Moja przygoda z Synergie była bardzo krótka, aczkolwiek intensywna w negatywne doznania.
Wraz z Partnerem podjęliśmy współpracę z polskim i-Work, który 'przekazał' nas holenderskiej Synergie.
W pierwszy dzień wszystko było w porządku. Dom dość duży, pokój przestronny, w kuchni dość miejsca, aby pomieścić się ze swoimi rzeczami i przede wszystkim ludzie, którzy utrzymują czystość w swoim miejscu zamieszkania. Jedyną wadą zakwaterowania były okna, których nie dało się otworzyć. Trudno, pomyślałam, coś za coś.
W poniedziałek miałam jechać do pracy sama - mimo informacji, że poruszać się z pracy i do pracy, będziemy swoim samochodem. W tym miejscu pojawiły się tzw. schody nie dla mnie, lecz pary, która miała jechać ze mną i Panią Małgorzatą na pierwszy dzień w pracy. Brak klucza do pokoju sprawił, że obydwoje poczuli, jakoby ich rzeczy prywatne są zagrożone. Osobiście się temu nie dziwię, ale finalnie do pracy nie pojechali. Pokłócili się z Panią Małgorzatą, która za ich prośbą podała numer do swojego przełożonego, a konkretnie Pani Hanny Wilk - do tej sprawy jeszcze wrócę.
Po drodze ucięłyśmy sobie z Panią Małgorzatą pogawędkę. Pani wydawała się miła, choć trochę prostacka i szorstka w obyciu. Nie spodziewałam się w ten czas, że okaże się osobą, która w ogóle nie powinna była piastować podobnego stanowiska. Po pierwsze chciałam dowiedzieć się, kto jest odpowiedzialny za dom, w którym mieszkamy. Niestety Pani Małgorzata nie była w skanie odpowiedzieć mi na to pytanie. Poinformowane mnie, że jest to mężczyzna lub kobieta i Ona dowie się kto to konkretnie i da mi znać. Jako że naprawdę zależało nam na tym, aby mieć te same zmiany, zaczęłam drążyć temat od samego początku. Zapewniono mnie, że po tygodniu treningu na pewno da się sprawę załatwić.
W pracy poznałam poznałam kolejną Parę, która zaczynała tego samego dnia - wspólnie. Zaczęłam się naprawdę zastanawiać, o co tutaj chodzi. Jak na razie z nowych osób tylko ja i mój Partner zostaliśmy rozdzieleni. Myślę sobie wtedy 'trudno, za tydzień się zobaczy'.
Nadszedł magiczny koniec zmiany popołudniowej. Tamtego wieczoru postrzeganie Synergie diametralnie się zmieniło. Wyszłam na parking i zaczęłam pytać osób siedzących w samochodach służbowych, czy to na mnie czekają. Niestety dwoje z nich poinformowało mnie, że mają komplet, a jeden z nich kategorycznie odmówił wzięcia mnie ze sobą - mimo, że samochodem podróżowały tylko dwie osoby. Przyznaję, że trochę spanikowałam. Jestem sama w nocy, na odludziu, w miejscu oddalonym o około 40km od domu. Zaczęłam wydzwaniać do Pani Małgorzaty, która oczywiście nie odebrała ode mnie telefonu. Pomyślałam "Trudno, sytuacja awaryjna - zadzwonię po swojego chłopaka, aby mnie odebrał". Pięć minut przed jego przyjazdem, zjawił się kierowca, który podobno specjalnie po mnie jechał. Odmówiłam zabrania się z nim ze względu na mojego Partnera, który był niedaleko. Od tamtej pory naprawdę zaczęłam się bać tego, czy tak będzie to wyglądało codziennie. Wychodzisz z pracy, a tam nikt na Ciebie nie czeka.
We wtorek postanowiłam wziąć sprawy we własne ręce. Otrzymałam numer do Pani Hanny Wilk, która zapewniła mnie, że tym razem kierowca będzie na mnie czekał. Tak samo jak Pani Małgorzata, nie wiedziała kto opiekuje się domem, lecz w sprawie wspólnego grafiku usłyszałam nowe imię - Pani Karolina może to załatwić. Sprawą domu musiałam zająć się sama, ponieważ ani jednej nocy dłużej nie chciałam spać na wysłużonych, brudnych i bardzo cienkich materacach. Zadzwoniłam do firmy, której log widniało przy wejściu do domu i dowiedziałam się, że jest to Pan Leon. Godzinę - tyle zajęło Pani Małgorzacie odnalezienie numeru to Pana Leona. Musiałam się to upominać parę razy. Nie mniej jednak sama musiałam sobie zorganizować nowe materace.
Drugi dzień w pracy i drugi dzień podróżowania służbowym samochodem. Nie wiedziałam, że jedyne 40km przejeżdża się w ponad godzinę. Jechaliśmy jeszcze po 'ducha', który nie potrafił wcześniej dać znać, że do pracy nie jedzie. Finalnie podróżowaliśmy tylko w dwójkę. Tutaj muszę nadmienić , że nadzór nad kierowcami jest kiepski, Owszem, kiedy poprosiłam o to, aby nie palił w samochodzie, ten nie zapalił, aczkolwiek było czuć smród w samochodzie. Na tylnym siedzeniu panował straszny (usunięte przez administratora) a popiół z papierosów był widoczny gołym okiem. Dla firmy - WSTYD.
CDN