Pracownik02.06.2025 13:10
Były pracownik
Z procesu rekrutacji można by wnioskować, że firma bardzo uważnie dobiera pracowników – testy psychologiczne, obszerne, szczegółowe rozmowy itp. Jednak nie przekłada się to na kulturę codziennej pracy – spotkałem się tam ze złośliwością, wrogością, donoszeniem i „podkładaniem świń” ze strony osób znajdujących się niżej w strukturze organizacyjnej.
Nowi pracownicy przyjmowani są przez zespół z rezerwą – są obserwowani i rozliczani z każdego słowa, które padnie z ich ust. Atmosfera pozornej swobody w rzeczywistości jest napięta – trzeba się tam pilnować, co wychodzi na jaw dopiero z czasem.
Głównym miejscem pracy jest openspace, gdzie przez cały dzień gra muzyka (!). Wynika to z „przywileju” nadanego niegdyś przez właścicieli firmy grupie młodych handlowców - zarówno wiekiem, jak i stażem, którzy stanowią większość zespołu i wykorzystują swoją przewagę liczebną, narzucając swoje widzimisię pozostałym pracownikom pracującym w tej samej przestrzeni.
Zwrócenie uwagi osobie, która bawi się w DJ-a w miejscu pracy, kończy się odpowiedzią w stylu: „Jak przeszkadza ci muzyka, to załóż sobie słuchawki”.
Z takim właśnie kalibrem mieszaniny arogancji i ignorancji miałem tam do czynienia.
Rozwiązywanie konfliktów przez właścicieli firmy zwykle kończy się na pogrożeniu palcem winowajcy lub odłożeniu tematu na później – zgodnie z zasadą: „a nuż, może problem sam się rozwiąże”.
Można spotkać tam również fajnych, życzliwych ludzi, ale są to wyjątki – i to za mało, aby czuć się tam dobrze i chcieć związać z firmą na dłużej.
Na koniec chcę przestrzec przed przyjęciem roli „nieformalnego lidera”. Agencja zatrudnia na stanowisko kierownicze, ale robi to warunkowo. Wygląda to tak, że masz być mentorem osób o mniejszym doświadczeniu i niższych kompetencjach, przekazywać im wiedzę, wspierać ich rozwój, a jednocześnie trzymać się na uboczu – być takim „dobrym wujkiem”, który rozdaje prezenty, ale niczego nie wymaga.
Otrzymujesz zapewnienie, że jeśli zespół cię zaakceptuje, to z czasem staniesz się jego formalnym liderem. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że do tego nie dochodzi – zespół nie będzie chciał, żeby „wujek dobra rada” nagle stał się przełożonym, który nie tylko pomaga, ale też wymaga. Jako nieformalny lider nie masz realnych możliwości zorganizowania pracy zespołu, ponieważ właściciele oczekują, że będziesz wspierał, ale trzymał się z boku – bez formalnych uprawnień do zarządzania. Jednak kiedy twoi nieformalni podwładni nie realizują projektów należycie, odpowiedzialność za to spada na ciebie (!). Śliski grunt.