Też chętnie opowiem, jak się do ARPI Staffing rekrutować pozwoliłem. Jak większość smutnych historii i ta zaczyna się na znanym i nie zawsze lubianym portalu z ogłoszeniami o pracę. Tym razem odpowiedziałem na ofertę „Konsultant ds. Kontaktu z Klientem/business Researcher”. Było to jakoś na chwilę przed majówką. Zaraz po niej odezwała się do mnie pani Specjalista ds. rekrutacji i projektów HR i zapytała czy jestem zainteresowany. A i owszem, a pani zadała pytanie, na które odpowiedź mogła sobie sama znaleźć już na samym początku mojego CV. Na chwilę zamilkłem z wrażenia, co zostało dopiero przerwane perlistym śmiechem w słuchawce. „Ojej, heheheheheheh, no tak teraz widzę.” Następnie ustaliśmy termin rozmowy i tradycyjnie poprosiłem o wszystkie szczegóły mailem, żebym czegoś nie pomylił. Oczywiście ja dokładniej przeanalizowałem, z kim będę rozmawiał, wujek Gugiel dostarczył podstawowych informacji i pani rekruterce. Ukończona psychologia na UKSW – taki standard wśród warszawskich hałer. Jeżeli ktoś nie wie co to jest „Uniwersytet Koło Samej Warszawy” to krótko wyjaśniam: przed długi czas podstawą przyjęcia do grona studentów było bierzmowanie, wiele przedmiotów wykładają panowie w czarnych sukienkach, do tego uczelnia użycza swojej przestrzeni dziwnym typom niemającymi z nauką nic wspólnego. Ale do rzeczy. Na czas przybyłem, choć łatwo nie było (Wiertnicza) wchodzę na ostatnie piętro. Wita mnie pani nazwijmy ją „stewardessa na emeryturze” – nienaganna toaleta, solidny uśmiech, miły głos no i pani z hałer – nic z tego, co charakteryzowało jej koleżankę. Wchodzimy do Sali, dostaje miejsce plecami do okna do picia woda w małej butelce. Pierwsze co, to pomyślałem, że tak fajnie, że ja siedzę plecami do tego walącego słońca i tu się myliłem bardzo gruboooo, ale o tym za chwilę.
Drzwi się zamknęły odezwała się pani z hałer. I jak się już odezwała to końca widać nie było. Nie wiem, o czym mówiła i jakie informacje ode mnie chciała uzyskać ale w pewnym momencie zeszła z tematu i się zaczęło: „Proszę pana, to jest proces rekrutacyjny i on jest bardzo ważny. My jesteśmy małą firmą i dla mnie osobiście jest na przykład ważne czy z nowy pracownik będzie odpowiednią osobą, żebym ja z nim mogła zjeść lancz.” Wywaliłem pokerową twarz i nie wiem o co chodzi. Patrzę na nią, myślę lancz i jedyne, co przychodzi mi do głowy to zimne nóżki w galarecie.
I rozumiecie już dlaczego to miejsce plecami do okna było złe. Drzwi znajdowały się za plecami pani hałer i ni jak nie widziałem szans na szybką ewakuację, wzięcie przeciwnika z zaskoczenia. Co gorsza, obawiałem się, że mnie hałer-lancz jeszcze zacznie powstrzymać. Tak, wiem, nieracjonalne ale tak tam było. Pani „emerytowana stewardesa” wiele się nie odzywała, raczej wyćwiczona w dyplomacji. A nawet jeżeli chciała to pani hałer-lancz wiedziała lepiej i nie dawała dojść do słowa. Oczywiście wysłuchałem o skandynawskiej kulturze pracy. Sam pytań wielu nie zadałem bo i tak byłyby nieodpowiednie przed obliczem pani hałer-lancz i grzecznie czekałem, aż się to skończy. Na koniec padło pytanie o oczekiwania finansowe. W reakcji na niezbyt wygórowane oczekiwanie padło jeszcze pytanie: brutto czy netto? Gdy powiedziałem, że to netto padło jeszcze pytanie: A jaka umowa. Chyba źle powiedziałem, bo w skandynawskiej firmie zachciało mi się umowy o pracę. Po godzinie wyszedłem. Wziąłem większy oddech. Zakląłem ….eh… do Instytutu Psychiatrii i Neurologii na Sobieskiego jest z tej firmy 16 minut piechotą.