Ostrzegam przed miejską jednostką - Laboratorium Innowacji Społecznych. Trochę to zależy od działu, ale ogólnie LIS to toksyczne środowisko pracy...
Dyrektorka ma takie powiedzenie, że LIS jest zmianą. Może dlatego zmiany struktury organizacyjnej kilka razy w roku nikogo już nie dziwią. To pokazuje nieudolność zarządzania, jest wieczny chaos. Dyrektorka nie udźwignęła szybkiego wzrostu instytucji z kilkunastu bezpośrednio zarządzanych osób do ok. 100. Nadal chciałaby wszystko zatwierdzać sama. Załatwienie czegokolwiek z kierownikami czy nawet wicedyrektorami nie ma wiele sensu. Ich decyzyjność jest prawie żadna... Każda decyzja może być nagle cofnięta przez dyrektorkę czy osobiście przez wiceprezydenta, już w toku realizacji projektu, co sprowadza się do tego, że by mieć pewność zielonego światła trzeba do nich iść osobiście z każdą duperelą. Gotowy przepis na niedrożną komunikację i opóźnienia akceptów.
Poza tym wymagana jest pełna identyfikacja z instytucją, „bycie lisem”. Robisz swoją robotę, ale lis nie jest Twoją tożsamością, tylko pracą? Oj niedobrze, spotka Cię niechęć dyrektorki. Ona działa tak, że cyklicznie ma swoich pupili, którzy ją następnie rozczarowują i znajduje nowych pupili. Dlaczego rozczarowują? Bo nie ma tak, że coś po prostu dobrze działa i tak może zostać. Schemat jest taki: nowa osoba – zachwyt i sztama – wyrabiasz się z robotą – masz pomysły – to dostajesz więcej – wyrabiasz się – to dostajesz jeszcze więcej – aż się nie wyrabiasz i nie masz już czasu i siły na nowe pomysły. Wtedy stajesz się wrogiem nr 1 i zaczyna się zwalczanie w białych rękawiczkach (a jak jesteś odporny, to bardziej toporne). Długo by można opowiadać, ale nie chcę identyfikować konkretnych znajomych. Tam się generalnie nie zwalnia ludzi, tam się doprowadza do zwolnienia. Jest spora rotacja wśród pracowników nowych i starych. Nawet wiosną podczas lockdownu odchodzili. Niestety nie ma rozstawania się z klasą. Kto odejdzie, ten jest potem mieszany z błotem przez dyrektorkę wobec innych pracowników. Zawsze ta osoba miała rzekomo jakieś nieprawidłowości, które potem odkryto w papierach. Zawsze. Nawet jeśli chodzi o wieloletnie filary tej instytucji. Ciekawe…
Poza tym dyrektorka zasłynęła na wyjeździe integracyjnym zdaniem, że jak się coś nie podoba, to „przyjdą inne lisy”. Taka odpowiedź na postulaty pracowników. To chyba był taki moment startu sporej rotacji, wielu osobom spadły klapki z oczu.
Jeśli uważacie, że trudno, przełkniecie atmosferę, byle robić fajne projekty, to też zapomnijcie. Innowacje to tam są głównie w nazwie, a w eksperymentowaniu z nowymi rozwiązaniami przeszkadza organizacyjny chaos i przerzucanie do LIS stałych zadań innych miejskich jednostek, jeśli sobie z czymś nie radzą. Bo po co je reformować… Poza tym liczy się >wizerunek< innowacyjnego miasta, a nie innowacyjność.
Już chaotyczne i szerokie zakresy obowiązków w niektórych ogłoszeniach o pracę powinny być dzwonkiem alarmowym bo widać, że nie są przemyślane. Standardowo też składają się z mega długiej listy wymagań i ani słowa na temat „co oferujemy”. Wymowne…