Przebieg rekrutacji
U mnie tak samo, jak piszecie. Może bardziej to wypunktuję:
* osoba, która dzwoni (recepcjonistka) i zaprasza na 1 etap mówi niewyraźnie nazwę firmy. Po poproszeniu o powtórzenie mówi "WienaInternaszonal" (serio - coś takiego) i że jest to w budynku Centrum Lubicz pod nr 24. I że nie trzeba się przygotowaywać do rozmowy. I że mają stanowiska sprzedażowe, marketingowe, ale patrząc na poje CV, chcieliby mi zaproponować "jeszcze coś innego, bardziej spersonalizowanego". No w sumie się nie dziwię, bo mam pokaźne CV. Poszukałam sobie nazwy tej firmy i okazuje się, że nie ma. Wyszukałam więc po adresie + "international" i wyszło to BAM. Stronę mają profesjonalną :)
* Mają nieoznaczone drzwi, a na domofonie jest prowizorycznie naklejone "marketing"
* W samej firmie nigdzie nie ma loga tejże firmy - jest jedynie na drukach. Poczekalnia jest dość niesympatyczna i jest bardziej "poczekalnią" niż "hallem", którym prawdopodobnie miała być (+Czasopisma o grubym Byznesie przez duże "B" leżące na stole). W samej poczekalni siedzi x osób i czeka
* Na wstępie dostaje się formularz do wypełnienia, w którym najbardziej zadziwiającym pytaniem jest pytanie o niekaralność i że kwestia ta będzie wyjaśniona podczas rozmowy (!)
* Przychodzi burak w źle dobranym zestawie garnitur+krawat+koszula (widać, że buractwo i popisówka) i podczas spotkania mówi z prędkością karabinu maszynowego oraz z dykcją człowieka o zszytych wargach o ścieżce kariery. Zachwyca się mną i zaprasza od razu na 2. etap rozmowy jako jedna z 5 osób, które chcą przyjąć.
* Podczas spotkania pada pytanie ze strony buraka, ile chcę zarabiać. Pyta również o angielski, ale potem mówi, że nie jest on potrzebny (!). Wszystko kwituje tekstem "nie ma problemu" - nawet własne słowa...
* Przed drugim etapem dostaje się telefon z potwierdzeniem przyjścia, co ewidentnie jest na plus
* Drugi etap polega na pojechaniu na jakieś osiedle-blokowisko krakowskie i chodzenie po mieszkaniach i wypytywanie o kwestie związane z luxmedem i upc. Liderka, która to prowadzi, wypytywała mnie o wszystko - od kwestii relacji z rodzeństwem po to, jakie są typy marketingu. Ogólnie chodziło w tym o to, że jakby ona mnie polubiła, to wtedy otrzymałabym pracę. A oczekiwała, że np. jestem pustakiem, który lubi chodzić po klubach.
* Kiedy zbyt mocno zaczęła wchodzić w moją prywatność, podziękowałam jej i poszłam. Nie była tym faktem zdziwiona.
Może, jeśli ktoś sobie życzy, to warto tam zostać dłużej i popatrzeć na te manipulacje. Ale ogólnie wiecie, co śmierdzi?
* kwestie słabego przedstawienia się firmy (firma marketingowa nie ma zgodnej z własną identyfikacją wizualną hallu i nie ma tam loga???)
* kwestie wypytywania o bezsensowne rzeczy
* próbowanie zaimponowania tym, że się robiło kiedyś kampanie dla amerykańskich futbnolistów i UNICEFu
* przekonywanie mnie (na siłę), że NA PEWNO, gdyby ktoś mi chciał sprzedać szalik i by mnie do tego przekonał, to bym kupiła (mimo, że wiem dobrze, że moje zasady na to nie pozwalają).
* powtarzanie na okrągło, że potrzeba 54 nowych menagerów na wczoraj
Pytania
* ile chcę zarabiać
* jakie są moje 3 najmocniejsze cechy
* czy lubię pracę z ludźmi
* czy umiem angielski
* gdzie wcześniej pracowałam
* co mi się podobało w tej pracy
* co mi się nie podobało w tej pracy
Rezultat:
Dostałem pracę, ale nie przyjąłem