Przez 7 lat miałem okazję pracować na promach Polferries. Zaczynałem z wielkim entuzjazmem, z nadzieją, że to będzie stabilna praca, która pozwoli mi się rozwijać i zabezpieczyć przyszłość. Niestety, rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Już od samego początku zarobki były niskie, ale tłumaczono nam, że firma przechodzi trudniejszy okres i lepsze czasy są tuż za rogiem. Każdy z nas żył tą nadzieją, ale rok po roku nic się nie zmieniało. Dostawaliśmy "podwyżki", które śmiesznie brzmiały - 30 euro na rok. To dosłownie parę euro miesięcznie, które nie robiły żadnej różnicy w naszym życiu.
Co gorsza, firma, która od lat tonie w długach, próbowała zawsze przekonywać załogę, że wszystko jest w porządku. Regularnie słyszeliśmy, że sytuacja się poprawia, że idzie ku lepszemu, a w rzeczywistości dalej staliśmy w miejscu.Firma jest zarejestrowana na Cyprze, co oznacza, że nie odprowadzają za nas żadnych składek emerytalnych ani ubezpieczeń, ale oczywiście były obiecywane ubezpieczenia. Mimo że teoretycznie pracujemy na polskich wodach, nie mamy żadnych zabezpieczeń na przyszłość.
Gdy rozmawiałem z pracownikami innych firm w branży morskiej, szokowało mnie, jak wielka jest przepaść. U konkurencji pracownicy zarabiają o wiele lepiej, mają pełne zabezpieczenia socjalne, składki emerytalne, a także realne możliwości awansu i rozwoju. W Polferries niestety wszyscy są tylko pionkami, których przyszłość nikogo nie interesowała i to na pewno się nie zmieni.
Praca w tej pseudo firmie to nie tylko kwestia niskich zarobków i braku jakichkolwiek zabezpieczeń socjalnych. Niestety, równie dotkliwy, jeśli nie gorszy, jest sposób, w jaki załoga jest traktowana zarówno przez przełożonych na statkach, jak i pracowników biura.
Sytuacja w Polferries z roku na rok staje się coraz bardziej desperacka, jeśli chodzi o zatrudnianie pracowników. Firma ma ogromne problemy ze znalezieniem chętnych do pracy, co niestety nie jest zaskakujące, biorąc pod uwagę warunki, jakie oferuje. Z powodu niskich zarobków, braku perspektyw na podwyżki i katastrofalnego traktowania załogi, coraz mniej Polaków jest zainteresowanych pracą w Polferries. W efekcie firma masowo zaczęła zatrudniać pracowników z Ukrainy.
Zatrudnianie Ukraińców stało się dla Polferries jedynym sposobem na zapełnienie luk kadrowych, ponieważ Polacy po prostu nie chcą już tu pracować .
W efekcie, załogi są często niepełne, co dodatkowo zwiększa obciążenie dla tych, którzy zostali. Praca jest trudniejsza, obowiązków więcej, a wsparcie ze strony firmy – praktycznie zerowe. Ciągły brak ludzi do pracy odbija się na jakości usług, atmosferze na pokładzie i kondycji psychicznej załogi.
To smutny obraz firmy, która kiedyś mogła być solidnym miejscem zatrudnienia, a dziś ledwo utrzymuje swoją załogę, opierając się na pracownikach z zagranicy, bo Polacy zwyczajnie nie chcą już podejmować się pracy w takich warunkach.
Nawet gdy mamy wolne, telefony od firmy nie dają nam spokoju – niemal co chwilę dostajemy
Po tych 7 latach pracy w Polferries mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć – nikomu nie życzę, żeby trafił do tej firmy. Warunki są fatalne, zarobki marne, a brak szacunku do załogi i ciągłe problemy organizacyjne sprawiają, że praca tam to jedynie walka o przetrwanie. Jeśli ktoś myśli o pracy na morzu, lepiej niech szuka lepszych opcji, bo Polferries to ślepa uliczka bez perspektyw na przyszłość.