Jeśli najnowsze informacje są prawdziwe (w tym przypadku nie ma powodów, by nie wierzyć ich źródłom), to poniższy komentarz do opinii o obecnej pracy w teatrze, możliwy był tylko dzięki tym informacjom, uzyskanym z kilku wiarygodnych, pracowniczych źródeł.
22 maja 2026 r. została wybrana w przetargu nowa firma, która świadczy usługi ochrony i pomimo, że wcześniej w teatrze nie działała, wygrała oferowaną ceną, niższą od drugiej oferty o 613zł. 20gr. w skali roku (przy zamówieniu o wartości ponad 336 tys. zł. to nieprawdopodobne szczęście w obstawieniu końcowej oferty z tak małą różnicą)...
W tym dniu zaczyna się ta historia, w teatralnym gabinecie władcy, który absolutnie decyduje o wszystkim, nawet o portierach z firmy zewnętrznej... Na środę, 27 maja 2026 r. władca zaprosił do swojego gabinetu jednego z dyrektorów firmy ochroniarskiej, która wygrała przetarg wspomnianą kwotą 613,20 zł. Spotkanie odbyło się w tym dniu, przed południem. Po co? Po to, aby załatwić z nową firmą przedłużenie pracy tylko dwóm obecnym portierom. Wobec trzeciego portiera władca wyraził sprzeciw i nie zgodził się na jego pozostawienie. W ten sposób osobie tej nie przedłużono, czyli - de facto - zwolniono z pracy świadczonej dla teatru. Po 12 latach nienagannej pracy tego portiera, bez żadnych skarg czy upomnień. W przeszłości, gdy przetargi wyłaniały nowe firmy ochrony, portier ten zawsze był "przejmowany" przez kolejną, jako doświadczony i dobry pracownik. A teraz, w pierwszym dniu współpracy z nową firmą, bez żadnego powodu, portier musiał opuścić teatr, bo taka była wola, właśnie czyja? Reakcja większości pracowników teatru była błyskawiczna. List do władcy z podpisami i prośbą o pozostawienie portiera w teatrze. Bo jest ważny dla zespołu i poświęcił lata pracy dla teatru. W międzyczasie, 2 czerwca 2026 r. została podpisana umowa pomiędzy teatrem a firmą ochrony, a już 3 czerwca 2026 r. nadeszła odpowiedź na pismo pracowników, że to wyłącznie sprawa firmy ochroniarskiej kogo zatrudnia, nikt nie wpływał na jej decyzję i któż śmiał w ogóle tak pomyśleć..
I oczywiście tej rozmowy w dniu 27 maja nie było i późniejszych wydarzeń..
To kolejny doświadczony współpracownik teatru, z którego zrezygnowano, ale tym razem niepoważnie potraktowano także pracowników teatru podpisanych pod pismem - formą odpowiedzi i jej treścią.
Manipulacje w odpowiedziach są sposobem na uniknięcie osobistej odpowiedzialności, ale fakt podejrzenia niedozwolonej ingerencji w wewnętrzne sprawy firmy, po rozstrzygniętym przetargu, pachnie nieładnie, możliwą kolizją z prawem.
Jak usłyszano od osób związanych z teatrem, jest jeden poważny problem - za dużo osób to widziało i słyszało i jest co najmniej czterech świadków tego zdarzenia, którzy ewentualnie mogą o tym zaświadczyć i opowiedzieć jaka jest prawda... Jak mówią pracownicy, teatralne życie toczy się w miejscu, w którym podejrzewani i obarczani winą są wszyscy, poza tymi, którzy faktycznie podejmują decyzje i służbowo są za nie odpowiedzialni. Psychoza.
Na szczęście w teatrze jest wiele oczu i uszu, kiedy coś złego usłyszą albo zobaczą, obojętnie nie przejdą, na pewno podzielą się, jak opisaną historią portiera. Historią o deficycie szacunku i uczciwości w teatrze.
Morał? "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło".
Doświadczonego i dobrego portiera przejął....
Teatr Ateneum w Warszawie.
P.S.
Czy opisana historia i późniejsze decyzje firmy ochroniarskiej mają ze sobą jakikolwiek związek? Może. Czy opinia publiczna ma prawo opisywać takie dwuznaczne historie i zadawać pytania? Zdecydowanie tak. Zwłaszcza gdy chodzi o osobę pełniącą funkcję publiczną.