Miałem nigdy nie wejść na to forum, obiecałem sobie, że nigdy nic tu nie napiszę, ale...
Muszę choć nie chcę.
Stadlewitz jest jaki jest, każdy widzi, a kto nie miał przyjemności, niech poczyta komentarze.
Większość komentarzy negatywnych jest prawdą. Na nic niezda się wybielanie tego obozu podpier.al.czy, donosicieli i małych cwaniaczków.
Ja swoją karierę zacząłem w firmie trzy lata temu, byłem zadowolony, że mnie przyjeli i z kelnera zrobili elektryka. Wow.
Starałem się, byłem nawet najlepszy w teamie, bo kucharz i piekarz nie przyswajali sobie wiedzy tak szybko jak ja.
Jakież było moje zdziwienie gdy projekt chylił się ku końcowi w grudniu pierwszego roku pracy i dwa dni przed końcem umowy powiadomił mnie osobiście kierownik Marcin(już jest kimś innym), że nie przedłużą mi umowy, a wcześniej zarzekał się że mam ją już w kieszeni.
Trudno się mówi, pogodziłem się z tym, zacząłem szukać sobie czegoś, po dwóch miesiącach miałem nową pracę, ale zdążyłem popracować w nowej robocie ledwo miesiąc i zadzwonili ze Stadlerka, mówią jest praca, dobry byłeś i ocenił cię lider dobrze, wróć pracy jest na bardzo długo.
Wróciłem, kolesie na hali byli zdziwieni jak mnie zobaczyli, szybko wicągnąłem się w wir zadań.
Projekt szybko zbliżał się ku końcowi, a od kiera usłyszałem: Nic się nie mart, ja przedłużę ci umowę, a kolejny projekt już za dwa tygodnie.
Ok pomyślałem, ale znowu zaskoczenie i tuż przed świętami w kolejnym grudniu zostałem bez pracy.
Nie robiłem sobie z tego nic, bo miałem już nagraną robotę, po prostu przewidziałem to i tyle.
Wiosną kolejnego roku usłyszałem w słuchawce znany mi głos, który zapraszał mnie na rozmowę w sprawie pracy, choć tak jak w zeszłym roku nie składałem do nich CV.
Pojechałem, a co mi tam, pogadać mogę, a pracę miałem dobrą i płatną.
Roztaczali mi przed oczami wspaniałe wizje pracy u nich i zasypywali mnie komplementami, ale posłuchałem i wyszłem z uśmichem politowania nad nimi.
Jednak nie dali za wygraną i jeszcze raz kusili mnie abym powrócił, zgodziłem się spotkać jeszcze raz.
Tym razem sam Tomasz zechciał porozmawiać z moją osobą, po przedstawieniu swoich rządań finansowych, doszliśmy drogą targu do porozumienia.
Zacząłem pracę w Stadlerze po raz trzeci, jakież było moje zdziwienie gdy pierwszego dnia nie było ubrań roboczych, nie było narzędzi, a starych znajomych spotkałem nie wielu(większość potraktowali jak mnie, ale oni już nie wrócili), za to pełno nowych i jeszcze więcej firm zewnętrznych.
Ci nowi nie mieli bladego pojęcia co mają robić, a na dodatek Ci z zewnętrznych firm nie garnęli się ani do nauki tego co mają robić, ani do roboty. Zgroza.
Przypadło mi w udziale nauczyć ich tego czego sam nauczyłem się przed trzema laty, nawet mi się to udało, poza nie licznymi przypadkami.
Było świetnie, zgrana brygada i fajni ludzie, ale historia lubi się powtarzać i gdy tylko IC był w fazie końcowej, nastąpiło to czego się właściwie powinienem spodziewać, a nie spodziewałem się. Zawiódł mnie instynkt, omamiony po raz kolejny przez kolejnego kierownika, że następny projekt zaczyna się równo z końcem starego.
Byłem pewny, że wszystko będzie OK, ale pomyliłem się i kolejny raz stałem w kolejce do narzędziowni aby rozliczyć się.
Byłem wściekły, ale mi przeszło, do momentu gdy zadzwonił telefon tydzień temu, a w słuchawce znienawidzony już głos zapraszał mnie do pojęcia pracy w ...
Właśnie, w czym odpowiedzcie sobie sami, bo ja nie potrafię.
Dlaczego to piszę, dlaczego przemogłem się i złamałem swoje postanowienia.
Dlatego, aby młodzi wiedzieli co ich tam czeka, więc jeśli jesteś po szkole i nie masz praktyki, to tam ją nabędziesz, ale na cuda nie nastawiaj się.
Gdy usłyszych obiecanki cacanki, wpuść je jednym uchem i drugim wypuść, teraz będziesz już wiedział jak masz postąpić, aby nie zostać ofiarą tego obozu.
Gdy już zdobędziesz umiejętności potrzebne do bycia dobrym elektrykiem, zastanów się nad wyjazdem w kierunku który wybrało już wielu takich jak ja.
Powodzenia.
PS W tej ostatniej rozmowie telefonicznej padło z mojej strony wiele nie cenzuralnych słów, ten kto tego słuchał i przeczyta mój wpis, będzie wiedział o kogo chodzi, a ja wcale nie wstydzę się tego i nie ukrywam swej tożsamości, bo prawda obroni się sama.