anonim30.03.2010 14:11
Inne
Witam
Jestem obecnie na kursie dla kucharzy z Flexa, na ktory to o maly wlos bym nie pojechala bo cos mi strzelilo do glowy zeby poczytac sobie opinie na roznych forach i ziarno niepokoju zostalo zasiane. Na szczescie w pore poszlam po rozum do glowy i postanowilam jechac i przekonac sie na wlasnej skorze co i jak. I jestem jak najbardziej zadowolona ze swojej decyzji. Teraz mamy dwutygodniowa przerwe swiateczna i zjechalismy do Polski wiec w wolnej chwili postanowilam napisac nieco na temat kursu. Wrecz czuje sie do tego zobligowana.
I dla jasnosci: Nikt mi nie proponowal ani 1000 ani 2000 ani 10 koron czy zlotych za pisanie pochlebnych opinii. Zasugerowanie czegos takiego odbiore jak osobista zniewage!
Zaczne moze od zakwaterowania:
Pokoje w wiekszosci dwuosobowe w pensjonacie typu "Bed & breakfast" . Ja akurat mialam jednoosobowy z uwagi ze jestem jedyna kobieta na kursie ;) W pokojach czysto, swieza posciel, bezprzewodowy internet ( z bardzo dobrym sygnalem, ogladalismy polskie TV z kompa), umywalka, komplet recznikow. Lazienki na korytarzu ale w ilosci kilku sztuk na 10 pokoi, wiec niezle.
Ogonodostepny kat wypoczynkowy z TV, DVD dodatkowym kompem i wygodnymi siedziskami.
Pralnia oraz mala kuchnia z lodowka i podstawowymi sprzetami. Sala konferencyjna.
Co do posilkow:
Sniadanie w formie szwedzkiego stolu. Do wyboru roznego rodz. platki, jogurty, sery, warzywa i wedlina (niestety w kolko boczek i salami ale to juz pretensje do Dunczykow ze taka u nich tradycja), swieze pieczywo. Soki.
Po przedpoludniowych zajeciach tzw. frokost czyli lunch. Na cieplo i dosc obficie. Oraz przygotowany suchy prowiant do szkoly w formie kanapek i owocow.
Wieczorem po powrocie z zajec przewaznie ciepla kolacja i/lub cos na zimno. Caly czas ogolnodostepne kawa i herbata. Na noc wystawiany bufecik z chrupkim pieczywem i konfiturami, czasem z ciastem. Glodny na pewno nikt nie chodzil a wrecz Panowie rezygnowali czasem z niektorych posilkow bo czuli sie przejedzeni. Co do monotonii? No coz, taki juz urok Dunczykow ze jedza duzo mielonego, parowek czy wspomnianych wczesniej boczku i salami. Na szczescie jedza tez duzo warzyw i owocow ;)
Ktos we wczesniejszym z postow narzekal na transport. Mielismy do dyspozycji (ograniczonej, rzecz jasna do dojazdow do i ze szkoly oraz niezbednych wypadow do sklepu. No i wycieczek co weekend.) dwa busy transity i jeden samochod osobowy. Jasne jest ze prowadzili Ci ktorzy mieli prawo jazdy, a przepraszam czy Was w Polsce to specjalny szofer wozi czy jak? Gdy ktorys mial dosyc to sie po prostu wymieniali i spokoj. Wydaje mi sie ze to jest lepsze niz bycie caly czas zaleznym od specjalnie wynajetego kierowcy...?
Zajecia w szkolach (jezykowej i zawodowej) i na miejscu odbywaly sie calkiem sprawnie. Fakt czasami bylo nudnawo mniej lub bardziej ale w jakiej szkole nie jest?
Szczegolnie gdy srednia wieku sluchaczy jest dosc rozlegla i ciezko kazdemu dogodzic.
Opiekunowie-instruktorzy pomagali nam na ile mogli. Przynajmniej ja to tak odbieram. Owszem bywaly drobne nieporozumienia ale jeszcze raz powtarzam, przy takim tyglu wiekowym i pochodzeniowym o takowe nietrudno. Na kursie sa ludzi z calej Polski i bywa roznie. Fakt ze to co Polakowi swietnie wychodzi to narzekanie, malkontenctwo i nietolerancja. Masakra.
Chcialabym zobaczyc ile z tych narzekajacych osob samemu zalatwia sobie w Danii tudziez w innym kraju szkole jezykowa, zakwaterowanie, przyuczenie do zawodu, praktyki, ubezpieczenie, CPR i zwiedzenie paru ciekawych miejsc, etc. itp. ? Ciekawa jestem...
Skad ta postawa roszczeniowa? Przeciez tu nikt kokosow nie obiecuje, a wrecz przeciwnie, wprost na kursie nam powiedziano ze w Danii bogaczem sie nie zostaje, ze tu mozna zyc godnie ale w efekcie zalezy to tylko i wylacznie od nas. Oni nam tylko pomagaja wystartowac. Zalatwienia pracy na bank po skonczeniu kursu teznikt nie obiecywal ale pomoc w jej znalezieniu i pomoc w znalezieniu mieszkania. POMOC!
Wiadomo ze kasy za pierwszy miesiac kursu nie otrzymalismy jakos szalenie duzo... Ale z tym Ci trzezwo myslacy sie liczyli i nie mieli pretensji. Zaliczki tez dostalismy a nie musielismy przeciez.
Z tego co mi wiadomo umowy wszyscy dostali mailowo wczesniej wlasnie po to zeby moc sie z nimi na spokojnie zapoznac i wyjasnic ewentualne niescislosci. PamiÄetajmy ze nalezy sie trzymac tego co sie podpisuje a nie tego co nam ktos mowi badz nie mowi przez telefon. Aha! Umowy byly wysylane i w jezyku polskim i w dunskim.
Podsumowujac: ja jestem zadowolona i uwazam ze firma wywiazuje sie z umowy. Jesli komus cos nie wyszlo to niech zniesie to z uniesiona glowa a nie przelewa swoja zolc gdzie tylko mozna.
Pozdrawiam wszystkich bylych, obecnych, przyszlych oraz niedoszlych kursantow. Specjalne usciski dla ekipy i kadry z Damsholte!!
Powod