Nazywam się Mietek i przez piętnaście lat byłem głównym technologiem w zakładach „Wędliny z Jedliny”. Nazwa sugerowała sielankę, zapach boru i tradycję. Rzeczywistość? Betonowy bunkier na obrzeżach strefy ekonomicznej, gdzie jedynym kontaktem z naturą była pleśń w szatni, którą (usunięte przez administratora)kazał nam zdrapywać w ramach „integracji zespołu”.
Praca w „Jedlinie” to nie był zawód, to był survival. (usunięte przez administratora)
– Mietek! – wrzeszczał codziennie rano na odprawie w chłodni. – Dlaczego twoja pasztetowa wygląda, jakby miała depresję? Ona nie ma błagać „zjedz mnie”, ona ma krzyczeć „jestem luksusem”! Gdzie jest pasja?!
– Panie (usunięte przez administratora) to pasztetowa za 8 złotych, tam jest więcej kaszy manny niż pasji – próbowałem tłumaczyć.
– Nie wyjeżdżaj mi z logiką! Masz myśleć out of the box! Jak nie poprawisz wyników, przesunę cię do działu jelit, a wiesz, że tam wentylacja nie działa od czasów Balcerowicza!
Przerwy na toaletę były limitowane stoperem. Z głośników na hali leciały motywacyjne hasła nagrane przez (usunięte przez administratora) Atmosfera była tak gęsta, że można ją było kroić tasakiem.
Aż nadszedł ten wtorek. Realizowaliśmy gigantyczne zamówienie na „Kiełbasę Sołtysa” dla dyskontu. Tempo było (usunięte przez administratora) stał na antresoli z megafonem i odliczał sekundy.
– Szybciej! Klient nasz pan! Mietek, ta masa ma być gładka jak aksamit! Czas to pieniądz, a wy mnie (usunięte przez administratora)!
Byłem wykończony. Nie spałem od dwóch dni przez inwentaryzację. Stałem przy wielkim kutrze masarskim, który mieli mięso z prędkością światła. W pewnym momencie (usunięte przez administratora) ryknął przez megafon:
– MIETEK! UŚMIECHNIJ SIĘ! KLIENT WYCZUWA SMUTEK W SALCESONIE!
Drgnąłem. To był ułamek sekundy. Nóż ześlizgnął się po mokrym blacie. Nie poczułem bólu, tylko dziwne szarpnięcie. Spojrzałem w dół. (usunięte przez administratora)
W normalnej firmie włączono by alarm. Ale w „Wędlinach z Jedliny” pojawiła się ona.(usunięte przez administratora)
– Stop! Nie zatrzymywać maszyn! – krzyknęła, widząc, że sięgam do wyłącznika bezpieczeństwa.
– (usunięte przez administratora)
– Mietek, spokojnie. To jest mindset. Spójrz na to holistycznie – powiedziała, podchodząc do taśmy. (usunięte przez administratora)
– Słuchaj, Mietek. Rynek jest nasycony. Nuda. My potrzebujemy autentyczności. Czegoś, co ma DNA firmy. Dosłownie.
– Ale to był mój palec!
– I za to ci dziękuję. To jest sacrifice. Wyobraź sobie kampanię: „Wędliny z Jedliny – oddajemy wam cząstkę siebie”. Personalizacja produktu na poziomie molekularnym! To będzie nasza linia premium:(usunięte przez administratora)
Sanepid nas spali napalmem.
– Mietek, jesteś taki analogowy – westchnęła. – To metafora! Maszyna mieli na gładko, nikt nic nie znajdzie. Ale energetyka! Wibracja poświęcenia zostanie w produkcie! To homeopatia mięsna! Ludzie szukają więzi z rzemieślnikiem. Co tworzy większą więź niż fizyczna fuzja twórcy z dziełem?
Wtedy wpadł (usunięte przez administratora)
– Co tu się dzieje?! Wydajność spadła!
– Tato! Mamy to! Mietek dokonał organicznego wkładu w markę. Kiełbasa z duszą! Limitowana edycja!
(usunięte przez administratora) przeliczył zyski w głowie.
– Mietek – rzekł poważnie. – Mam nadzieję, że nie planujesz L4? Jesteś teraz kluczowym aktywem marki. Dostaniesz premię. Sto złotych brutto. I talon na tę kiełbasę.
– (usunięte przez administratora)
– Odrośnie ci w sercach klientów! – przerwała (usunięte przez administratora) – Zrobimy sesję zdjęciową. Ty z kikutem w górze. Hasło: „Dajemy z siebie wszystko, co do centymetra”. To będzie viral!
Tego było za wiele.
– Wiecie co? Mam to gdzieś. Odchodzę. A ten palec niech wam służy. Może doda smaku, bo dotąd wszystko smakowało tekturą i rozpaczą – rzuciłem fartuchem i wyszedłem.
– Ale Mietek! (usunięte przez administratora)
Dwa tygodnie później w sklepie zobaczyłem nowość: „Kiełbasa Poświęcenia – Edycja Limitowana”. Cena: potrójna. Na etykiecie dłoń z czterema palcami. Kupiłem, zjadłem. Była słona. Słona od mojego potu i łez. Ale muszę przyznać – to była najlepsza rzecz, jaka kiedykolwiek wyszła z tej firmy. W końcu mieli w sobie coś ludzkiego.