Powiem tak... Stanowisko młodszego agenta obsługi. Zmiany po 12 godzin, kilka dni z rzędu, świątek, piątek, dzień, noc, bez znaczenia. Wszystko oczywiście na umowę zlecenie za minimalną stawkę, a wymagań coraz więcej i więcej.
Wiecznie "brakuje ludzi". Nie ma czasu pójść do toalety, zjeść, już nie mówiąc o "przerwie". Czasami się uda… A czasami dopiero co
zacząłeś jeść, wpada ktoś z kasy z oburzeniem, dlaczego nie widzisz, co się dzieje na kontroli, dlaczego nie biegniesz na pomoc. Oczywiście jak już pójdziesz „pomóc”, to już nie wrócisz…
Wiadomo, że wszędzie są ludzie w porządku i ci mniej w porządku. Niestety pracownikami
zarządzają w większości ludzie, którzy się do tego nie nadają. Oczywiście ci sami uważają, że wszystko zrobiliby lepiej od ciebie. Przez to nerwowa atmosfera - wieczny pośpiech, rób wszystko szybciej, ale dalej miej wszystko pod kontrolą, pamiętaj i sprawdzaj 100 rzeczy na raz.
Zatrudniani są studenci (wiadomo – taniej). Ale to nieważne – najlepiej, żebyś pracował cały tydzień, po 12 godzin. Co tam studia. Ba! Co tam życie osobiste? W Porcie nie ma na to miejsca. Tu się musisz poświecić. Co to znaczy,
że nie możesz jutro przyjść do pracy, mimo że nie masz wtedy zmiany. Mamy problem, potrzebujemy osoby, masz rzucić wszystko i przyjść. Dajemy ci przecież aż minimalną stawkę i niesamowitą możliwość rozwoju w prestiżowej firmie. Istotna jest też wzajemność. Każemy ci zostać dłużej? Masz zostać. Masz problem z grafikiem, potrzebujesz coś zmienić, bo dyspozycyjność ustalałeś na miesiąc do przodu? Coś ci wypadło, bo jesteś człowiekiem? Zapomnij. To my wymagamy, nie
ty. Ty tu nie masz nic do gadania. Na wszystko jest odpowiedź: "taka specyfika pracy”. Jak się nie podoba… przecież nie musisz tu pracować.
„Oferujemy ciekawe zadania realizowane przez zgrany zespół”. Ach. Ostatnie określenie dla tego zespołu to zgrany. Atmosfera tragiczna. Poziom emocjonalny szkoły podstawowej, każdy każdego obgaduje, pełno złośliwości (nawet dlatego, że nie zgodziłeś się na ostatnią chwilę uratować wszystkich i przyjść do pracy). Żenada.
Samo stanowisko? Dobre określenie to „przynieś, podaj, pozamiataj” – generalnie rób wszystko, czego ktoś inny robić nie chce, ale z uśmiechem na ustach i z wdzięcznością za taką życiową szansę. Na przykład… agent obsługi to nie tylko agent. To także parkingowy. Co z tego, że na drugim końcu budynku są ludzie za to odpowiedzialni. Co z tego, że brakuje ludzi, że nie ma cię kto zamienić, żebyś mógł wreszcie pójść siku, Nie. Ty pójdziesz pilnować parkingu, naprawiać szlabany wyjazdowe, kierować ruchem przed terminalem, mimo że nie masz do tego uprawnień.
Naprawdę. Ktokolwiek się zastanawia… Taki kelner zarobi więcej. Nalata się, ale nie będzie musiał stać na mrozie pilnując szlabanu i (usunięte przez administratora) obelg na cały port, na swoją osobę (za wykonywanie swoich obowiązków…) i na kierownictwo, które widzi wszystko w telewizorkach, ale udaje, że jednak nie widzi.
Rotacja pracowników mówi sama za siebie...