój chłopak nie miał wyrobionego numeru BSN i obiecywano mu, że zostanie to załatwione w 1 tygodniu, po kilku dniach zniecierpliwiony poszedł zapytać kiedy wreszcie będzie można to załatwić i dowiedział się tylko, że przyjechało dużo nowych ludzi i nie są w stanie powiedzieć kiedy to zrobią. Dzisiaj powinna nam przyjść wypłata za tydzień, który tam przepracowaliśmy ale jak na razie nie ma śladu ani wypłaty ani nawet pay slip'a/salaris'a i musimy się martwić czy będziemy mieli za co żyć do wypłaty z nowej pracy. Nikomu nie polecam tej agencji, a w szczególności ośrodka na Barloo chyba, że ktoś lubi być traktowany jak śmieć :)