W Leiber Poland pracowałem kilka ładnych lat w dziale utrzymania ruchu. Najgorszemu wrogowi nie poleciłbym tego zakładu. Hala kuźni to jeden wielki brud. Żeby odkuwana część nie przyklejała się do matrycy używają zawiesiny grafitowej, więc grafit jest wszędzie. Nie ma działu cliningu, a jakaś firma zewnętrzna przychodzi raz w roku w okolicach Świąt Bożego Narodzenia myć maszyny. Wtedy rozpoczyna się koszmar. Uruchomienie czegokolwiek graniczy z cudem, bo wszystkie szafki elektryczne i sterujące są zalane wodą. Oczywiście przez całą pozostałą część roku są zalane smarem i obklejone grafitem bo nikt tego nie czyści. Gdy rozpoczynałem tam pracę do każdej prasy można było dojechać z kosza na wózku widłowym, teraz tak wszystko jest oplecione rurociągami, że nie da się dojechać nawet zwyżką. Dział obróbki mechanicznej wygląda nieco lepiej, ale wszystko jest upchnięte na bardzo małej powierzchni więc żeby się gdziekolwiek dostać do większych elementów maszyny jest problem. Firma teoretycznie się rozwija dostawiają nowe maszyny, ale żadnych kursów i szkoleń nie ma. Masz się sam nauczyć i tyle. Jest kilka typów obrabiarek więc fragmentacja jest ogromna. Części zamiennych nie ma albo są zamawiane tak chaotycznie, że nawet jak przyjdą to i tak nie można ich znaleźć. Kiedyś jeszcze zdarzały się podwyżki premie teraz słyszę od jeszcze tam pracujących że nawet tego nie ma. Kierownictwo zakładu beznadziejne, a kierownictwo działu utrzymania ruchu to po prostu tragedia. Kompletnie niekompetentni ludzie nie posiadający żadnej wiedzy na temat urządzeń i maszyn nad którymi powinni sprawować piecze. Na zarządzaniu też się nie znają, bo magazyn wewnętrzny działu utrzymania ruchu przypomina plac składnicy złomu. Główny kierownik utrzymania ruchu utopiłby pracowników w (usunięte przez administratora) byle tylko mieć święty spokój i żeby nie wydzwaniali do niego z produkcji. Zmiany są dwuosobowe, co jest kompletnie bez sensu bo przy takiej ilości maszyn takich jak prasy, obrabiarki, podajniki, przenośniki taśmowe, piece hartownicze oraz piece do nagrzewania materiału nie pozwala na prawidłowe i skuteczne usuwanie awarii. Robi się wszystko "po łebkach" bo najważniejsze żeby jechało. Prasy śrubowe na dziale kuźni to w większości stare hiszpańskie maszyny firmy Fagor napędzane kołami zamachowymi. To chyba najgorszy typ maszyn bo psują się co chwilę i wymagają troski i ciągłego korygowania błędów. Niektóre z nich były wyprodukowane w latach 70 poprzedniego wieku. Już sam ten fakt wiele mówi o nowoczesności tej firmy. Z obrabiarkami jest nieco lepiej, niektóre nawet są nowe i na gwarancji, ale bez odpowiedniego serwisu i pieczołowitej obsługi też długo nie popracują bezawaryjnie.
W punktach
Za:
1. Pensja wypłacana w terminie
2. Nie obciążają finansowo jak coś nawywijasz i maszyna ma dłuższy postój
3. Dość szybko dają umowę na czas nieokreślony jak komuś na tym zależy
Przeciw:
1. Hala kuźni bród, przypomina zakłady z lat 70 poprzedniego stulecia. Kierownik produkcji chce wiecznie wprowadzać innowacje a,
ponieważ się na tym nie zna więc zazwyczaj nic z tego nie wychodzi. Zmarnowany czas a potem wszystko trzeba odkręcać
2. Niekompetentne, nie znające się na zarządzaniu kierownictwo dzialu utrzymania ruchu
3. Brak odpowiedniej konserwacji maszyn podczas przestojów, które są rzadkie powodujący cykliczne powtarzanie się tych samych awarii.
4. Ogólnie kompletny nieporządek kosze i kontenery z częściami porozrzucane po całej hali w różnych przypadkowych miejscach. Żeby się dostać jakieś maszyny trzeba wszystko przestawiać.
5. Zbyt ciasne upakowane maszyny na hali przez co brak dostępu do ich elementów.