Zażenowana30.07.2016 00:12
Inne
Miałam NIEprzyjemność pracować z panią Elą przez miesiąc i całe szczęście, że nie dłużej. Jak wrażenia? Aż nie wiem od czego zacząć.
1. Patelnie brudne, stare, CZARNE od ogromnej warstwy zjaranego syfu, stare garnki, wszechobecny syf i paskudne, wiecznie zachlewione linoleum w małej, obskurnej kuchni, gdzie szafek nigdy nikt nawet nie wyszorował, tylko przetarł.
2. Zupy gotowane tylko na kościach, z jakimś tam warzywem, na kostkach rosołowych i co najważniejsze - MROŻONE W PLASTIKOWYCH KUBKACH NA PIWO. Żeby je podać należało owy plastik z zamrożoną na kość zupą wstawić do cholernie brudnej mikrofalówki, następnie przelać ją do plastikowej miski i podać biednemu, nieświadomemu klientowi.
3. Zachęcanie klientów do spróbowania rzekomo świeżej ryby... Tilapia, dorsz, czy halibut były oczywiście mrożone, ale nieeeeeeeee trzeba było ściemniać klientów, że świeże i pyszne.
4. Głęboko mrożone pierogi, odgrzewane w mikrofali, następnie wrzucane na głęboki tłuszcz. Jedyny plus, to fakt, że ze szpinakiem były prawdziwie pyszne, ale to nie zasługa Baru Fontanna, a wyrobów Uli handlującej nimi na Hali Targowej nieopodal.
5. Pizza? Kolejna żenada. Mała mrożonka pokroju podłej pizzy z taniego marketu za grosze. Ohydna. Pieczona w mini piekarniku, gdzie żeby wyjąć faktycznie cholernie gorącą, świeżo odmrożoną pizzę, trzeba było nie lada umiejętności. Krata śliska, brak czasu na bawienie się widelcem, czy czymkolwiek, więc trzeba było ją jakoś zsunąć, by się nie poparzyć (szefowa nie poparzyła się nigdy, bo miała już przepalone palce i ją nic nigdy nie parzyło). Cóż, wielokrotnie pizza spadała na wspomnianą syfiastą podłogę, oczywiście do dołu farszem. Wtedy szefowa nie chcąc narażać się na straty, podnosiła pizzę, ozdabiała jakąś szynką, niechcący znalezioną w lodówce, czymś jeszcze, żeby ładnie wyglądało i trzeba było wydać klientowi. Wprost cudownie. Szkoda, że sama tego nie zjadła.
6. Dobre zarobki? 8zł/h to dobry zarobek? Za pracowanie w chlewie, z szefową, która okłamuje i truje klientów? Wszechobecny brud, a do tego paskudne kible. Któregoś pięknego dnia p. Ela wręczyła mi nieco większą szczoteczkę od tej do zębów, a następnie kazała wyczyścić mi listwy za kiblami.
7.....8.....9... i w nieskończoność, ale szkoda czasu.
Droga p. Elu, jeśli kiedykolwiek pani to przeczyta.... Są tacy, którzy chcą, ale nie muszą pracować sezonowo. Ja nie musiałam, bo nie brakowało mi zarówno na tani czy drogi chleb.
Stwierdziła pani, że nie spełniam standardów firmy. Zatem co było standardem firmy? Ten syf? Te zachlewione patelnie, mrożonki, okłamywanie klientów, czy zbieranie pizzy z podłogi? Świetne standardy i faktycznie, nie spełniałam ich, bo miałam serdecznie dość tego koszmaru. Słoma z butów wyszła, droga pani Elu. Dziwię się, naprawdę się dziwię, że tego sanepid nie puścił w kosmos, chyba że puścił, skoro już nie funkcjonuje. Nawet jeśli nie to był powód, to zapewne niezłe wtyki musiała pani mieć w tym sanepidzie, by to faktycznie przeszło. Cieszę się, że klient nie widział, co działo się za czerwonym namiotem. I jesli kiedykolwiek znów owy czerwony namiot tam stanie, a bramę ozdobią pelargonie... Odradzam każdemu wejście we współpracę z p. Elą, a każdemu klientowi radzę omijać szerokim łukiem to miejsce, bo lepiej dać te 10/20 zł więcej i zjeść wzdłuż Motławy wyśmienite sushi, okonia, czy wspaniałe krewetki.
KOSZMAR.
Serdecznie NIE pozdrawiam pani Eli ze słomą w butach, która najtańszym kosztem otworzyła paskudny bar, myśląc, że to prawdziwy biznes. Ta kobieta jest przykładem - jak nie prowadzić gastronomii. A pracowników podających jedzenie przygotowane w taki sposób jak opisałam, odmrażane, czy z podłogi... Cóż, również gratulacje. Ważniejszy pieniądz w sezon niż sumienie. Obyście mieli przyjemność kiedyś skosztować takiego żarcia, jakim sami faszerowaliście ludzi.
Jedyny plus?
Hajs wypłacany kiedy się o niego poprosiło.