Witam,
Pracowałam w Barakudzie dosyć krótko, ale wiele się nauczyłam. Prawdą jest, że szefostwo jest specyficzne i może trochę dziwne, ale jeśli pracujesz krótko to można to że tak powiem "zlać". Pracowałam w kilku sklepach, bo mnie trochę wysyłali na zastępstwa, ale dziewczyny są dla siebie bardzo miłe i między sklepami też tak jest jezeli do siebie dzwonią pytać o rozmiary butów czy o inny asortyment. Kiedy słyszysz o konsekwencjach remanentu myślisz "ajj tam przecież to jest raz na kilka miesięcy" ale kiedy przychodzi wypłata pomniejszona o 200 a nawet 300zł to myślisz, ze to twoje 2,3 a nawet 4 dni ciężkiej pracy po 11 czy 12h. Tego akurat nikomu nie życzę bo przy okazaniu żalu można się tylko dowiedzieć, że to Twoja wina i być może Ty coś wyniosłaś na prezent lub dla siebie, a przecież te rzeczy są ubezpieczane i nie powinno być takich cięć w wypłatach..... Generalnie jeśli chodzi o zarobki to zależy w którym sklepie, ale nie ma tragedii. Najgorsze (i moim zdaniem 300 razy gorsze od szefostwa) jest traktowanie pracownika (nie tylko barakudy ale innych sklepów też) jak sługę czy też kogoś kogo w tej firmie trzeba pierwszego opieprzyć kiedy coś jest nie tak. bywały dni że pracowałam po 4 dni pod rząd od 10 do 21 czy 22 i nie zyczę nikomu tego bo tam na prawde dużo się stoi podnosi walizki cos podaje i ciągle w ruchu, dlatego jeśli ktoś przychodzi i nie znajdzie tego czego potrzebuje lub wydaje mu sie ze nie daje z siebie 100% to niech kiedyś tego spróbuje a nie majestatycznie okazuje niezadowolenie! bywają ludzie którzy już wchodząc i nie mowiac nawet dzien dobry oczekuja ze bedziemy obok nich skakać, a dla mnie to zwykły brak szacunku. krzyczą na nas kiedy reklamacje zostaną odrzucone jakbym to ja rozpatrywała tą reklamację i miała decydujący głos. krzyczą że nie mogę sprawdzic w systemie gdzie jest taki rozmiar jaki chcą, a my nie mamy systemu i moge tylko zadzwonić do innych sklepów. Uważam więc że to klienci czasami potrafią nas wykonczyc i sprawić że ta praca Cię wkurza. Musimy być miłe i na prawe jesteśmy mimo, że ktoś przychodzi rzuca mi parasolką i terminalem, bo cena mu nie odpowiada, albo kiedy dowiaduje się, że nie ma zwrotów mimo, że stoi kartka z taką informacją. A wracając do szefostwa...najbardziej nie odpowiada mi parcie na pieniądze do tego stopnia że szef potrafi powiedzieć "jak pani przyszła po portfel, a nic jej się nie podoba to sprzedaj jej chociaż walizkę".... nigdy nic na siłę. Dziewczyny w sklepach wcale nie naciągają i nie namawiają bo nie chcą żeby ktoś potem wrócił niezadowolony lub z chęcią zwrotu którego nie ma!