Witam serdecznie.Siedząc znowu w domu bezczynnie wymyśliłem sobie,że mogę być komuś przydatny,komuś kto szuka pomocy,jest w potrzebie.Aby nie zastygnąć, skamienieć doszedłem do wniosku,że najlepsza byłaby praca związana z wyuczonym zawodem jaki zdobyłem,czyli średni technik specjalność obróbka skrawaniem.Więc zacząłem szperać w prasie lokalnej z nadzieją znalezienia jakiegoś zajęcia.Nie zawiodłem się.Trafiłem ogłoszenie o zatrudnieniu w firmie "AKWA",która prosiła fachowców tokarz,ślusarz o pomoc w produkcji.Zgłosiłem się.Oferta została przyjęta.Nie przeszkadzało nawet to,że jestem emerytem,który pierwszą pracę na akord podjął po szkole zawodowej w 1960 r. jako tokarz.Po dwumiesięcznym okresie chodzenia po laboratoriach i lekarzach,zgodnie z zaleceniem lekarza zakładowego,płacąc za wszystkie badania i analizy około 500 zł,otrzymałem od lekarza zakładowego,na podstawie wystawionych opinii i analiz zdolność do pracy na okres pół roku.Dział kadr honoruje wyłącznie zaświadczenie o zdolności wystawione przez lekarza zakładowego,zdobycie jakiego u innych lekarzy zajęłoby góra tydzień.Z tego powodu opinie o lekarzu zakładowym nie będę przytaczał bo cenzor z pewnością nie puściłby na stronie.I tak,dzięki zaświadczeniu lekarza zakładowego,nie samopoczuciu i zdrowiu,z papierkiem udałem się do kadr.Pani kadrowa umówiła mnie z BHP-owcem na dzień 31 sierpień br. na godz 11 na szkolenie i instruktarz.Najważniejsze dla behapowca było pokazanie mi filmu instruktażowego,gdzie uczono mnie jak mam się zachować na wypadek pożaru w biurze spowodowanego przez zapalenie się komputera.Gdzie mam dzwonić,jak się przedstawić,a o tym żeby spier...ć ani mowy.I jeszcze inne takie bzdety,które, jak powiedziała mi pani z BHP,warto obejrzeć.Po podpisaniu oświadczenia o przeszkoleniu udałem się do kadr.Kazano mi przyjść do pracy we wtorek,1 września
2015 r. na godz 6:00 do pracy.Oczywiście na stanowisku pracy byłem przed 6:00, zgodnie z nawykami jakie nabyłem za zgniłej komuny.Tym co zastałem na stanowisku pracy byłem przerażony.Wiem,że porządek,znany od "stworzenia" świata jest albo "gu ni ma". Ale tego co zastałem nazwanie syfem to delikatne określenie.Zabrałem się więc za mycie maszyny bo nauczono mnie,że maszyna nie jest tylko własnością zakładu,mimo że za nią zapłacił,ale też moją własnością o którą jestem zobowiązany dbać,myć konserwować utrzymywać w należytym stanie.W AKWA jest inaczej.Jakie maszyny tacy zarządzający.Po 5 godz. mycia emulsją,maszyna jeszcze nie była należycie czysta.Żeby zobrazować wygląd tokarni na jakich miałem pracować opiszę wygląd okulara,przyrządu umożliwiającego obróbkę długich przedmiotów.Przed umyciem wyglądał jak posmarowany sadzą przetarty później olejem.Po umyciu,ku mojemu zaskoczeniu,okazało się że był w kolorze szaroniebieskim.Higiena miejsca pracy pani od BHP nie interesowała mimo higieny w BHP.Oczywiście pracowałem w swojej odzieży bo odzieży ochronnej jaka obowiązuje na stanowisku pracy nie otrzymałem,czym pani z BHP nie była zainteresowana.Nie miałem odzieży więc szafka nie była mi potrzebna.Po skończonej pracy nie miałem się czym umyć.Nie powiedział mi nikt że środki czystości też trzeba mieć swoje.Nawet nie dano mi suwmiarki,żadnego przyrządu pomiarowego ani niczego innego,ani narzędzi,ani szafki,nie dano mi niczego na stan.Jak się później okazało zakład daje wodę.Zwykłą,w smaku gorszą od kranówki.I tak szkolony przez 16 godzin zarobiłem około 150 zł netto.Pod koniec dnia powiedziano mi że od jutra pracuje na akord bo tak było w umowie na co się zgodziłem będąc pewny,że na akord zarobię więcej,tak było za komuny,jak pracując na dniówkę.Zacząłem od rana ostro wiedząc,że z upływem czasu człowiek traci siły i to,że przypieprzając od 6-9 trzeba ostro naginać aby zarobić.Zgodnie z komunistycznymi nawykami zap...m aż pot po krzyżu leciał.Musiałem rury prawie dwumetrowe nosić około 10 m. do tokarni drogą zastawioną innymi paletami uważając aby się nie przewrócić i nie zrobić sobie krzywdy.Pani z BHP nie była oczywiście tym zainteresowana,pani od BHP zapewne nigdy nie była na zakładzie,o co ją podejrzewam.Umyty,bo kupiłem mydło,przebrany,odzieży ochronnej nie dostałem,dostałem na trzeci dzień szafkę.Po 14:00 odbiłem kartę i pojechałem narobiony do domu.Na drugi dzień to samo.Przed 6:00 na stanowisku,gwintowanie rur wnoszonych torem przeszkód na halę około 10 m.Proszę mi wierzyć,że po 3 godz. takiej pracy krzyż trzeszczy a kręgi nie chcą się trzymać w słupie.O efektach mojej pracy dowiedziałem się około godz. 11:00.Po wyliczeniu,zgodnie z normami,okazało się,że przez 16 godz. rzetelnej,uczciwej,zgodnie z nabytymi nawykami w zgniłej komunie,zarobiłem około 7 zł 50 gr. na godzinę brutto.Poprosiłem kierownika o zweryfikowanie normy czasowej czynności gwintowania rur.Usłyszałem,że on mi nie dołoży a normy wyliczył technolog.Poprosiłem o rozmowę z technologiem.Nie ma,powiedział kierownik.No to ja nie będę za takie pieniądze tak ciężką pracę wykonywa.Niech pan się nie denerwu