Mi tam się też podobało na początku(usunięte przez administratora)
dopóki miał tylko mnie, to było nawet znośnie, a perspektywa obiecywanych wysokich zarobków i lukratywnej umowy "jak się sprawdzę" dodatkowo mnie motywowała. Problem jednak zaczął się w momencie, kiedy zaczynały spływać nowe CV. Moje umiejętności nagle przestały być cenne i liczyłem się w firmie mniej niż w.w. pies "panie xxx, piesek nabrudził w gabinecie. Proszę to sprzątnąć przy okazji, bo chyba pan się zgodzi, że jako szefowi nie wypada mi sie tym zajmować".
To jest człowiek, który działa w branży już od ponad 10 lat. Doskonale wie co robi i nie zmienia się co chwila. Jeśli do tej pory nie nauczył się szacunku do pracownika, to już się nie nauczy. On się reflektuje dopiero wtedy, kiedy jest w sytuacji podbramkowej (brak pracowników, lub jakiś przypał). Od razu wraca do normy, jak tylko sytuacja się poprawia.
Nie żebym źle życzył, ale pogadamy za jakiś czas. Jak już podpiszesz tą dobrą umowę.
Ja np. rozumiem, że klienta trzeba doić, bo na tym to polega. Zresztą klient też nie jest dłużny. Ale do cholery - grajmy w jednej drużynie. Pracując w Softmarze, musiałem uważać z której strony j(usunięte przez administratora)
i nic nie było dla mnie oczywiste. Klienci to nie są aż tacy (usunięte przez administratora)
. Kiedyś ktoś się mnie spytał "na czym właściwie polega naprawa serwisowa którą mam dokonać?" Zacząłem ściemniać o tym jak ważne jest czyszczenie komputera z kurzu i facet mnie wyśmiał. Zrobiłem z siebie idiotę, wróciłem z kwitkiem.(usunięte przez administratora)
objechał mnie z drugiej strony i sam juz nie wiedział, z jakiego powodu ma mi w końcu potrącić z wynagrodzenia. Dla (usunięte przez administratora)
liczy się tylko kasa, a zarabia ją bezmyślnie i na zasadzie przypadku. Gdyby dbał o pracowników, to wyrobiłby sobie zgrany zespół kilku lojalnych ludzi. Ale on woli dymać stażystów na 100 zł miesięcznie i co chwila wymieniać kadrę.
Czy usprawiedliwianiem obozu pracy może być rzekoma jego normalność albo fakt, że gdzie indziej jest gorzej? To co robi (usunięte przez administratora)
można robić samemu. Mam na koncie prawie 5 lat wykładów z nim, gdzie ojciec przerzucał go po różnych przedmiotach, których miał nauczać. Sprawdził się tylko na jednym, z którego zrobił instrukcję obsługi programów Insertu. Na wszystkich innych wykazywał sie wiedzą znacznie mniejszą niż przeciętny student, którego on oceniał. Kompromitował się niemal na każdych zajęciach, dając sie zaciąć pierwszym lepszym pytaniem od bardziej rozgarniętego słuchacza. On nie bardzo wie, na czym stoi jego firma. Strona internetowa Softmaru, to śmiech na sali. taka "wizytówka" tylko odstrasza klientów, tym bardziej, że jedną z usług jest tworzenie WWW.
Piszesz, ze alternatywa dla (usunięte przez administratora)
jest pośredniak? Bzdura. Możesz robić to samo co on tylko lepiej, za kasę 3 razy niższą. Poprawiałem po Softmarze sklep internetowy, którzy nie nadawał się do niczego. Zrobiłem go praktycznie od nowa. Za klikanaście roboczogodzin policzyłem sobie 2 000 zł. Klient malo nie umarł z zachwytu i prawie prosil mnie, żebym z nimi współpracował. Dlaczego? Okazało się, że RL za partaninę którą klecił już drugi rok, wziął (usunięte przez administratora)
Jak freelanser, pracując legalnie na umowę zlecenie, wyciągam po(usunięte przez administratora)
000 rocznie. Nie szpanuję patronatem Insertu, oblepioną Toyotą, niby firmą i nie szukam frajerów, którym płacąc(usunięte przez administratora)
Nie klękam też przed wyzyskiwaczami i nie całuję ich po stopach, za to, że pozwolili mi u siebie popracować. Robię to co umiem, tak jak umiem i biorę za to stosowne pieniądze. Bez nic nie umiejących pośredników, stwarzających mi rzekome wsparcie firmy, a faktycznie sprzedających mój potencjał.
Trzeba mieć przede wszystkim szacunek do samego siebie, a nie machać ogonem na widok każdego rzuconego ochłapu.
A to, że RL jest tylko takim samym wyzyskiwaczem jak kilku jego kolegów, to go w żaden sposób nie wybiela. Zarabiać pieniądze można też z poszanowaniem godności innych.