Praca na okienku w Poczcie Polskiej to koszmar, z którego nie można się obudzić. Urlopy? Zapomnij - ciągłe braki kadrowe, więc zamiast normalnego wypoczynku każą nam brać dni na żądanie. Do tego zmuszają nas do wciskania ludziom produktów, których nikt nie chce kupować, czuję się bardziej jak sprzedawca telemarketingu niż pracownik poczty. Wypłata to żart, nijak się nie ma do ilości obowiązków i presji, jaką musimy znosić. Nie mam stałego miejsca pracy, bo co chwilę jestem przerzucana z jednej placówki na drugą, jakbym była jakimś pionkiem w grze. Po zmianie godzin otwarcia placówek pracujemy całymi dniami - ani przed pracą, ani po niej nie da się nic załatwić. Życie poza pracą praktycznie nie istnieje. Grafik zmienia się co chwilę, często nawet z dnia na dzień, więc planowanie czegokolwiek to marzenie ściętej głowy. Czuję się jak (usunięte przez administratora) traktują nas bez szacunku i wyciskają do granic możliwości. Ta praca nie ma żadnej przyszłości, człowiek tylko stoi w miejscu i zastanawia się, ile jeszcze wytrzyma.