Jeśli ktoś zastanawia się, jak wygląda najprostszy sposób na spartaczenie remontu, to polecam skorzystać z firmy budowlanej Pana Patryka. Szef tej firmy to człowiek o gołębim sercu. Nasrał mi w salonie, zostawił gruz i odleciał w nieznanym kierunku, gdy tylko poczuł zapach gotówki. Na początku dużo gadania, opowieści o doświadczeniu i tekstów w stylu ‘spokojnie, ja to ogarnę’. W praktyce wychodzi tak, że ściany krzywe jak uśmiech po nieudanym botoksie, rzeczy niedokończone, a terminy traktowane jak obietnica poprawy na spowiedzi - ważne tylko przez pierwsze pięć minut po wyjściu z kościoła. Najlepsze jest to, że kiedy coś jest źle zrobione, Patryk zawsze ma gotowe wytłumaczenie, np. "U siebie zrobiłem tak samo i stoi". Kontakt też jest świetny dopóki nie zapłacisz, potem nagle telefon milczy jak betoniarka w niedzielę niehandlową. Jedynym plusem tej firmy jest dodatni wynik w alkomacie u majstra już o siódmej rano.