Praca w systemie 2/2, po kilkanaście godzin dziennie. od 8:30, tutaj należy wspomnieć, że szefostwo Jeffsa bardzo ceni sobie punktualność, aż do ostatniego klienta. 2 zeta za minutę spóźnienia, teraz podobno już jest 5 zł, także broń Cię panie boże, jeśli wymęczona kilkunastogodzinnym staniem na nogach zaśpisz do pracy, albo zepsuje Ci się autobus.
Przed pracą sprzątanie, po pracy sprzątanie- za to ci nikt nie płaci.
Szefostwo, tzn trójca święta menagerska przejawia zupełny brak szacunku dla swych pracowników, jednocześnie są mocno przewrażliwieni na punkcie szacunku do nich. Codziennie rano odprawa kelnerska na których kelnerki są dosłownie maglowane z karty dań i drinków. Krzyki na kelnerki i przeklinanie, to jest coś na porządku dziennym. Mnie to osobiście bardzo przeszkadzało, tym bardziej, że najbardziej krzycząca- główna menagerka jest młodsza od pracujących kelnerek, lub w ich wieku. Atmosfera tym samym bardzo nieznośna, bo nigdy nie wiedziałyśmy, kiedy główna menagerka będzie miała po prostu zły dzień i wyżyje się na swoich pracownicach. Kelnerki zresztą są nie lepsze (przynajmniej większość z tych które poznałam)- one wrzeszczały na siebie po odprawach, w czasie pracy- naprawdę świetna atmosfera i świetne towarzystwo do tego aby spędzać z nimi kilkanaście godzin na dzień. Poziom kultury równy zeru. Jak ktoś lubi pracować z niekulturalnymi i niewychowanymi babami to gorąco polecam :)
Jak jest duży ruch to nie dostajesz obiadu i nie wychodzisz z sali. Jak wyjdziesz bez pytania to kara finansowa, albo pisanie po 200 lub 300 razy że nie bedziesz wychodzić z sali bez pytania- pan menager lubił się bawić w kary rodem z podstawówki.
Płacisz za niesprzedane owoce morza w cenie dla klienta, a nie po cenie hurtowej.
Jak liderka kelnerek będzie mieć na ciebie focha, to podczas wieczornego sprzątania będziesz zawsze myć kible i zapaskudzony korytarz.
Jeśli nie ma klientów, to biegasz ze szmatą i pięćdziesiąty raz wycierasz stoliki. Nie ma mowy, żeby wtedy usiąść, nawet jeśli nie masz żadnego klienta. Nie możesz rozmawiać z innymi kelnerkami. Potencjalni klienci muszą widzieć, ze coś robisz.
Jak jest ruch, a bywa naprawdę duży, to przydaje się umiejętność rozdwajania się. Podczas dużego ruchu atmosfera jest jeszcze bardziej okropna, bo każdy czegoś od ciebie żąda, a potem dostajesz karę, bo np. zapomniałaś wydać klientowi sok, mimo tego, że menager kazał ci ten sok olać i zrobić coś innego. A potem daje ci karę.
Aha, klienci to nie klienci tylko Goście. Spróbuj tylko nazwać klienta klientem w obecności menagera. Kara.
Kary, kary, kary, mnóstwo kar. I nic z tym nie zrobisz bo umowy, które są podpisywane z kelnerkami, są tak sprytnie skonstruowane, że zawsze wyjdzie na nie twoje. Jeśli się odezwiesz, to zostajesz wyśmiana, bo w umowie nie ma nic odnośnie kar finansowych, także można je wlepić i albo kelnerka ją przyjmuje i płaci, albo nie przyjmuje i do widzenia, na jej miejsce jest mnóstwo kandydatów. Fakt- co parę dni pojawiało się grono nowych dziewczyn skuszonych przez panią menagerkę dobrymi zarobkami, które niestety nie przechodzą dni próbnych zrażone zachowaniem innych kelnerek, które po trzecim pytaniu nowej kelnerki potrafią wpaść w złość. Bo jak można nie wiedzieć tak oczywistych rzeczy jak obsługiwanie programu komputerowego dla kelnerek, a jak już się wie, to jak można robić to tak wolno? Sama miałam szkolenie z jedną z liderek i osobiście uważam, że do nauczania nowych osób ta dziewczyna zupełnie się nie nadaje- delikatnie mówiąc.
Napiwki dzielisz między siebie, barmanów i panią ze zmywaka. Pani ze zmywaka to jest jedna z najmilszych osób, które tam pracują i takich osób jest naprawdę garstka- są to osoby pracujące na kuchni.
Po każdym drugim dniu pracy jest remanent. Jeśli brakuje czegokolwiek, to kelnerki płacą. Kiedyś pan menager, żeby udowodnić dziewczynie robiącej remanent że robi go źle, schował tace kelnerskie. Wyobraźcie sobie zmęczone kelnerki, które pod koniec dnia musiały jeszcze szukać tac, bo zaginęło ok 3 czy 4, a koszt jednej to ok 50 zeta, tylko po to, żeby udowodnić ze remanent jest robiony na odczepnego.
Jeśli jesteś chora, to nawet nie myśl o tym, ze menagerka cię puści do domu. Nie mo w ogóle takiej opcji, no, chyba, ze masz 40 stopni gorączki bądź umierasz- wtedy się nad tym zastanowi. Ale jakaś biegunka, wymioty, grypa? Nie ma mowy. Chociaż to mnie dziwi, bo dla klienta to chyba nic przyjemnego być obsługiwanym przez zasmarkaną kelnerkę? Widocznie się mylę.
Podsumowując, to było najgorsze miejsce, gdzie miałam przyjemność pracować, nikomu nie polecam. Atmosfera kreowana przez menagerów przechodziła moje najśmielsze oczekiwania. Sadzę, ze menagerowie powinni przejść kurs odpowiedniego traktowania personelu, bo niestety to jak się zachowywali w stosunku do swoich podwładnych zupełnie nie sprzyja dobrej atmosferze.
Na koniec dodam, że sama