xoxo12.03.2026 19:34
Inne
Lekcja 1. odrobiona.
Jeśli ktoś na pierwszy rzut oka wydaje się być osobą sympatyczną, wiedz, że przebywając z nią 8h dziennie przez parę tygodni, może sukcesywnie wyprowadzić cię z błędnego myślenia.
Co nie zmienia faktu, że dla osób postronnych, może ona co najwyżej sprawiać wrażenie osoby, być może, pewnej siebie, wygadanej. "Przecież taka jej natura." Mówili. Mówili to ci sami, którym rzeczona osoba sukcesywnie obrabiała siedzisko. Być może nadal obrabia. Przecież, "taki ma charakter". Skąd bierze się przyzwolenie na tego typu charaktery, które w bezczelny sposób rzucają wulgaryzmami do współpracowników, traktując je jak żarty. Kiedy przekleństwa stosują nie w momencie, w którym mogą podkreślić rzeczywiście awaryjną sytuację, bądź wynieść na wyższy szczebelek drabinki społecznej żarcik, który bawiłby wszystkich. Zamiast tego stosować to zamiennie z interpunkcją. Przecież "tak już ma".
Czerwona lampka dla nowo zatrudnionych na stanowisko, przy boku tej pani, która już pierwszego dnia potrafi sypać felietonami o osobach, które można uznać za poprzedników. Proszę odpowiedzieć sobie na pytanie, co to w takim przypadku mówi o niej samej. Opinia: mówi to, że swój własny kompleks, być może to kompleks wyższości, lokuje w energii, jaką jest doszukiwanie się nieodpowiednich zachowań w innych ludziach. Co przez to rozumieć, zapytacie. Można rozumieć to, że według niej, warto równać człowieka za to, że jest inny niż jej wyobrażenie o danym człowieku. Bo działa w inny sposób, niż ona. Bo inaczej myśli, niż ona. Bo jest po prostu innym człowiekiem, a nie wyobrażeniem człowieka, który zaszufladkowała w swojej głowie - jaka ta osoba powinna być. Jeśli nie jest taka, jak jej wyobrażenie, to wracamy do początku tego opisu. Po odejściu ze stanowiska, pewnym krokiem było zastosowanie jakże znane owej pani, rozpowszechnianie anegdotek o osobie. Jest to praktyka znana, pt.: "Tak już ma".
Szkolenie na stanowisko, jeśli można to tak nazwać, działa w sposób następujący. Przez pierwsze chwile (przez chwile - subiektywnie rozumieć czas zatrudnienia, liczony w dniach, tygodniach, może i miesiącach), można poczuć się no trochę tak, jakby pracować tam w ukrytym dyskomforcie, podpowiadającym "ze mną jest coś nie tak". Licząc na to, że odnajdziecie w sobie krzty uczciwości i przyznacie przed sobą, że wasza współtowarzyszka działa w sposób chaotyczny. Czasami usłyszycie, że "ta praca jest specyficzna", czasami, że "macie pytać", czasami, że "teoria jest do niczego", czasami, że "macie robić notatki", czasami jednak, że "po co dłubiecie w tym zeszycie", czasami jak pytacie, to usłyszycie " już to mówiłam", czasami jak spytacie to ujrzycie jej zwieszone i oceniające waszą duszę spojrzenie (no ale przecież "ona tak ma"); czasami "masz szukać odpowiedzi na innych działach" (w podpowiedzi - to nie zawsze działa, jeśli działasz bez kontekstu i bez szkolenia); swoje własne argumenty na tą panią nie działają. Bo jak już zostało wcześniej wspomniane, jej wyobrażenie o funkcjonowaniu innego człowieka, funkcjonowanie w inny sposób niż ten jej, wykreowany na jej własne potrzeby, koliduje. Jesteś wtedy nieodpowiednim pionkiem do jej własnej, chaotycznej gry. I uwaga na wymianę odmiennych od siebie spostrzeżeń, różnych zdań - może to doprowadzić do tego, że dziwnym trafem przełożony firmy, w tym samym dniu zapyta, czy nadal jesteście chętni tu pracować. Bo jeśli nie, to już trzeba będzie szukać nowego pracownika. Hmmm. Jest w tym jakieś nietypowe działanie przyczynowo - skutkowe. Ale to tylko opinia. Być może znajdzie się na tej drodze odpowiednia osoba, być może bystrzejsza, pewniejsza siebie, bardziej doświadczona, która podoła współpracy u boku. Mam nadzieję, że nie będzie kolejną osobą do odliczania kolejki na to stanowisko i poszerzania fabuły nt.swojej osoby w mniemaniu owej współpracownicy. Życzę tej osobie sukcesów.