Pracownik z długim stażem 07.08.2018 18:27
Inne
Jako osoba pracująca w firmie od dłuższego czasu postaram się odnieść do poniższych komentarzy. Zacznę od pozytywów.
Praca sama w sobie jest całkiem w porządku. Rozwija, uczy; można też poznać wiele ciekawych osobowości (mam tu na myśli klientów). Aktualnie stawka godzinowa na Śląsku to 11,70zł/h netto. Przy średnio 14 dniach po 13h możemy się spodziewać wypłaty rzędu 2100zł na rękę, chyba że zostanie nam coś odcięte, ale o tym zaraz. Za swoją pracę można zostać wynagrodzonym w postaci premii od przyjętego złota (przy dobrych wiatrach jest to 70-100zł, ale progi są tak ustawione, że udaje się to raczej nielicznym) bądź od zysku ze sprzedanych towarów. Jest to tylko 6% zysku dzielone na pracowników danego punktu (kiedyś było to 10%, ale pracodawca zmniejszył premie z uwagi na to, że musiał podnieść stawkę na godzinę z 10zł do 11,70zł). Nie zawsze udaje się osiągnąć próg, ale jeżeli się to udaje to jest to kolejne 200-300zł premii. Nie są to złe warunki finansowe, a w połączeniu z brakiem większych wymagań (od dłuższego czasu do pracy przyjmowane są osoby, które nie zawsze mają pojęcie, co robią) czyni to z zawodu lombardzisty całkiem przyjemną pracę na start.
Nie jest to jednak praca na dłużej, ponieważ radość z wykonywanego zawodu psuje zachowanie pracodawcy. Wszystkie negatywne opinie świadczące o tym, że ktoś został bezpodstawnie zwolniony z dnia na dzień są prawdziwe. Zdarzają się przypadki, kiedy w ten sposób zwalniana jest osoba, która kradła/oszukiwała, ale w ten sposób są też żegnani krzywomyśliciele.
Dawno już nie słyszano, żeby którakolwiek ze zwolnionych osób dostała ostatnią wypłatę. Najczęściej jest to tłumaczone tym, że coś ukradła (co czasem jest tylko wymówką), nagle okazuje się, że przyjęła zepsute rzeczy albo że naraziła swoim zwolnieniem firmę na straty, bo teraz trzeba szkolić kogoś nowego na jej miejsce. Mało w tym logiki, wiem, ale tak to tu działa.
Co więcej, każda ze zwolnionych osób jest natychmiastowo stygmatyzowana. Nie wolno o nich mówić, chyba że chcemy porzucać mięsem. Na każdych spotkaniach/szkoleniach "wyklęci" są przywoływali jako przykład złego prowadzenia się. Z powodu ciągłych zwolnień w firmie występuje straszna rotacja. Czasem trudno się połapać w tym, kto jeszcze pracuje, a kto nie.
Kolejna rzecz - wspomniane wcześniej "obcinki". Aktualnie obcina się za dużo więcej niż kiedyś. Jeżeli kupisz jakiś towar i sprzedasz go poniżej kosztów, to musisz pokryć różnicę, niezależnie od jej wielkości. Jeżeli kupisz coś i sprzedasz drożej, to nic z tego nie masz. Reasumując - każda strata leci na twoje konto, ale zysk jest tylko dla firmy. Nie jest to do końca sprawiedliwe, biorąc pod uwagę to, że jeden pracownik może przynieść swoją pracą kilkanaście tysięcy miesięcznie, ale i tak będzie musiał oddać z wypłaty 100-200zł za swój błąd, bądź pech (np. brak popytu na daną rzecz).
Rzeczy zepsute też rozliczane są na pracowników, ale tutaj akurat jest to zrozumiałe. 90%
takich przypadków to błąd pracownika, któremu nie chciało się czegoś sprawdzić.
Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać większość wątpliwości osób, które chcą rozpocząć tu pracę.
PS. Tak, te pozytywne komentarze były pisane z rozkazu przełożonych. Każdy był sprawdzany, czy dodał pozytywną opinię.