Pracowałam dla nich w sezonie 2008. Pani w biurze w Gdyni po przeprowadzeniu ze mną rozmowy w języku angielskim powiedziała, że będę pracować w małej miejscowości nad morzem północnym w Danii i że do moich obowiązków będzie należało sprzątanie pokoi i EWENTUALNIE OD CZASU DO CZASU wypranie dywanika.Pracownica biura, zirytowała się trochę moją dociekliwością,gdy wypytywałam o szczegóły. Mocno mnie to zastanowiło. Pojechałam, ponieważ byłam bez pracy a zarobki, jakie mi zaproponowano były atrakcyjne. Na miejscu czekała już moja koleżanka i była też inna Polka. Okazało się też że: trzeba wybierać niedopałki papierosów ze żwirowego podjazdu i donic przy wejściu a także na tyłach hotelu ( tarasie, nie pomijając oczywiście innych donic, których było sporo wokół całego hotelu), prać podkłady na łóżko ( dwuosobowe i jednoosobowe, jeżeli były poplamione krwią, osikane lub zarzygane-wieszałyśmy je potem w piwnicy na drzwiach od naszej klitki-przebieralni, która była także schowkiem na środki czyszczące i na drzwiach od sąsiedniego pomieszczenia, bo nie było gdzie; prałyśmy także białe okrycia na kanapy i fotele z salonu).Do naszych obowiązków ( moich i mojej koleżanki, która pojechała tydzień wcześniej)należało także sprzątanie holu odkurzanie, mycie ( sprzątanie łazienek, łącznie z pucowaniem armatury, która tak jak i kafelki musiała błyszczeć ) zmiana pościeli, mycie okien w hotelowych pokojach, salonach, sprzątanie baru, salonu włącznie z wynoszeniem pustych butelek po winie, brudnymi kieliszkami, kuflami niedopitego piwa, czy puszek.Najgorsze było zdrapywanie białego wosku z brązowych, podłogowych desek- tego zawsze było pełno!Samej pracy też było mnóstwo.Pracowałyśmy we trójkę. Nieraz 8-10 godzin, zwłaszcza jeśli było się samym w hotelu, bo ten pracodawca miał 2 hotele.Jedna osoba szła zawsze tam, gdzie było mniej pracy, dwie na bardziej obłożony hotel.Dodam jeszcze, że każdy z tych hoteli miał osobne domki niektóre z salonem, kilkoma pokojami, tarasem i łazienką, które też należały do hotelu i które również trzeba było sprzątnąć. Nie miałyśmy wózków na brudną pościel, wszystko musiałyśmy dźwigać w wielkich workach, rozmiaru wora ziemniaków a odkurzacz był jeden, więc też go nosiłyśmy po krętych, hotelowych schodach na górę.Praca była ciężka,personel w porządku, kasa wpływała na konto regularnie.Miałyśmy wyposażony pokój(ja i koleżanka ) władnej, spokojnej okolicy. Potem całkiem przypadkiem ( pod koniec lipca ) w rozmowie z managerem hotelu wyszło na jaw, że hotel za godzinę naszej pracy płaci agencji 15 euro za godzinę naszej pracy.Manager i księgowa, która również była obecna przy tej rozmowie byli zdziwieni, gdy powiedziałam, że dostajemy 5 euro na godzinę.Dopracowałyśmy do końca kontraktu,który kończył się pod koniec sierpnia.Recepcjonista sam zaproponował, że nas powiezie swoim samochodem na lotnisko do Kopenhagi. Wypakował nam walizki, życzył wszystkiego dobrego!
Sam pobyt wspominam dobrze. Poznałam ludzi, z którymi do dzisiaj utrzymuje kontakt. Ale przyszłym pracownikom polecam zatrudniać się bezpośrednio u pracodawcy- można dostać lepsze stawki! Ja pracowałam za 1/3 wynagrodzenia, które mogłabym otrzymać, bo resztę zatrzymywała agencja.
Dodam jeszcze, że dwa dni po naszym wyjeździe, właściciel rozwiązał umowę z agencją.