Nierównomierne traktowanie pracowników w salonach sprzedaży jest niestety normą i pewnego rodzaju patologią. Niektórzy pracownicy pełnią jednocześnie funkcje doradców, magazynierów, specjalistów ds. reklamacji i zaopatrzeniowców; w momencie, gdy zatrudnione na tych samych stanowiskach osoby, trudnią się jedynie sprzedażą i dzięki temu, po prostu lepiej zarabiają, przy dużo mniejszych nakładach pracy. Osoby z doświadczeniem nie mogą liczyć na awans. Systemy szkoleń to żart. Pracownicy centrali nie są zainteresowani pomocą, a klient jest zawsze na szarym końcu (bo przecież szeregowy pracownik sklepu przyjmie na siebie jego złość). Regularne lekcewazenie przepisów BHP - przeładowane palety. Mała liczba osób pracujących przy dostawie. Brak pryszniców, aby pracownik mógł umyć się po rozładowaniu kilku ton towarów (a następnie powrót na salę sprzedaży i obsługa klientów). Proces wdrażania nowych pracowników chaotyczny i bez jansych wymagań. Absurdalne plany sprzedażowe i zakrawające o komedię sposoby komunikacji dyrektora regionalnego. Do plusów można zaliczyć jedynie stabilność zatrudnienia.