Zostałam bezpodstawnie zwolniona w dzień wolny, bez prawa do obrony i bez jakichkolwiek wcześniejszych skarg czy upomnień. Powód? Zgłosiłam dyrekcji potężną patologię i (usunięte przez administratora) Dyrekcja zamiast rozwiązać problem, tchórzliwie uległa presji toksycznej grupy i zrobiła ze mnie "tą złą", bo nie dałam sobą manipulować.
Oto fakty i imiona osób (Ela, Krzysiek, Paulina, Kacper, Luda), które stworzyły w pracy piekło:
CELOWA IZOLACJA I STRATY DLA HOTELU: Choć z grafiku wynikało, że mam zmianę na piekarni tylko z Elą to zawsze przychodzila ,ktoraś jej koleżaneczek Paulina albo Luda mimo ze w grafiku mialy na 7.Ela wyrzucała mnie na cukiernię, żebym pracowała sama, a całe ich imprezowe kółko wzajemnej adoracji siedziało razem na piekarni, generując hotelowi zbędne koszty przy małym obłożeniu gości.
PROSTACKIE UPOKORZENIA I PLOTKI: Ela od pierwszego dnia próbowała mnie upokorzyć, rozpowiadając za moimi plecami technicznym i kelnerkom obrzydliwe kłamstwa, że rzekomo "śmierdzę" – tak, żebym tylko to usłyszała. Z kolei Luda celowo kreowała narrację, że jestem "chamska", potrafiąc zaatakować mnie za zwykłe, kulturalne powiedzenie "dzień dobry".
ZAWISTNA BLOKADA
Ela całkowicie blokowała mnie przed spychając tylko do robienia bufetu.Robiłam zdjęcia każdej swojej pracy, ponieważ ta grupa desperacko szukała na mnie haka i chciała mi wmówić, że cos zle zrobilam .Robienie zdjęć było moją jedyną obroną przed ich kłamstwami.A każdy na cukierni pracuje na swoich recepturach wiec to moja wlasnosc intelektualna.
OKRUTNE (usunięte przez administratora) MORALNE I BRAK EMPATII: Ta ekipa publicznie wyśmiewa się z niepełnosprawnej praktykantki, a uczniów traktuje jak darmowych (usunięte przez administratora) do zmywania po nich garów.Nawet donieśli na mnie pani Ani ze nie chce myc po kims naczyń.No nie chce o każdy powinien myc po sobie a oni tego nie robili. Szczytem podłości był mój atak astmy śmiali mi się w twarz, krzycząc, że "udaję" i próbowali wykorzystać moją chorobę przed dyrekcją, by wmówić, że "nie daję rady".
KRAŃCOWA PASYWNA AGRESJA: Po zwolnieniu spakowali moje rzeczy do kartonu opisali miejscowością w której mieszkam i narysowali serduszka. Poziom przedszkola i czysta, prymitywna złośliwość.
STRONNICZA DYREKCJA I CYRK NA KONFRONTACJI: Pani Dyrektor gastronomii Ania Gdy zglosilam nękanie ( i nie tylko ja) pani Ania zrobila konfrontację, doszło do ostrej wymiany zdań ze "starą gwardią". Ela odegrała tani teatr z udawanym płaczem, a Pani Dyrektor zamiast ukarać agresorów, stwierdziła, że... "brakuje mi pokory" bo bronilam się przed klamstwami. Dała nam "czas na dogadanie się" i wyszła.
ATAK PO WYJŚCIU DYREKCJI I AKCJA Z DYKTAFONEM: Gdy tylko Pani Ania wyszla zaczęli mnie wulgarnie wyzywać i wrzeszczeć, żebym "wypier***ała z cukierni, bo nie mam tu czego szukać". Odpowiedziałam im prosto w twarz: "Choćby skały srały, ja się nie zwolnię", po czym dodałam, że właśnie włączam dyktafon i nagrywam( ale tego nie zrobilam )Zadziałało natychmiast. Strach przed dowodami sparaliżował ich tak bardzo, że do końca zmiany mialam spokój.Ogolnie juz do konca mojego zatrudnienia był spokoj rozmowy tylko czysto zawodowe.Dla mnie nie ma problemu jesli ktos mnie nie lubi robie swoje i ide do domu.Ela toksyczna prowodyrka, która steruje ludźmi. Kiedy Eli nie było na zmianie, z każdym z jej ekipy (Krzysiek, Paulina, Kacper, Luda) dało się normalnie porozmawiać i pracować. Jednak gdy tylko Ela pojawiała się w pracy, wszyscy momentalnie się odwracali, nikt ze mną nie rozmawiał, a na obiady ostentacyjnie chodzili beze mnie. Ela idealnie ich sobie ustawiła, żeby mnie odizolowac.
Zapraszam do kontaktu inne osoby pokrzywdzone przez tę grupę (wiem, że nie jestem jedyna.Jedna dziewczyna musiala zmienić stanowisko ).